Wschód kontra Zachód okiem dziecka.
Jest koniec lat osiemdziesiątych, masz sześć lat, wyjeżdżasz z Polski do Francji i nagle szeroko otwierasz oczy ze zdumienia. Co to za reklamy w telewizji? Skąd tyle plastiku w sklepach? I o co chodzi z tymi wszystkimi obciętymi głowami z okazji dwusetlecia rewolucji francuskiej? Czy nie dałoby się wprowadzić tego pomysłu także w komunistycznej Polsce?
Najnowszy komiks Marii Rostockiej, autorki „Końca lipca”, to autobiograficzna opowieść o zderzeniu dziecka z „bloku wschodniego” z rzeczywistością Zachodniej Europy, a także portret epoki stojącej na progu wielkich przemian, tuż przed upadkiem muru berlińskiego.
20.06.2026
I
Czerń / Biel
Miękka ze skrzydełkami
165x235 mm
88
59,90 zł
9788368331714
| Rok | Nagroda | Kategoria | Wynik |
|---|---|---|---|
| 2026 | Nagrody MFKiG (Komiksus) | Najlepszy polski komiks | Nominacja |
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Rok 2026 jest pod pewnym względem rokiem komiksów o dorastaniu millenialsów w czasach transformacji. Dostaliśmy głośne OKRUCHY, które nie były zbyt dobre. Był też TO BYŁ NAJELPSZY KONIEC ŚWIATA, który formalnie jest fantastyczny i ma spójny ciekawy pomysł na treść. Kolejnym przedstawicielem tego nurtu jest MAŁY PALEC POD GILOTYNĘ. I jak przy ww. tytułach wiedziałem na co się piszę, bo opinie były dość jednoznaczne, tak przy komiksie Marii Rostockiej w mojej banieczce był rozstrzał. To sprawiło, że byłem ciekaw jak mi podejdzie. “Czy się zachwycę, czy wręcz przeciwnie?” Okazało się, że w tym wypadku zostanę oświeconym centrystą.
Co oznacza ten mój centryzm? Że jest to komiks, o którym zaczyna się zapominać zaraz po zamknięciu. Nie znalazłem tam jednego elementu, który wywołałby u mnie jakieś większe emocje. Narracyjnie jest tu wszystko poprawnie, nie skaczemy po różnych okresach, a jak po sznurku jesteśmy prowadzeniu po chronologii życia bohaterki. Wyjazd do Francji, szkoła, życie na Zachodzie kontra to w Polsce ery Jaruzelskiego. Śledzi się to bez bólu, ale też bez większej przyjemności. Nawet takie zabawne elementy, jak dziecięca fascynacja Rewolucją Francuską, są podane tu bez polotu.
Kompletnie zbędny jest w tym wszystkim segment o II WŚ. Owszem mówi on trochę o historii rodziny, ale w ramach tego komiksu tylko niepotrzebnie zajmuje przestrzeń. Sam w sobie mógłby być ciekawy i szczerze powiedziawszy, to być możnaby zrobić z niego pełnoprawny album. Może to moje skrzywienie fascynacją tym okresem historii, ale chętnie bym zobaczył więcej tego niż opowieści z przełomu lat 80 i 90.. Tylko w oddzielnym dziele, w pełni na tym skupionym.
Wizualnie też mnie tu nic nie powala. Nie chodzi nawet o styl, bo wielu autorów udowadnia, że nawet z najbardziej symbolicznej kreski da się wyciągnąć coś co przyciąga wzrok. Tylko właśnie trzeba podejść do tego kreatywnie. A w przypadku MAŁEGO PALCA znowu jest tylko poprawnie. Brak mi tu jakiejś zabawy kadrami, czy innego niecodziennego wykorzystania komiksowego medium. Brakuje temu podkreślenia dziecięcej perspektywy, zwłaszcza porównując z komiksem Legutko. Z drugiej strony, nie mogę się też za bardzo do czegokolwiek przyczepić. Panel po panelu, historia płynie i wszystko jest czytelne. Brakuje temu podkreślenia dziecięcej perspektywy, zwłaszcza porównując z komiksem Legutko.
Całą moją opinię o MAŁY PALEC POD GILOTYNĘ mogę streścić zdaniem “Ni ziębi, ni grzeje”. Jednak jest coś co temu albumowi muszę oddać. Uświadomił mnie, że chyba mam już dość millenialskich wspomnień z czasów dzieciństwa podczas transformacji. Męczy mnie już kolejne opowiadanie jak to rozpadał się PRL, że był Okrągły Stół i jak Solidarność przejęła władzę. Zwłaszcza, że żaden z dziś wymienionych komiksów nie zadaje sobie trudu żeby przeanalizować dokładniej dlaczego tak się stało. Zdaję sobie sprawę, że w komiksie o przeżyciach kilkuletniego dziecka byłoby to dziwne. Ale nie potrzebuję też kolejny raz czytać o tym samym.