„Konklawe Świerszczyków” to poemiks Piotra Burzyńskiego i Patryka Kosendy. 11 historii i antyhistorii czerpiących z konwencji bizarro, podlanych stonerową i awangardową poezją. Na kartach komiksu czytelnik znajdzie m.in. powyginanych bohaterów znanych dobrze z popkultury: Adama Małysza, Tildę Swinton oraz takich, którzy dopiero te szeregi zasilą, jak Młody i Stary Zagłada.
W plastyce kadrów jest dużo niepokoju, nierównego rytmu i nie można żadnego ujęcia odczytać jednoznacznie. Perspektywa nie istnieje, odrealnia się, wszystko razem ostatecznie się rozmywa, jest bliskie abstrakcji. Tusz miesza się z farbą akrylową, jej warstwa się odkleja, tworzy kolaż i jest tam gdzieś słowo, które się rozlewa po ulicy i spływa ze ścian.
Wydanie z grubszą okładką.
27.09.2025
II
Kolor
Miękka
210x295 mm
92
69,00 zł
9788383790206

Mateusz Czechowicz:
W moim czytelniczym sercu jest specjalnie miejsce dla komiksów z rodzaju “K*rwa, co tu się dzieje?”. Z polskiego podwórka świetnymi reprezentantami tego “gatunku” są “Zardzewiały Tankowiec”, tetralogia “Bardo”, “Oko Horusa”” czy “Lumentral”. I z zadowoleniem mogę ogłosić, że kolejnym reprezentantem jest “Konklawe świerszczyków” (wy. Los Kraba). Przy okazji też tomik poezji, ale w formie komiksu.
Album ten to skrajny przedstawiciel swojej kategorii. Nie bawi się w takie pierdoły jak przystępność. Zamiast tego mamy tu po prostu jazdę bez trzymanki, strumień świadomości, który jeżeli cię porwie, to już z niego nie uciekniesz. Brak tu jakichkolwiek półśrodków. Każda kolejna strona wciąga cię coraz bardziej, przestajesz ogarniać co się dzieje czy nawet gdzie w ogóle jesteś. Cudowne doświadczenie dla osób, które takie dziełą lubią. Ale zupełnie bym się tego nie dotykał, jeżeli masz ograniczoną tolerancję na dziwności i duże odstępstwa od normy.
Oprócz bycia odjechanym przedstawicielem dziwnych komiksów, to jest to zabawa w łączenie komiksu z gatunkiem literackim, jakim jest poezja. Ignoranckim, choć w miarę celnym byłoby powiedzenie, że to antologia komiksowa. Ale czytanie tego daje odczucie czytania tomiku poezji pisanego nad jakimiś środkami psychoaktywnymi. Tak bym to opisał, chociaż nie oddaje to w pełni towarzyszącego mi uczucia podczas czytania. Po prostu trzeba to przeżyć.
Zawsze w tego typu tworach, kiedy czytelnik ma puścić się poręczy, strona wizualna musi służyć za smar, który jest wszędzie i ułatwia wejście w nurt potoku świadomości autorów. I rysunki Piotrka Burzyńskiego sprawdzają się w tej roli znakomicie. Są czytelne w swojej nieczytelności. Już tłumaczę o co mi chodzi. Wyglądają super, spokojnie da się rozpoznać co przedstawiają, ale styl, kadrowanie, kolory (lub ich brak), sprawiają, że zaczyna cię ten komiks otaczać z każdej strony. Dodaje to do doświadczenia bardzo dużo.
Patryk Kosenda i Piotr Burzyński dostarczyli nam dzieło z pewnością nie dla każdego. Jestem wręcz przekonany, że bardzo dużo ludzi się od tego odbije. Jednakże ja dałem się pochłonąć, nie do końca rozumiejąc co się dzieje, gdzie ja w ogóle jestem. I w jakimś sensie pokochałem ten komiks. Do tego aspekt bycia komiksowym tomikiem poezji jeszcze bardziej dodaje do poczucia nietypowości. Dla fanów dziwności polecam całym sercem.
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Michał Szczebak:
Nie będę udawał eksperta. Ani nie znam się za bardzo na poezji awangardowej, ani nie spotkałem się jeszcze do tej pory z gatunkiem poemiksu, komiksu poetyckiego. Z tej perspektywy KONKLAWE ŚWIERSZCZYKÓW było doświadczeniem ciekawym, choć z pewnością nie łatwym do odnalezienia się. Żeby dać ogląd tego z czym mamy tu do czynienia to zebrane tu poemiksy Kosendy i Burzyńskiego to zazwyczaj dość krótkie, bo zaledwie kilkustronnicowe, mariaże abstrakcyjnego tekstu poetyckiego z kwasowymi rysunkami, gdzie obie formy zdają się właściwie walczyć o narzucenie rytmu naszemu odbiorowi. Jak to jednak jest w awangardowej poezji rytm ten jest zupełnie nieregularny, przerywany, nieuchwytny. Natomiast rysunki Burzyńskiego, którego kojarzę z kilku szortów w Popolupo i BZiKu, to wizualna interpretacja tejże tekstowej abstrakcji, która jednak z racji na kadrowanie, a zarazem często swoją nienarracyjność, tworzy własne tempo i własną warstwę odbioru.
Nie znaczy to, że nie ma w tym zbiorze fragmentów, które są narracyjnie bardziej zbliżone do standardowej fabuły. Tak jest chociażby z chyba moim ulubionym szortem TIMESITTER, czy równie absurdalnie zabawnym MŁODY ZAGŁADA STRUGA WARIATA. Wciąż jednak nie są to narracje fabularne sensu stricte, a raczej silnie abstrakcyjne ekspresje. Jeśli więc nie trafi do was ta niestandardowa, mocno awangardowa forma, komiks ten raczej zamkniecie skonfundowani i niezadowoleni. Z odpowiednim nastawieniem, albo żyłką do awangardowej poezji, poemiks ten może jednak uderzyć w odpowiedni nerw i zostawić czytelnika z odczuciami jakich żaden inny album nie dostarczy. Dla mnie, choć wątpię, żeby KONKLAWE ŚWIERSZCZYKÓW zostało mi w głowie na dłużej, z pewnością najwięcej robi tu atmosfera. Jest kwasowo, jest dziwacznie, a rysunki przez swój kontrolowany nieład, ale też żonglowanie estetykami robią naprawdę spore wrażenie. Tak jak jednak zaznaczyłem, nie jest to jednak zabawa dla każdego i warto mieć to na uwadzę przed zakupem.