Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
„Chronosquad” powraca z kolejną porcją temporalnego zamieszania, udowadniając, że podróże w czasie wciąż mogą być znakomitym pretekstem do opowiedzenia pełnej przygód i humoru historii.
Drugi tom „Chronosquadu” nie zamierza specjalnie przejmować się czytelnikami, którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się z jego poprzednikiem, czemu właściwie trudno dziwić, jako że mamy do czynienia z bezpośrednią kontynuacją rozpoczętej wcześniej opowieści. Zamiast więc po raz kolejny wyjaśniać zasady funkcjonowania świata, niemal natychmiast wrzuca nas w sam środek wydarzeń, ufając że doskonale pamiętamy, kim są bohaterowie i jakie problemy zdążyli sobie ściągnąć na głowy. Jeśli więc ktoś zamierza rozpocząć przygodę z serią od drugiego albumu, cóż, zdecydowanie nie jest to najlepszy pomysł.
Jako słowo się rzekło, mamy tu fabularnie więcej tego samego, a więc ponownie będziemy towarzyszyć Blochowi i ekipie Chronosquadu, którzy próbują rozwikłać zagadkę spisku rozciągającego się na różne epoki historyczne. Sprawa okazuje się jednak znacznie poważniejsza, niż mogłoby się początkowo wydawać, a jej konsekwencje mogą zagrozić stabilności całego przedsięwzięcia związanego z podróżami w czasie. Równolegle śledzimy też losy zaginionych chronoturystów, wciąż usiłujących odnaleźć drogę do domu.
Co istotne jednak, Giorgio Albertini nie ogranicza się tu wyłącznie do odgrzewania pomysłów, które sprawdziły się poprzednim razem. Wprowadza nowe postaci, wśród których szczególnie intrygująco wypada tajemnicza Silverberg, a sama afera zaczyna przybierać rozmiary wykraczające daleko poza początkowe problemy bohaterów. Im dalej w las, tym wyraźniej widać, że Chronosquad mierzy się z czymś, nad czym coraz trudniej zapanować. Trudno zresztą o bardziej niewdzięczne zadanie niż próba opanowania spisku, którego uczestnicy mogą swobodnie przemieszczać się pomiędzy kolejnymi epokami.
Scenarzysta nie zapomina przy tym, że największą siłą tej serii pozostaje jej stricte przygodowy charakter. Akcja ponownie rozwija się w zawrotnym tempie, a kolejne komplikacje sprawiają, że bohaterowie rzadko mają okazję choćby na moment odetchnąć. Nie brakuje też humoru, który może i bywa cokolwiek mało subtelny, ale całkiem dobrze komponuje się z konwencją opowieści. Albertini nie próbuje przecież tworzyć śmiertelnie poważnego traktatu o paradoksach temporalnych, a podróże w czasie traktuje przede wszystkim jako niewyczerpane źródło fabularnych możliwości, pozwalające przerzucać bohaterów pomiędzy zupełnie odmiennymi realiami i co chwilę komplikować ich i tak już niełatwe położenie.
Swoją cegiełkę do takiego stanu rzeczy dokłada również Grégory Panaccione, którego charakterystyczna kreska pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów „Chronosquadu”. Rysunki sprawiają wrażenie niemal niedbałych, a bohaterowie bywają sportretowani w sposób wyraźnie karykaturalny, ale trudno odmówić im charakteru. Co więcej, taka stylistyka całkiem dobrze współgra z nieco zwariowanym tonem całej historii. Zamiast realistycznego widowiska dostajemy komiks, którego oprawa od początku daje do zrozumienia, że autorzy nie zamierzają traktować wszystkiego z przesadną powagą.
Ostatecznie więc drugi tom „Chronosquadu” robi dokładnie to, czego można oczekiwać od udanej kontynuacji. Rozwija rozpoczęte wcześniej wątki, dorzuca do nich nowe elementy i stopniowo zwiększa skalę zagrożenia, nie rezygnując przy tym z dynamiki oraz humoru, które stanowiły o uroku pierwszej odsłony. To nadal przede wszystkim rozrywka, ale na tyle sprawnie poprowadzona, że trudno nie być ciekawym, dokąd dalej zaprowadzi bohaterów cała ta temporalna awantura.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
Wakacje all inclusive w starożytnym Egipcie? Bierzesz jeden dzień wolnego, a dzięki podróżom w czasie możesz spędzić trzydzieści dni w luksusowym kurorcie. Fajnie? No pewnie!
Tyle że podróże w czasie to dopiero początek. W tym świecie można przemieszczać się również między różnymi liniami czasowymi, co początkowo wydaje się dość zagmatwane. Na szczęście komiks przedstawia zasady tego świata w przystępny sposób, więc szybko wiadomo, o co chodzi. A zasad jest sporo, bo każda ingerencja w czas może mieć swoje konsekwencje. Ich przestrzegania pilnują agenci Chronosquadu, a główny bohater, świeżo upieczony kadet, dostaje sprawę zbiegłej pary, która wrzuca bohatera w różne zabawne sytuacje.
