Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Ach ten Rondell.
Wędrujący Kmiot w czwartym tomie ma nową misję, widoczny powyżej komiks zbiera cztery rozdziały (zamknięta całość) a ja po lekturze mogę powiedzieć, że tylko połowa z nich weszła mi tak samo dobrze, jak poprzednie tomy Hillbilly.
Bo kiedy dostajesz świetne rysunki Erica Powella, którymi nigdy się nie nacieszysz, bo zbyt ładne a potem za rozrysowanie Rondella zabiera się ktoś inny, kto robi to zwyczajnie brzydko - no to wiadomo, czym by się rzucić o podłogę chciało.
Ale nie jest aż tak źle. Co prawda pomysł na nową opowieść o Wędrownym jest dość "głuptaśno-niekreatywna" to i tak stosunkowo przyjemnie wrócić do Rondella i jego diabelskiego ciach-mach tasaka.
Na co padło? Na kosmos, a jakżeby inaczej. Z kosmosu przylatuje gwiazda i gwiazda zamienia ludzi w uwaga - chcę żeby to wybrzmiało: Leśne Łajzy Z Kosmosu (XD)
Rondell więc mknie, by powybijać bestyje i uratować z wioski co się da. W tle drugi wątek - złodziej rękojeści. No i mamy opowieść.
Nie ma tutaj ani klimatu poprzedników, ani wizualnej pychotki jak wcześniej (Powell rysuje tylko trzeci rozdział),ani pokracznych czarownic. Jest za to prosta aż do bólu opowiastka fantastyczna, która jest przyczynkiem ażeby Rondell się zbytnio nie nudził.
Oceniając przez pryzmat poprzednich tomów, czwórka wypada słabo. To po prostu nie to, co było. Jednakże na plus trzeba nadmienić, iż czwórka jest rozpisana tak, że w ogóle nie trzeba znać wcześniejszych części. No i na plus również rysunek Simone D'Armini - rozdział czwarty. Tak rysowanego komiksu to ja bym chciał 1000 stron.
Dla fanów Rondella - nawet i tak, dla fanów po prostu fantasy - niespecjalnie. Krótko, prosto, w połowie wręcz brzydko - szkoda. Bo ja Rondella polubić zdążyłem już od jedynki.
Więcej na IG @znakiem_tego