Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Podróże w czasie to jeden z tych fundamentów science fiction, do których twórcy wracają od dziesięcioleci z uporem godnym lepszej sprawy. Trudno się temu dziwić, bo po prawdzie niewiele motywów równie skutecznie pobudza wyobraźnię, pozwalając jednocześnie zadawać pytania o kwestie wolnej woli czy odpowiedzialności za własne decyzje. Problem polega na tym, że wydaje się, iż wszystko na ten temat zostało już powiedziane. Od klasycznych opowieści o paradoksach czasowych, przez pesymistyczne wizje nieuchronnego fatum, aż po historie pokazujące katastrofalne skutki nawet najdrobniejszej ingerencji w przeszłość. Czy wobec tego można liczyć na to, że w tematyce pojawi się nowa jakość?
No cóż, Grégory Panaccione i Giorgio Albertini udowadniają, że wystarczy… po prostu zmienić perspektywę. Zamiast kolejnego mrocznego ostrzeżenia przed igraniem z czasem proponują bowiem opowieść, która ten sam motyw traktuje z ogromnym poczuciem humoru, lekko rubasznym podejściem i wyraźnym przymrużeniem oka. Tak właśnie rozpoczyna się sześciotomowa seria „Chronosquad”, której pierwszy album, „Miesiąc miodowy w epoce brązu”, pokazuje, że nawet najbardziej wyeksploatowany pomysł można opowiedzieć tak, by znów sprawiał autentyczną frajdę.
Punktem wyjścia jest świat, w którym podróże w czasie stały się kolejną gałęzią przemysłu turystycznego. Zamiast rezerwować hotel nad Morzem Śródziemnym, można wykupić wycieczkę do starożytnego Egiptu albo spędzić wakacje w innych epokach, obserwując historię z bliska. Oczywiście wszystko odbywa się pod ścisłym nadzorem specjalistów, bo najmniejsze odstępstwo od procedur mogłoby skończyć się katastrofą dla całej linii czasowej. Nad bezpieczeństwem czuwa tytułowy Chronosquad, czyli wyspecjalizowana jednostka reagująca na wszelkie naruszenia przepisów. Historię poznajemy z dwóch uzupełniających się perspektyw. Z jednej strony obserwujemy zbuntowaną parę nastolatków, która postanawia uciec ze staroegipskiego kurortu i na własną rękę spróbować szczęścia w przeszłości. Z drugiej śledzimy losy Teloniusa Blocha, świeżo upieczonego członka Chronosquadu, który wraz z dwójką bardziej doświadczonych agentów zostaje wysłany na misję odnalezienia zaginionych turystów. Z pozoru rutynowe śledztwo bardzo szybko zaczyna odsłaniać kolejne tajemnice, sugerując, że podróże w czasie wcale nie są tak szczelnie kontrolowane, jak zapewniają odpowiedzialne za nie korporacje.
To właśnie ten pomysł stanowi największą siłę komiksu. Bazowe założenie jest niezwykle proste, ale sposób jego rozwinięcia okazuje się zaskakująco pomysłowy. Wizja masowej turystyki temporalnej przywołuje skojarzenia z technothrillerami Michaela Crichtona, w których przełomowe technologie prędzej czy później obracają się przeciwko swoim twórcom. Albertini i Panaccione bawią się również motywem ludzi korzystających z rzeczy, których tak naprawdę nie rozumieją, jednak zamiast budować napięcie poprzez katastroficzną atmosferę, wybierają drogę komedii. Nie oznacza to jednak, że ich świat jest pozbawiony konsekwencji. Wręcz przeciwnie, zagrożenia istnieją, tyle że przedstawiono je na ogół z dystansem i satyrycznym zacięciem.
Humor sam w sobie, w dużej mierze opiera się zaś na slapsticku. Ktoś wpada na kogoś, coś przewraca, ktoś inny beknie w najmniej odpowiednim momencie, a bohaterowie regularnie pakują się w coraz bardziej absurdalne sytuacje. W teorii taki zestaw chwytów mógłby szybko zmęczyć, ale Panaccione ma znakomite wyczucie komediowego rytmu. Gagi są krótkie, dobrze rozłożone i przede wszystkim nigdy nie przesłaniają samej historii. Dzięki temu album czyta się błyskawicznie, z nieustannym uśmiechem na twarzy. Lekki ton sprawia też, że łatwo zaakceptować nawet najbardziej szalone pomysły scenariusza, bo twórcy od początku jasno pokazują, że zależy im przede wszystkim na dostarczeniu czytelnikowi świetnej zabawy.
