KLASYKA UNIVERSAL PICTURES POWRACA!
Doktor John Seward przyjmuje do swojego szpitala dla psychicznie chorych nowego pacjenta, dziwnego człowieka nazwiskiem Renfield, szaleńca opowiadającego niestworzone historie o demonie, który osiedlił się tuż obok. Ale kiedy doktor próbuje zrozumieć niemożliwe za pomocą logiki… jego córka pada ofiarą uroku tajemniczego hrabiego Draculi!
James Tynion IV („W0rldtr33“, „Coś zabija dzieciaki“) i Martin Simmonds, twórcy „Departamentu prawdy“, spotykają się ponownie, by tchnąć nowe życie w najbardziej ikoniczną opowieść o wampirach.
Wydanie zawiera materiały opublikowane pierwotnie w „Universal Monsters: Dracula #1-4“.
„Na taki komiks o Draculi czekałem całe życie” – Robert Kirkman (The Walking Dead, Invincible)
„Mistrzowski w każdym znaczeniu tego słowa” – Pornsak Pichetshote (The Good Asian. Dobry Azjata)
„Równie olśniewający, co film Guillermo Del Toro” – Patton Oswalt
26.02.2026
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
140
75,00 zł
9788368346589
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Jako fan klasycznego kina grozy, a więc także produkcji Universalu, z zainteresowaniem przyjąłem ogłoszenie komiksowej linii poświęconej najsłynniejszym potworom tego studia. Śledząc kolejne zapowiedzi, kilkukrotnie zastanawiałem się nad sięgnięciem po tę serię w oryginale, aż w końcu Lost in Time uraczyło nas ujawnieniem planów na wydanie jej w Polsce, tym samym uwalniając mnie od podobnych rozważań. Analogicznie jak w Stanach, i u nas projekt wystartował "Draculą" Jamesa Tyniona IV i Martina Simmondsa. Już na wstępie wita nas cała strona wycinków z kilkunastu recenzji, które dają do zrozumienia, z jakim arcydziełem mamy do czynienia, więc chyba nie może być inaczej, prawda? – pomijając, że to głupota, bo już ten komiks kupiłem, co za tym idzie nie trzeba mnie zachęcać do lektury serią zachwytów, działa to wręcz odwrotnie.
Przechodząc do sedna – zasadniczo to ponownie ta sama historia, natomiast nie jest to ani adaptacja książki ani jej ekranizacji. Film z Lugosim zmieniał niektóre elementy pierwowzoru i tę wersję komiks zdaje się przyjmować jako kanon, ale sam w sobie jest raczej uzupełnieniem niż przełożeniem na inne medium. Skupia się na scenach, których nie widzieliśmy na ekranie, starając się dodać pomiędzy nie trochę szerszego tła lub pogłębić relacje. Dracula praktycznie nie jest tu postacią – z jego ust nie pada ani jedno słowo, zazwyczaj jest widoczny gdzieś w tle, jako zła siła, która nawiedza Londyn i mąci ludziom w głowach. Scenariusz największy nacisk kładzie na Renfielda, Minę i dr. Sewarda – na marginesie w wersji Universalu wszyscy mają nieco inne relacje i pełnią czasem inną rolę niż w powieści Stokera. Jest to pewnym powiewem świeżości w kontekście innych adaptacji "Draculi" dostępnych na rynku, jednak nie żadnym rewolucyjnym spojrzeniem na tę historię, a jedynie solidną wariacją. Takie rozegranie sprawy powoduje też, że lekko zmienia się próg wejścia – oczywiście wszystko da się zrozumieć (zwłaszcza znając opowieść o najsłynniejszym wampirze świata z innych źródeł), chociaż dobrze jest znać produkcję z 1931 roku przed zabraniem się za lekturę, bo niekiedy komiks nawiązuje do konkretnych scen, a bez tego trudno byłoby to wyłapać, inne zaś pomija i odnosi się do nich wyłącznie w dialogach, więc niektórych kluczowych momentów na jego kadrach nie uświadczymy.
Co się Tynionowi udało to ukazanie tego szaleństwa, które narasta z samego faktu obecności w mieście wampira – mieszkańcy podświadomie czują, że w powietrzu wisi coś złego, a uosobieniem tego obłędu staje się postać Renfielda, w tej wersji pogłębiona i ukazana bardziej dramatycznie niż w filmie. Jednocześnie trochę szkoda, że samego Draculi jest tak mało. Rozumiem koncept, ale wydaje mi się, że historia byłaby pełniejsza, gdyby postanowiono jednak przedstawić wszystko to, co miało miejsce na ekranie. Tutaj Lugosi ponownie ożywa, ale nie dostaje pola, aby zalśnić. Całość zamyka się w tylko czterech zeszytach, dodatkowo tempo jest dosyć szybkie, więc lektura mija błyskawicznie, w moim przypadku pozostawiając po sobie wrażenie niedosytu.
Ciężko natomiast powiedzieć coś złego na temat warstwy graficznej, ponieważ ilustracje Simmondsa wyglądają rewelacyjnie, a jego mogący się kojarzyć z Davem McKeanem styl idealnie pasuje do horroru. Bardzo dobrze portretuje szaleństwo, które zaczyna toczyć Londyn – na każdym kroku widać obłęd, tę tajemniczą aurę otaczającą postacie, która nieustannie przypomina o obecności Draculi, czy różnego rodzaju wizje nawiedzające bohaterów. Wpływ wampira najmocniej dotyka Renfielda, co podkreślają rysunki, zwłaszcza kadry, na których artysta uwypukla jego bladą cerę, a jego twarzy nadaje rysów pozbawionego nosa demona. Co nie do końca mi się podoba to pewna niespójność – z jednej strony Draculi zostawiono twarz Lugosiego, a komiks ewidentnie odnosi się do filmu, do tego stopnia, że wprost nawiązuje do konkretnych klatek, jednak pozostali bohaterowie potrafią odbiegać od swoich ekranowych odpowiedników. Problem mam szczególnie z Van Helsingiem, u Simmondsa przywodzącym na myśl nieco ekscentrycznego starca z wąsem, tymczasem w filmie był to dość postawny mężczyzna, który budził respekt swoim obliczem. Przy innych postaciach też pojawiają się podobne odstępstwa, różni się chociażby zarost czy kolor włosów. Wprowadza to według mnie niepotrzebny dysonans i jeżeli już nawiązujemy do określonej wersji tej historii, to życzyłbym sobie, żeby całość była z tym założeniem skorelowana.
Co interesuje mnie w sumie najbardziej, to w jakim kierunku pójdzie ten cykl. Image zdążyło już wydać kilka kolejnych miniserii, a autorzy zahaczyć o właściwie wszystkie ważniejsze postacie, które zwyczajowo zalicza się do grona potworów Universalu. Potwór z Czarnej Laguny ma dziać się po filmach, reszta zdaje się oscylować wokół tego, co już widzieliśmy na ekranie, co może okazać się trochę rozczarowujące, bo te produkcje szły znacznie dalej i poza kontynuowaniem losów praktycznie każdego monstrum (nieraz z zaskakująco dobrym skutkiem), po czasie bawiły się w crossovery, łączone uniwersum czy autoparodie z Abbottem i Costello. Pytanie więc, czy komiksy poprzestaną na wariacjach największych klasyków, czy też dostaniemy coś ciekawszego, zwłaszcza że grafika nie zawsze będzie na poziomie tej Simmondsa, żeby móc się nią bronić. Na ten moment "Dracula" to niezły początek, co nie zmienia faktu, że mogło być lepiej.
Ocena 3/6.