Dwóch legendarnych twórców powraca do jednej z najbardziej niesamowitych historii w dziejach komiksu! Jeph Loeb i Jim Lee kontynuują sagę Batmana, która na zawsze odmieniła oblicze Mrocznego Rycerza, w kontynuacji opowieści Hush – H2SH!
Tajemniczy złoczyńca z przeszłości powrócił, wywracając świat Mrocznego Rycerza do góry nogami. Teraz Batman musi wykorzystać wszystkie dostępne zasoby i narzędzia, aby uratować zarówno swoje miasto, jak i siebie. Kontynuacja oryginalnej sagi Hush zwiastuje nową erę dla Gotham i wszystkich jego mieszkańców.
Jeph Loeb („Batman: Długie Halloween”, „Superman na wszystkie pory roku”) to dwukrotnie nominowany do Emmy scenarzysta i producent filmowy oraz komiksowy, laureat Nagrody Peabody’ego, czterokrotnie uhonorowany Nagrodą Eisnera i pięciokrotnie nagrodą magazynu Wizard. Jim Lee jest autorem rysunków do wielu bestsellerów wydawnictwa DC, w tym „All-Star Batman i Robin, Cudowny Chłopiec”, „Superman: dla jutra”, „Superman wyzwolony”, a także wydawcą i dyrektorem kreatywnym DC Entertainment.
Album zawiera oryginalne zeszyty „Batman” #158–163. Autorką okładki polskiego wydania H2SH jest znana artystka, malarka, ilustratorka i autorka komiksów Joanna Karpowicz („Anubis”, „Jutro będzie futro”).
15.09.2026
I
Kolor
Miękka ze skrzydełkami
180x275 mm
176
9788328173699

Niektóre kontynuacje mają pecha już na starcie, muszą bowiem zmierzyć się z legendą własnego pierwowzoru. W przypadku „Batmana. Hush 2” poprzeczka okazała się zawieszona zdecydowanie zbyt wysoko.
Kiedy ponad dwie dekady temu Jeph Loeb i Jim Lee stworzyli „Batmana. Hush”, prawdopodobnie nawet oni nie przypuszczali, jak mocno ich dzieło zapisze się w historii komiksowych przygód Mrocznego Rycerza. Nie była to przecież opowieść szczególnie rewolucyjna, a raczej znakomicie zrealizowany thriller, który wykorzystując niemal całą galerię przeciwników Nietoperza, potrafił złożyć ich poczynania w jedną, piekielnie angażującą intrygę. Nic więc dziwnego, że zapowiedź powrotu tego samego duetu po przeszło dwudziestu latach wzbudziła ogromne zainteresowanie. Reaktywowanie podobnej historii to jednak zadanie cokolwiek karkołomne. Trzeba bowiem nie tylko przypomnieć czytelnikom, za co pokochali oryginał, ale też udowodnić, że po tylu latach rzeczywiście ma się jeszcze coś do powiedzenia. I cóż, w tym drugim przypadku mam już bardzo poważne wątpliwości.
Tym bardziej, że początkowo byłem przekonany, iż „Hush 2” okaże się znacznie lepszy, niż sugerowałyby to opinie, z którymi zdążyłem się zetknąć. Loeb otwiera bowiem historię całkiem interesującym zwrotem akcji, - na tyle, by wydawało się nawet, że scenarzysta ma w zanadrzu kolejny misterny plan, którego poszczególne elementy dopiero zaczną układać się w większą całość. Niestety, im dalej w las, tym bardziej owo wrażenie ustępuje miejsca poczuciu, że autorowi zwyczajnie zabrakło hamulców. Bo o ile oryginalny „Hush” doskonale wiedział, kiedy dorzucić do pieca, a kiedy pozwolić wydarzeniom wybrzmieć, jego kontynuacja sprawia wrażenie, jakby Loeb postanowił upchnąć w niej absolutnie wszystko, co tylko przyszło mu do głowy.
Scenarzysta forsuje tu jeden zwrot akcji za drugim, wprowadza kolejnych bohaterów i co chwilę próbuje podbijać stawkę wydarzeń. W rezultacie zamiast stopniowo odkrywać elementy większego planu, obserwujemy kakofonię starć i mnożących się fabularnych shockerów. Problem w tym, że kiedy niemal każda kolejna scena ma być wielkim zaskoczeniem, żadne z nich nie robi już szczególnego wrażenia. Poszczególne rewelacje zaczynają wzajemnie niwelować swoją moc uderzeniową, a domniemany geniusz antagonisty pozostaje bardziej deklaracją scenariusza niż czymś, co rzeczywiście wynikałoby z przebiegu wydarzeń.
Nie pomagają w tym względzie również zachowania samych postaci. Co bardziej ortodoksyjni fani Nietoperza będą zapewne łapać się za głowy, obserwując co wyczyniają niektórzy z protagonistów, a pozostałym zostanie najpewniej kręcenie głową z powątpiewaniem, bo nawet bez encyklopedycznej znajomości uniwersum DC trudno nie dostrzec, że pewne decyzje istnieją tutaj przede wszystkim po to, żeby umożliwić kolejny scenariuszowy fajerwerk. A przecież jest jeszcze zakończenie, czy też właściwie jego brak. „Hush 2” urywa się bowiem w momencie, w którym historia daleka jest od jakiegokolwiek sensownego domknięcia, pozostawiając czytelnika z poczuciem obcowania bardziej z rozbudowanym prologiem niż pełnoprawnym sequelem. To bardziej „Hush 1,5”, które dopiero zapowiada właściwe wydarzenia, niż samodzielna kontynuacja komiksowego klasyka.
Oczywiście, trudno przy tym wszystkim odmówić albumowi widowiskowości. Jim Lee nadal potrafi rysować Batmana w sposób, który niemal automatycznie przywodzi na myśl określenie „epicki”, choć mam wrażenie, że w porównaniu z pierwszą częścią jego plansze miejscami straciły nieco na szczegółowości. Nadal jednak dostajemy efektowne starcia i kadry aż proszące się o zatrzymanie na nich wzroku. Tym bardziej szkoda więc, że cała ta wizualna potęga coraz częściej sprawia wrażenie pary idącej w gwizdek.
Jako czysto rozrywkowy akcyjniak „Batman. Hush 2” pozostaje rzeczą całkiem znośną. Przekartkujemy go szybko, nacieszymy oczy kolejnymi popisami Jima Lee, po czym odłożymy na półkę bez większych emocji. Oczekiwania wobec powrotu jednego z najbardziej cenionych duetów w historii komiksowego Batmana były jednak gargantuicznie większe i trudno mi oprzeć się wrażeniu, że gdyby nie nazwiska twórców oraz legenda oryginału, cała ta historia przeszłaby właściwie bez echa. Zamiast godnego następcy „Husha” dostaliśmy bowiem komiks, który usiłuje być większy i bardziej spektakularny od pierwowzoru, zapominając po drodze, dlaczego tamten w ogóle odniósł sukces.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.