Komiks kipi humorem i bardzo dobrze wykorzystuje swój nietypowy świat. Nie brakuje pomysłowych rozwiązań i kilku zaskoczeń, ale całość nie próbuje na siłę szokować, czy ogólnie być czymś więcej.
Całość czyta się lekko, płynnie i szybko, głównie dzięki sympatycznym bohaterom i ciekawie wykreowanemu światu. Do tego dochodzą mocno karykaturalne rysunki, które świetnie podkreślają komediowy klimat, ale kiedy trzeba, potrafią też pokazać coś naprawdę dosadnego.
Pomysłowe science fiction z dużą dawką humoru i ciekawym podejściem do podróży w czasie. Nie jest bez wad, ale po ostatniej stronie ma się po prostu ochotę na więcej.
Komiks ten i setki innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek
Kolejna seria się zapowiada od NonStopu. Gdzie te czasy, kiedyśmy się zesikiwali czytając NonStop’owego RIP’A. Uwielbiam.
No i Chronosquad ma szansę zaszaleć podobnie. Oj weszło. Czytałem ciągiem, elegancko, pięknie, ładnie się w głowie ułożyło i zdecydowanie czekam na dalszy ciąg.
Wyobraźcie sobie, że turystyka ewoluowała do zabaw w czasie. Możesz sobie, proszę ja Ciebie, za 12.000 euro kupić miesiąc wczasów w Egipcie. W 2400roku przed Chrystusem. I jest to tutaj na tyle normalne, że nawet powstał specjalny skład do rozwiązywania problemów z turystami.
Tytułowy Chrono, oraz moment kiedy główny bohater, widoczny na okładce do owej ekipy się dostaje. Blond ziomek z przydużym nosem to świetnie napisana postać. Polubiłem skubańca. W tle drugi wątek, pewnej pani, który jest nie mniej ciekawy jak ten główny.
Dobrze napisany scenariusz wciąga, rysunek szkicowy, lekki, zwiewny świetnie się z tego typu opowieścią komponuje. Nieco humoru, nieco powagi, nieco intrygi, nieco akcji, idealnie wyważone, nic niczemu w paradę nie wchodzi.
No dobre to komiksisko, dobre.
Mateusz Czechowicz: Od drugiego tomu zależało czy będę kontynuował czytanie serii CHRONOSQUAD. Pierwszy tom spełnił swoje podstawowe zadanie i zachęcił do dalszej lektury, będąc niezłym wprowadzeniem do serii. Przedstawił założenia świata, przedstawił bohaterów tej historii i wyjaśnił tutejsze założenia podróży w czasie. Czy raczej podróży pomiędzy równoległymi liniami czasowymi. Ale miał też swoje wady, najpoważniejszą była postać Bolcha, któremu na widok kobiety krew z mózgu odpływała do innego narządu. I jak mogłem to przeżyć w jednym albumie, tak raczej bym nie zniósł całej serii. Na szczęście w KIERUNEK: REWOLUCJA, OSTATNIE WEZWANIE jest takich szczeniackich scen pozbawiony, ale zachowuje przy okazji pozostałe elementy, które nie zawsze mi się w pierwszym tomie podobały.
Z mówieniem o środkowych tomach serii jest zawsze ten problem, że początek mamy odhaczony, a końca jeszcze nie znamy. W tym wypadku na szczęście są elementy, które wymagały poprawy i można sprawdzić, czy to się już zadziało czy przyjdzie nam na to jeszcze poczekać. I chyba na tym się chciałbym tu skupić. Nie ma sensu opowiadać o fajnym pomyśle na świat czy podróże w czasie, bo o tym już pisałem poprzednio i tu się nic nie zmienia.
Jak wspomniałem na początku i w opinii o poprzednim tomie, nie Bolch był bardzo słabą postacią. Miałem nadzieję, że się zmieni sposób jego pisania. No i zmienił się. Z bohatera pierwszoplanowego stał się trzecioplanowym. Chyba nie o to mi chodziło, ale jak mam do wyboru to, albo podejście z pierwszej części to zdecydowanie wolę to. Niestety zepchnięcie go dalej nie wpłynęło na resztę postaci. Narzekałem na nie w MIESIĄCU MIODOWYM W EPOCE BRĄZU i muszę te narzekania podtrzymać. Zamiast dać im większą głębię, to po prostu dorzucono kolejne, również niezbyt rozwinięte charakterologicznie. I nawet Penn, której wątek zapowiadał się całkiem ciekawie, jest dokładnie w tym samym miejscu.
Te nowe postaci są wprost powiązane z rozbudową historii. A ta dalej jest dobra. To co wcześniej było historią o ratowaniu zaginionych turystów, powoli się rozbudowuje. Bo do wszystkiego co było do tej pory, twórca dopisał 2 nowe wątki. Jeden znaczący, czyli grupa organizująca nielegalne wycieczki temporalne, pełne polowań na prehistoryczną faunę, zabaw łóżkowych z osobami z różnych epok itd. Podczas lektury widać reklamy, które wprost nawiązują do niemoralnych rozrywek bogaczy w naszym codziennym życiu, tylko z temporalnym twistem. A drugim, dużo bardziej powierzchownym wątkiem, jest teasowny w opisie wątkiem jest transtemporalny przewrót socjalistyczny. Niestety nie jest on jakkolwiek na razie rozwinięty, będą kilkoma scenami i tym nawiązaniem do międzynarodówki. Ale na szczęście podczas czytania za bardzo to nie przeszkadza. To co wychodzi z poprzedniego tomu jest na tyle fajnie rozwijane, że całościowo bardzo dobrze się to czyta.
