Finał opowieści.
Nowy Jork, 1932
Miasto ponownie staje się areną przerażających morderstw. „Potwór”
morduje ludzi i zabiera ich głowy jako trofeum. Kto stoi za nową grozą, która spadała na okryte śniegiem ulice? Nikt nie może czuć się bezpieczny – ani kloszardzi, ani włodarze miasta czy bossowie mafii… Miasto zmienia swe oblicze… Mona i Xoco powracają, aby stoczyć z niebezpiecznym przeciwnikiem – a nawet dwunastoma – walkę na śmierć i życie. A stawką tego pojedynką są… losy ludzkości!
XOCO to trzymający w napięciu thriller, do którego scenariusz napisał Thomas Mosdi
Seria
Pochodzenie
Wydawca Polski
Wydawca Oryginalny
Data Wydania
15.06.2026
Wydanie
I
Druk
Kolor
Oprawa
Twarda
Format
240x320 mm
Liczba Stron
128
Cena Okładkowa
119,99 zł
EAN
9788368772227
Wpis współtworzył/a:
Opinie redakcji

Pierwszy tom "Xoco" należał do tych komiksów, obok których trudno przejść obojętnie - albo się w nim całkowicie zatracimy, albo odrzuci nas już od pierwszych stron. To seria, która nie prosi o uwagę czytelnika, tylko ją sobie wymusza, uderzając agresywną kreską, chaotycznym montażem kadrów i cokolwiek bezlitosnym tempem.
To właśnie ta bezkompromisowość stanowiła zarazem o sile pierwszego albumu, jak i o jego największej słabości. Dynamika historii i odjechane, niemal halucynacyjne kompozycje wybijały ją na tle innych pozycji dostępnych na rynku, jednak ta sama cecha bywała bronią obosieczną. Pod rozbuchaną formą dostawaliśmy bowiem historię miejscami zwyczajnie trudną do śledzenia, a w dodatku sprawiającą wrażenie, jakby pod całym tym wizualnym fajerwerkiem kryła się treść cokolwiek przeciętna i wtórna wobec dziesiątek podobnych opowieści o starożytnym złu budzącym się w wielkim mieście. Mimo to opowieść łącząca indiański folklor z paranormalnym horrorem i noirową atmosferą potrafiła wciągnąć i zauroczyć gęstym, mrocznym klimatem, jakiego próżno szukać gdzie indziej, a Nowy Jork lat 20. jawił się tu jako miejsce równie niebezpieczne co fascynujące.
Akcja drugiego cyklu rozgrywa się bezpośrednio po wydarzeniach zapoczątkowanych w poprzednim albumie, nie dając czytelnikowi czasu ani na złapanie oddechu, ani przypomnienie sobie wszystkich wątków. Nowy Jork wciąż skrywa się w cieniu grozy zapoczątkowanej rytualnymi mordami i obsydianowym sztyletem o azteckim rodowodzie, a miasto, które na pozór wróciło do normalności, w rzeczywistości balansuje na krawędzi katastrofy. Xoco, teraz już w duchowej formie, oraz Mona ponownie stają w centrum wydarzeń, tym razem jednak stawka rośnie – pokonanie jednego zła otworzyło bramy między światami, co umożliwiło przedostanie się do naszej rzeczywistości demonicznego plugastwa. To zaś za cel obrało sobie… mafijny półświatek, usiłując przejąć kontrolę nad miastem. Granica między światem ludzi i tym, co czai się poza jego obrzeżami, robi się coraz cieńsza, a nasi bohaterowie, wespół z nowymi sprzymierzeńcami muszą ponownie wziąć się do roboty, by przywrócić mieszkańcom spokój.
Cykl drugi celuje w te same tony, co jego poprzednik, i pod wieloma względami można go określić jako "więcej tego samego". Trzyma się starej hollywoodzkiej zasady, według której kontynuacja musi być głośniejsza, mocniejsza i bardziej rozbuchana niż to, co było wcześniej – i rzeczywiście, akcja od pierwszych stron wrzuca szósty bieg. Wydarzenia obserwujemy z kilku perspektyw naraz: Mony, przybyłego demonicznego zła oraz mafijnych rozgrywek, a sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie. Jeden zwrot akcji goni tu kolejny w cokolwiek szalonym pędzie, w którym trudno o chwilę refleksji nad tym, co właśnie się wydarzyło. Twórcy zdają się być przekonani, że im więcej wątków uda im się upchnąć na jednej stronie, tym silniejsze będzie wrażenie, jakie wywrą na czytelniku - i trzeba przyznać, że momentami rzeczywiście udaje im się osiągnąć poczucie narastającego, nieuchronnego zagrożenia.
Problem w tym, że tej intensywności jest tak dużo, iż całość zaczyna balansować na granicy przyswajalności. To wciąż ta sama, wściekle agresywna kreska, w której następujące po sobie kadry są momentami rozplanowane tak gęsto i chaotycznie, że trudno jednoznacznie powiedzieć, co właściwie dzieje się na stronie. Układ paneli bywa tak nieregularny, a perspektywy tak poskręcane, że niekiedy musiałem wręcz wracać do poprzednich kadrów, by zrozumieć logiczną kolejność wydarzeń. Twórcy zdają się zakładać, że zaakceptujemy tę wizualną nawałnicę bez pytań o klarowność. I faktycznie, dla części odbiorców będzie to kwintesencja tego, co pokochali w pierwszym tomie, oraz dowód na to, że seria nie idzie na żadne kompromisy. Dla innych jednak może to być bariera nie do przeskoczenia, zwłaszcza przy próbie śledzenia kilku równoległych wątków fabularnych jednocześnie, gdy natłok informacji wizualnych zaczyna przytłaczać samą treść opowieści.
Mimo tych zastrzeżeń, drugi cykl "Xoco" broni się jako kontynuacja wierna duchowi oryginału. Nie jest to komiks, który stara się złagodzić swoją formę na potrzeby szerszego grona odbiorców, a wręcz przeciwnie, brnie jeszcze głębiej w to, co dla serii charakterystyczne: mrok, chaos i wizualną ekspresję na granicy czytelności. To pozycja dla tych, którzy już wcześniej dali się porwać temu specyficznemu rytmowi opowieści i akceptują, że forma bywa tu ważniejsza od klarowności narracji, a dla nowych czytelników wciąż pozostaje propozycją wymagającą cierpliwości i otwartości na styl, który stawia wrażenie ponad przejrzystość.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
Rysunki nie Ledroit tylko Palma.