Terror z otchłani kosmosu zstępuje na wzgórza. Gdy Rondell wynajęty, by odkryć, co stało się z zaginioną wioską, natrafia na zło, z którym nawet posiadacz Diabelskiego Topora może sobie nie dać rady.
Czwarty, jak na razie zamykający, tom serii Hillbilly to najmroczniejsza i najbardziej surrealistyczna odsłona tej fascynującej, pełnej grozy opowieści.
Eric Powell jak zwykle nie zawodzi.
24.09.2025
I
Kolor
Twarda z obwolutą
170x260 mm
112
89,90 zł
9788367725699
Ojej, co tu się stało?! Matko, kto wpadł na pomysł, żeby zmieniać styl ilustracji? Toż to jakaś abominacja!
No dobra, już wiecie, co sądzę o tych ilustracjach 🙂
Na szczęście sama historia nie jest aż tak zła. Jest… w porządku. Tyle że skręca w zupełnie inną stronę. Zamiast baśniowego, mrocznego klimatu, który robił robotę w poprzednich tomach, dostajemy coś znacznie bardziej typowo amerykańskiego: kosmici przejmują małe miasteczko, a centrum całej afery jest kaplica. Niby horrorowy styl się zgadza, napięcie też momentami działa, ale gdzieś po drodze zgubiła się ta unikalna atmosfera, która wyróżniała serię.
Za to jedno trzeba oddać: oglądanie, jak Rondel z tasakiem rozprawia się z kosmicznym plugastwem, nadal daje frajdę.
Problem w tym, że poprzednia trylogia ustawiła poprzeczkę naprawdę wysoko. Gdyby jej nie było ten tom byłby jeszcze ok. Ale w kontekście całości… no cóż, pozostaje niedosyt i rozczarowanie.
Komiks ten i setki innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Ach ten Rondell.
Wędrujący Kmiot w czwartym tomie ma nową misję, widoczny powyżej komiks zbiera cztery rozdziały (zamknięta całość) a ja po lekturze mogę powiedzieć, że tylko połowa z nich weszła mi tak samo dobrze, jak poprzednie tomy Hillbilly.
Bo kiedy dostajesz świetne rysunki Erica Powella, którymi nigdy się nie nacieszysz, bo zbyt ładne a potem za rozrysowanie Rondella zabiera się ktoś inny, kto robi to zwyczajnie brzydko - no to wiadomo, czym by się rzucić o podłogę chciało.
Ale nie jest aż tak źle. Co prawda pomysł na nową opowieść o Wędrownym jest dość "głuptaśno-niekreatywna" to i tak stosunkowo przyjemnie wrócić do Rondella i jego diabelskiego ciach-mach tasaka.
Na co padło? Na kosmos, a jakżeby inaczej. Z kosmosu przylatuje gwiazda i gwiazda zamienia ludzi w uwaga - chcę żeby to wybrzmiało: Leśne Łajzy Z Kosmosu (XD)
Rondell więc mknie, by powybijać bestyje i uratować z wioski co się da. W tle drugi wątek - złodziej rękojeści. No i mamy opowieść.
Nie ma tutaj ani klimatu poprzedników, ani wizualnej pychotki jak wcześniej (Powell rysuje tylko trzeci rozdział),ani pokracznych czarownic. Jest za to prosta aż do bólu opowiastka fantastyczna, która jest przyczynkiem ażeby Rondell się zbytnio nie nudził.
Oceniając przez pryzmat poprzednich tomów, czwórka wypada słabo. To po prostu nie to, co było. Jednakże na plus trzeba nadmienić, iż czwórka jest rozpisana tak, że w ogóle nie trzeba znać wcześniejszych części. No i na plus również rysunek Simone D'Armini - rozdział czwarty. Tak rysowanego komiksu to ja bym chciał 1000 stron.
Dla fanów Rondella - nawet i tak, dla fanów po prostu fantasy - niespecjalnie. Krótko, prosto, w połowie wręcz brzydko - szkoda. Bo ja Rondella polubić zdążyłem już od jedynki.
Więcej na IG @znakiem_tego