Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Postapokalipsa to jeden z tych podgatunków fantastyki, który wyjątkowo silnie oddziałuje na wyobraźnię, bo rzadko bywa całkowicie oderwana od rzeczywistości. Wręcz przeciwnie – zwykle jest w prostej linii przedłużeniem naszych współczesnych lęków, związanych czy to z układem politycznych sił i eskalacją konfliktów, czy z coraz bardziej niepokojącym stanem naszej planety. Jej siła tkwi też w bliskim zasięgu: to nie odległa galaktyka ani abstrakcyjna przyszłość, lecz świat, który mógłby nadejść jutro albo pojutrze. „Islander” Caryl’a Férey’a i Corentina Rouge’a doskonale rozumie ten mechanizm i zamiast budować widowiskową katastrofę, skupia się na tym, co dzieje się później – gdy kurz już opadnie, a ludzkość musi nauczyć się funkcjonować w nowej, brutalnej normalności.
Fabuła komiksu osadzona jest w bliżej nieokreślonej przyszłości, w Europie dotkniętej nieznanym kryzysem. Autorzy niemal całkowicie rezygnują z klasycznej ekspozycji: nie dostajemy jasnej odpowiedzi na pytanie, co właściwie doprowadziło świat do obecnego stanu. Czy była to wojna? Katastrofa nuklearna? A może efekt postępujących zmian klimatycznych? Tego nie wiemy i prawdopodobnie wiedzieć nie mamy. Z kontekstu dialogów i skrawków informacji wyłania się jedynie obraz kontynentu pogrążonego w chaosie, z milionami ludzi stłoczonych w obozach przejściowych, desperacko próbujących wydostać się z miejsc, które przestały być bezpieczne. Jednym z ostatnich bastionów ładu i porządku jawki się Islandia – w wyobrażeniu milionów emigrantów niemal mityczna ziemia obiecana, do której jednak dostęp mają nieliczni. W takiej właśnie rzeczywistości rzeczywistości śledzimy losy kilku bohaterów próbujących przetrwać i dotrzeć do celu, w świecie, gdzie każda decyzja ma swoją cenę.
„Islander” swoją historię zdecydowanie chętniej opowiada obrazem niż tekstem. Plansze są duże i czytelne, a często wręcz monumentalne. Kadrowanie przywodzi na myśl hollywoodzką szkołę filmową: najazdy na twarze bohaterów podkreślają emocje, a kontrastujące z nimi szerokie panoramy oddają skalę konstrukcji, obozów i surowych plenerów. Wyprane, chłodne kolory znakomicie podkreślają zimno świata przedstawionego oraz jego depresyjny, przytłaczający nastrój. Dialogów długimi partiami jest niewiele, opisów jeszcze mniej – wiele informacji przekazywanych jest tu wyłącznie wizualnie, poprzez gesty, spojrzenia i kompozycję kadrów. To narracja wymagająca od czytelnika uwagi i aktywnego dopowiadania sobie kontekstu i sensu wydarzeń, ale dzięki takiej formie jednocześnie bardzo satysfakcjonująca.
Minimalizm narracyjny nie oznacza zatem w tym wypadku słabości scenariusza. Wręcz przeciwnie – Férey tworzy świat ponury i pozbawiony złudzeń, zamieszkany przez bohaterów moralnie niejednoznacznych, którzy robią to, co uważają za konieczne, by przeżyć. Nie ma tu miejsca na klasyczne heroiczne gesty ani proste podziały na dobro i zło. Każda iskierka nadziei, która pojawia się w tunelu, zostaje niemal natychmiast brutalnie zduszona. Dominuje prawo silniejszego, liczy się przede wszystkim osobisty zysk i osiągnięcie celu – nawet jeśli oznacza to działanie wbrew temu, co słuszne czy etyczne. To świat, w którym empatia staje się luksusem, na który niewielu może sobie pozwolić.
W tym sensie „Islander” jest wiwisekcją ludzkich postaw nie tyle w obliczu samej katastrofy, co jej długofalowych implikacji. Autorzy zaglądają za kurtynę, pokazując, co dzieje się wtedy, gdy instynkt przetrwania bierze górę nad wszelkimi innymi wartościami. To ciekawe odwrócenie perspektywy, bo popkultura często skupia się na chaosie tuż przed upadkiem cywilizacji lub w jego trakcie. Tutaj oglądamy świat po fakcie – wyjałowiony i zorganizowany na nowo według brutalnych zasad, gdzie dawne normy nie mają już zastosowania.
