KLASYKA UNIVERSAL PICTURES POWRACA!
Doktor John Seward przyjmuje do swojego szpitala dla psychicznie chorych nowego pacjenta, dziwnego człowieka nazwiskiem Renfield, szaleńca opowiadającego niestworzone historie o demonie, który osiedlił się tuż obok. Ale kiedy doktor próbuje zrozumieć niemożliwe za pomocą logiki… jego córka pada ofiarą uroku tajemniczego hrabiego Draculi!
James Tynion IV („W0rldtr33“, „Coś zabija dzieciaki“) i Martin Simmonds, twórcy „Departamentu prawdy“, spotykają się ponownie, by tchnąć nowe życie w najbardziej ikoniczną opowieść o wampirach.
Wydanie zawiera materiały opublikowane pierwotnie w „Universal Monsters: Dracula #1-4“.
„Na taki komiks o Draculi czekałem całe życie” – Robert Kirkman (The Walking Dead, Invincible)
„Mistrzowski w każdym znaczeniu tego słowa” – Pornsak Pichetshote (The Good Asian. Dobry Azjata)
„Równie olśniewający, co film Guillermo Del Toro” – Patton Oswalt
26.02.2026
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
140
75,00 zł
9788368346572

Co nowego można opowiedzieć o postaci, która już została na nice wywrócona przez popkulturę dosłownie setki razy? Branie się za bary z taką potworną ikoną, jak Dracula, zdaje się pomysłem z góry skazanym jeśli nie na porażkę, to chociaż na wtórność. Chyba, że bierze się ktoś na tyle pomysłowy, co James Tynion IV.
Mam do tego autora sentyment, nie pozbawiony co prawda pewnej dozy krytycyzmu. Nie do końca zachwycił mnie – mimo znakomitego otwarcia – jego Miły dom nad jeziorem. Ale już np. jego Departament Prawdy czy Worldtr33 uwielbiam całym sercem. Doceniam również całkiem solidną serię Coś zabija dzieciaki. Dlatego też Universal Monster: Dracula jego autorstwa otrzymał ode mnie duży kredyt zaufania. Zresztą, nie oszukujmy się, w końcu to Książę Wampirów, jedna z najbardziej ikonicznych postaci grozy, wywiedziona ze wschodniosłowiańskiego folkloru i mocno przeinaczona przez dekady popkulturowego przetwarzania. Jak tego – będąc fanem horroru – nie kochać?
Niniejszy komiks otwiera w Wydawnictwie Lost In Time wspomnianą serię Universal Monster i jest to z pewnością otwarcie bardzo bezpieczne. Postać Draculi jest na tyle mocno zakorzeniona w popkulturowej układance, że zwyczajnie staje się sprzedażowym pewniakiem. Coś w stylu kolejnego wznowienia powieści Stephena Kinga. Ale też daje wydawcy niejakie rozpoznanie, czy będzie adekwatne zainteresowanie samą serią, by można było ją kontynuować. Trochę oswaja z nią czytelnika, co ma szanse procentować na przyszłość. I mam nadzieję, że tak się stanie, bo sam cykl komiksowy zawiera mnogość prawdziwych perełek dla miłośnika klasycznej grozy. Mamy tam choćby (mignęło mi, że już wstępnie zapowiadanego przez LIT) Potwora z Czarnej Laguny, poza tym takie kolejne ikony, jak Frankenstein, Mumia, Wilkołak, Niewidzialny Człowiek czy Upiór w operze. Wygląda to naprawdę dobrze.
Zwłaszcza, że strona graficzna również – zapowiada się doskonale. W przypadku Draculi za graficznymi sterami zasiada Martin Simmonds i nie oszukujmy się, to jego robota – fenomenalna, podkreślmy – robi tutaj największą robotę! Wszystko utrzymane jest w atmosferze oniryczności, niczym z koszmarnego snu, plansze są rozedrgane, rozmyte, podkreślające chropowatą strukturę każdej planszy, co niesamowicie koresponduje z równie oniryczną strukturą scenariusza. Polskim czytelnikom Simmonds znany jest choćby ze świetnej pracy przy Departamencie Prawdy, do scenariusza Tyniona IV – wiadomo więc, czego się spodziewać. W serii Universal Monster pracował również przy Upiorze w operze ze scenariuszem Tylera Bossa. Jeśli miałbym szukać porównań warsztatowych, wskazałbym chyba mocno eksperymentalną manierę Billa Sienkiewicza. Jego fanom kreska Simmondsa też powinna podejść.
Co do scenariusza, bazuje Tynion IV na bardzo klasycznej opowieści o Draculi. Co warto podkreślić, sama postać Księcia Ciemności zostaje przesunięta mocno na drugi plan. Mimo, że wszystkie wydarzenia kręcą się wokół jego postaci oraz jego przyjazdu do Londynu, tak naprawdę pierwsze skrzypce grają: szalony Renfield, opiekujący się nim w zakładzie psychiatrycznym dr. Seward, jego córka Mina wraz ze swoją niesforną przyjaciółką Lucy oraz oczywiście profesor Van Helsing, zachowujący na szczęście należną mu powierzchowność nobliwego, podstarzałego naukowca (a wiemy, że w popkulturze różnie to bywało). W całym komiksie nie wypowiada więc Dracula ani jednej kwestii, wiecznie pojawiając się gdzieś w tle, w cieniu, czasem we wspomnieniach czy rozmowach i tylko w nielicznych, kluczowych momentach wysuwa się na pierwszy plan, by dominować nad kadrami, nadal jednak obcy, milczący, co doskonale pomaga budować jego postać głównie formą graficzną.
Universal Monster: Dracula to tytuł znakomity. Zarówno w ciekawej warstwie adaptacyjnej klasyki grozy, ale też w dużej mierze dzięki doskonałej korelacji scenariusza z formą graniczną, która robi piorunujące wrażenie. Mam nadzieję, że wydawca pokusi się o sprowadzenie pozostałych opowieści z tej serii na polski rynek. Zdecydowanie stanowią one gratkę dla miłośników klasyki horroru. Dla starych wyjadaczy konwencji to ciekawe odświeżenie postaci. Dla nowicjuszy, doskonałe wprowadzenie w klasykę. Niby trochę komiksów o Draculi już na rynku mieliśmy, ale nadal ten kolejny w niczym nie szkodzi, zwłaszcza, że serwuje pokaz graficznego talentu naprawdę pokaźnego kalibru.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.