Nie znaczy to jednak, że fabuła pełni jedynie funkcję pretekstu do żartów. Wręcz przeciwnie, intryga okazuje się zaskakująco angażująca. Kolejne zwroty akcji stopniowo odsłaniają kulisy funkcjonowania świata, sugerując istnienie osób wykorzystujących podróże w czasie poza oficjalnym systemem. Pojawiają się elementy korporacyjnego absurdu, biurokracji i instytucji usiłujących kontrolować coś, co z definicji wymyka się pełnej kontroli. Wszystko to buduje bardzo solidny fundament pod dalsze tomy, tym bardziej, że autorzy nie próbują zamknąć wszystkich wątków już na starcie, a zamiast tego konsekwentnie rozszerzają skalę opowieści i pozostawiają czytelnika z poczuciem, że największe tajemnice dopiero czekają na odkrycie.
„Chronosquad. Miesiąc miodowy w epoce brązu” robi więc dokładnie to, czego powinno się oczekiwać od pierwszego tomu dłuższej serii. Wprowadza czytelnika do niezwykle pomysłowego świata, przedstawia grupę sympatycznych bohaterów, zarysowuje mechanizmy rządzące temporalną turystyką i jednocześnie rozpoczyna intrygę, która już teraz zapowiada się na znacznie większą niż zwykłe poszukiwania dwójki zbuntowanych nastolatków. Najważniejsze jest jednak to, że autorzy udowadniają, iż nawet jeden z najbardziej ogranych motywów science fiction może wciąż zaskakiwać, jeśli spojrzy się na niego z odpowiednim dystansem i poczuciem humoru. I nie będę ukrywał, czekam na więcej.
Wakacje all inclusive w starożytnym Egipcie? Bierzesz jeden dzień wolnego, a dzięki podróżom w czasie możesz spędzić trzydzieści dni w luksusowym kurorcie. Fajnie? No pewnie!
Tyle że podróże w czasie to dopiero początek. W tym świecie można przemieszczać się również między różnymi liniami czasowymi, co początkowo wydaje się dość zagmatwane. Na szczęście komiks przedstawia zasady tego świata w przystępny sposób, więc szybko wiadomo, o co chodzi. A zasad jest sporo, bo każda ingerencja w czas może mieć swoje konsekwencje. Ich przestrzegania pilnują agenci Chronosquadu, a główny bohater, świeżo upieczony kadet, dostaje sprawę zbiegłej pary, która wrzuca bohatera w różne zabawne sytuacje.
Komiks kipi humorem i bardzo dobrze wykorzystuje swój nietypowy świat. Nie brakuje pomysłowych rozwiązań i kilku zaskoczeń, ale całość nie próbuje na siłę szokować, czy ogólnie być czymś więcej.
Całość czyta się lekko, płynnie i szybko, głównie dzięki sympatycznym bohaterom i ciekawie wykreowanemu światu. Do tego dochodzą mocno karykaturalne rysunki, które świetnie podkreślają komediowy klimat, ale kiedy trzeba, potrafią też pokazać coś naprawdę dosadnego.
Pomysłowe science fiction z dużą dawką humoru i ciekawym podejściem do podróży w czasie. Nie jest bez wad, ale po ostatniej stronie ma się po prostu ochotę na więcej.
Komiks ten i setki innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek
Kolejna seria się zapowiada od NonStopu. Gdzie te czasy, kiedyśmy się zesikiwali czytając NonStop’owego RIP’A. Uwielbiam.
No i Chronosquad ma szansę zaszaleć podobnie. Oj weszło. Czytałem ciągiem, elegancko, pięknie, ładnie się w głowie ułożyło i zdecydowanie czekam na dalszy ciąg.
Wyobraźcie sobie, że turystyka ewoluowała do zabaw w czasie. Możesz sobie, proszę ja Ciebie, za 12.000 euro kupić miesiąc wczasów w Egipcie. W 2400roku przed Chrystusem. I jest to tutaj na tyle normalne, że nawet powstał specjalny skład do rozwiązywania problemów z turystami.
Tytułowy Chrono, oraz moment kiedy główny bohater, widoczny na okładce do owej ekipy się dostaje. Blond ziomek z przydużym nosem to świetnie napisana postać. Polubiłem skubańca. W tle drugi wątek, pewnej pani, który jest nie mniej ciekawy jak ten główny.
Dobrze napisany scenariusz wciąga, rysunek szkicowy, lekki, zwiewny świetnie się z tego typu opowieścią komponuje. Nieco humoru, nieco powagi, nieco intrygi, nieco akcji, idealnie wyważone, nic niczemu w paradę nie wchodzi.
No dobre to komiksisko, dobre.