Wnioski, jakie niesie pierwszy tom „Islandera”, są dalekie od optymistycznych. Komiks zdaje się mówić wprost: jesteśmy zwierzętami, które przyparte do muru myślą przede wszystkim o przetrwaniu, a „okazja czyni złodzieja”, ujawniając w nas najgorsze instynkty w najbardziej skrajnych sytuacjach. To lektura ciężka, momentami przytłaczająca, ale jednocześnie niezwykle sugestywna i szczera w swojej wizji. „Islander” nie oferuje pocieszenia ani prostych odpowiedzi – zamiast tego zmusza do konfrontacji z niewygodnym pytaniem o to, kim bylibyśmy, gdyby świat jaki znamy naprawdę się skończył.
3 oceny Show votes.
3 oceny Show votes.
3 oceny Show votes.
Ooooooooooooooh! Są KOMIKSY.
Kiedy trafiasz na dobre kadrowane, w którym wszystkie elementy się idealnie dogrywają, dopełniają i wzajemnie napędzają - to czujesz, że dla takich komiksów czytujesz komiksy.
Islander 1: Wygnanie to nie jest żadne zjawisko, ani wizualne ani narracyjne. To w zupełności poprawnie stworzona opowieść. Powiedziałbym ‚czysta’ bez żadnych oniryzmów, udziwnień czy usilnie dostawianych pół-wątków. Przez to tak świetnie się ją czyta.
Niesamowicie się wkręciłem. Już od pierwszy stron czułem, że będzie dobrze aż do końca.
Świat chyli się ku końcowi. Ludzie z kontynentu uciekają na wyspy, w przypadku tej opowieści - na Islandię. Migracja okazuje się trudniejsza, tym bardziej, kiedy nowe rządy Islandii wcale nowych „gości” nie chcą. Mamy więc punkt wyjścia, gdyż główni bohaterowie zmuszeni są dostać się tam, gdzie już dostać się nie mogą.
Fabuła wciąga, wątki są świetnie poklejone - przeplatane wzajemnie, wzbudzają poczucie dynamiki na tyle, że odniosłem wrażenie istotności każdej jednej strony. Znajdzie się również nieco akcji - te momenty grają głównie rysunkiem - jest dynamicznie, nieprzesadnie i przeładnie.
Rysunek zresztą to topka. Gęsty lineart, splash page’s (całostronne arty), ukazujące Islandię w całej rozciągłości, kolor stonowany, podbijający zimny, surowy klimat. No jest dla oczu bajeczka, bym powiedział.
Czekam na dalszy ciąg (będzie trylogia) jak małpa na dostawę bananów. Takich komiksów aż się chce, ciągle i bez końca. Komiks ze świetnym wyważeniem między sztuką wizualną, a sztuką pisania scenariusza. Dodać trzeba, że to dojrzała pozycja. Konkretna, poważna. Autorzy zdają się wiedzieć dokładnie, o czym chcą opowiadać.
Uwielbiam i z pewnością nie raz jeszcze przeczytam Islandera.
Więcej na IG: @znakiem_tego
Islander Tom 1: Wygnanie.
Europa została przeorana katastrofami, cywilizacja się sypie, a jedyną ziemią obiecaną wydaje się Islandia – ostatni bastion względnego spokoju. Problem w tym, że uchodźcy z całego kontynentu ruszają w jej kierunku.
W tym chaosie poznajemy Liama – chłopaka, który próbując po prostu przeżyć, wplątuje się w grubą polityczną intrygę. Fabuła balansuje między thrillerem a dramatem obyczajowym, pokazując ludzi postawionych pod ścianą, rebeliantów, brudne sekrety władzy i mroczne miejsca, o których nikt nie powinien wiedzieć… a jednak istnieją.
Całość ma surowy, chłodny klimat – emocjonalnie i wizualnie. Wizja świata jest bardzo realistyczna i przez to niepokojąca. To nie jest efektowna apokalipsa, tylko zimna, bezlitosna rzeczywistość, w której każdy walczy o swoje miejsce.
Jedyny minus? Brakuje na początku wyraźniejszego wprowadzenia do świata – czytelnik musi sam poskładać realia z rozsypanych elementów. Ale kiedy już to zrobi, trudno się oderwać.
Wizualnie to absolutna rewelacja. Filmowy styl ilustracji, ogromne, szczegółowe kadry i lodowata paleta barw robią niesamowite wrażenie. Ten komiks nie tylko się czyta, jego się przeżywa.
Świetny start serii. Wciągający, mroczny, niepokojący i wizualnie zachwycający. Mógłbym dać nawet dychę, ale to dopiero początek historii… więc może najlepsze dopiero przed nami 😉
Więcej zdjęć na moim IG: LukkeGeek