Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Minęło raptem pół roku od wydania siódmej odsłony “Donżonu” i w rękach mamy już tom ósmy. A będzie ich jeszcze więcej, co jest niezwykle dobrą wiadomością.
Przypominając sobie grafikę zawartą w pierwszych zbiorczych wydaniach umieszczoną przed samymi historiami i opisującą kontinuum czasowe seriii, widzimy wyraźną różnicę. Już we wcześniejszym tomie pojawiła się w tym miejscu informacja o podwójnej serii pod nazwą “Donżon Antypody”, na którą musimy pewnie jeszcze trochę poczekać, ale w zamian dostajemy coraz mocniej rozbudowany świat przedstawiony razem z uzupełnieniem różnych luk fabularnych. Luki są dlatego, że twórcy w swoich opowieściach uwielbiają skakać w czasie i pomijać nie tyle niektóre, co mnóstwo wydarzeń, które prowadziły we wcześniejszych tomach do określonego celu. Takie właśnie wypełnianie luk dostajemy w najnowszym, ósmym tomie, choć oczywiście jest jeszcze coś na dokładkę.
Jego zawartość to pięć opowieści - trzy z nich są z cyklu “Donżon - Monstra”, który daje twórcom chyba największą dowolność w kształtowaniu fabuły i patrząc na poprzednie tomy, zawiera prawdziwe perełki, można wręcz stwierdzić, że najlepsze opowieści z całego “Donżonu”. Mamy też dwie historie z epoki Zmierzchu, opowiadające o przygodach Czerwonego Marvina i Zakutu (córki Herberta i Izydy) już po rozpadzie Terry Amaty. No właśnie - przewaga “Monstrów” nad resztą cykli wynika z tego, że opowieść może wydarzyć się w dowolnym miejscu i czasie (czyli w dowolnej epoce), a nawet zaprezentować czytelnikom całkiem nowych lub wcześniej mocno pobocznych bohaterów. I na tym właśnie polega całe piękno koncepcji fabularnej “Donżonu” - opowieść rozrasta się nie tylko w czasie i poza ramy poznanego świata, ale również do wewnątrz,dając nam historie, w których na znane już nam wydarzenia możemy spojrzeć z innej perspektywy.
W pierwszej historii jesteśmy w nowym miejscu - choć nie jestem tego do końca pewien po lekturze tych niemal pięćdziesięciu albumów. Oto miasto Nekrogród, które zgodnie ze swoją nazwą funkcjonuje jako wielka nekropolia, w której zmarli niekoniecznie odchodzą w zaświaty i mogą funkcjonować obok żywych. Do miasta trafia nowa bohaterka w “Donżonie”, niewinna z wyglądu, o nieco myszowatej fizys - Andrea. Andrea zostaje asystentką mecenasa Parówa i od tego momentu zaczyna się jej nie tyle przygoda, co rodzaj ekstremalnego doświadczenia, które na zawsze zmieni jej życie. Zresztą każde spotkanie z De la Kurem, to rodzaj ekstremalnego doświadczenia, nieprawdaż? A fakt, że tę cześć rysuje Guy Delisle ma fajne odniesienie do jego reporterskiej twórczości - to przecież on tworzy komiksowe reportaże z bardzo charakterystycznych miejsc w naszym świecie,a przecież takim miejscem w niniejszym komiksie jest niewątpliwie Nekrogród.
Pierwsza opowieść jest z niniejszego zbioru najlepsza, choć niewiele jej ustępuje ostatnia, w której, niczym klamra spinająca ten tom pojawia się ponownie Andrea, po wielu latach od wydarzeń z pierwszej opowieści w tomie. “Zaślubiny w kwiatach” opowiadają o przygodzie starzejących się Herberta i Izydy. Kreska i kolory tracą w tej odsłonie swoją żywotność, świat przedstawiony i postacie są można rzec zinfantylizowane, a Herbert znowu staje się elementem humorystycznym fabuły. Niby jest bardziej sielankowo, ale trupa pada tu gęsto, a los ważnych dla serii postaci wisi dosłownie na włosku. Słowem “Donżon” w postaci, za którą cenimy go najbardziej.
Pomiędzy tymi dwiema historiami są jeszcze dwie wspomniane wyżej z epoki Zmierzchu, w którym Zakutu wyraźnie przyćmiewa swoją osobowością Marvina Czerwonego, choć to na nim w pierwszej z nich skupia się uwaga pewnej złowrogiej istoty. Na dokładkę mamy jeszcze jedną opowieść z serii Monstra, z mało sympatycznym synem Herberta, Papsukalem, planującym odzyskanie Vaucanson, w czym pomaga mu Sonia, którą pamiętamy w diametralnie innej postaci z pierwszego tomu serii (i to jest ciekawa luka do wypełnienia).
Czego żałuję, czego mi brak w tym i w ostatnich tomach? Jak wiemy, do tworzenia “Donżonu” twórcy wrócili po długiej przerwie. Zajęli się wypełnianiem luk, choć wciąż jest jedna, która czeka na zagospodarowanie. Nadal niezbyt wiele wiemy o tym, co zdarzyło się między epoką Świtu a Zenitu i co dokładnie wydarzyło się między Aleksandrą i Hiacyntem. Kto wie, być może te wydarzenia pozostawiają twórcy na sam koniec, a może po prostu tak ma być - możemy się jedynie domyślać dramatów jakich doświadczyła ta dwójka bohaterów, dla których mroczne epitafium twórcy zawarli w historii z poprzedniego tomu - “Bojowe szkielety”. Mam nadzieję, że w którymś z kolejnych tomów ta dwójka powróci w swoich żyjących, młodszych wcieleniach.