Czy po dwóch tomach poleciłbym serię CHRONOSQUAD? To zależy. Część nadziei niestety nie została spełniona, postacie wciąż są płytkie do bólu i nadal mam poczucie, że czekam aż wszystko zaskoczy. Z drugiej strony czyta się to przyjemnie, jest to dosyć lekkie i pozwala się odprężyć. Osobiście chętnie sprawdzę co dalej, ale jakbym teraz miał doradzić czy sięgać, to lepiej się wstrzymać na opinie po całości i wtedy zdecydować. Bo potencjał jest, tylko wciąż nie wykorzystany.
Podróże w czasie miały ułatwiać życie turystom, a tymczasem coraz bardziej przypominają przepis na katastrofę. Chronosquad tom 2 rozwija wizję świata, w którym przeszłość stała się przestrzenią nie tylko wypoczynku, lecz także niebezpiecznych interesów. Pod komediową powierzchnią pojawia się konflikt o znacznie poważniejszych konsekwencjach, a kolejne zagadki nie pozwalają ekipie Chronosquad złapać oddechu.
Pierwszy tom Chronosquad rozbudził apetyt na komedię science fiction, w której podróże w czasie nie służą wyłącznie spełnianiu turystycznych fantazji. W drugim tomie Giorgio Albertini postanawia zaszaleć, a pozornie proste problemy zaczynają układać się w obraz znacznie większego kryzysu. To interesujący kierunek, choć przy tak wielu równolegle prowadzonych wątkach łatwo stracić z oczu to, co w tej historii najważniejsze.
Największa zmiana, jaką odczuwa się podczas lektury drugiego tomu Chronosquad, to pewna ewolucja scenariusza. Giorgio Albertini nie zadowala się już ponownym wykorzystaniem pomysłu na turystykę temporalną połączoną z serią najróżniejszych komplikacji. Zamiast tego rozbudowuje opowieść o nielegalny handel między epokami, tajemnicze istoty, zaginięcia i problemy, których skala wyraźnie wykracza poza pojedynczą nieudaną wycieczkę.
Podróże w czasie przestają więc być tutaj wyłącznie źródłem gagów, a stają się fundamentem kryminalnej intrygi z coraz poważniejszymi konsekwencjami. To dobra decyzja, bo sam koncept serii ma potencjał znacznie większy niż połączenie humoru i przygody.
Fabuła rozgałęzia się na kilka równoległych wątków, śledząc dramatyczne losy rannego Blocha w starożytnym Egipcie, zagadkowe śledztwo w paleolicie oraz kłopoty agentki Penn w relacji z Leonardem da Vinci. Dynamiczne tempo popycha bohaterów od kryzysu do kryzysu, nie pozwalając czytelnikowi na złapanie oddechu. Scenarzysta doskonale zdaje sobie sprawę, że utrzymanie uwagi czytelnika wymaga ciągłego zaskakiwania, dlatego zręcznie lawiruje między humorem a coraz poważniejszymi zagrożeniami zagrażającymi stabilności całej instytucji.
Doceniam przesunięcie akcentów w stronę poważniejszej intrygi. Komizm nadal jest istotną częścią opowieści, ale nie musi już dominować każdej sytuacji. Dzięki temu nielegalne interesy i niebezpieczeństwo związane z ingerowaniem w historię mogą wybrzmieć mocniej.
Nie wszystko działa jednak perfekcyjnie. Przy tak wielu równoległych historiach komiks chwilami sprawia wrażenie, jakby chciał opowiedzieć kilka różnych opowieści jednocześnie. Pojawiają się nowe zagrożenia, kolejne tropy i informacje rozszerzające obraz sytuacji, ale nie zawsze towarzyszy im równie klarowne prowadzenie czytelnika. Zamiast wyłącznie podsycać ciekawość, nagromadzenie wątków potrafi wywołać dezorientację. Nie mam nic przeciwko narracyjnym komplikacjom, o ile pomagają dostrzec coraz większą zależność między wydarzeniami. Tutaj niektóre fragmenty sprawiają wrażenie, jakby historia bardziej się rozgałęziała, niż konsekwentnie zmierzała do uporządkowania własnych zagadek.
Galeria postaci zyskuje w tej odsłonie zupełnie nowe oblicze, zrywając z wizerunkiem jednowymiarowych archetypów. Młody rekrut Bloch, boleśnie doświadczony podczas swojej pierwszej misji, przestaje być wyłącznie komicznym statystą i pokazuje prawdziwą determinację, by doprowadzić sprawę do końca.
Z kolei agentka Penn musi lawirować między obowiązkami zawodowymi, a skomplikowaną, pełną niuansów relacją z Leonardem da Vinci, co wprowadza do opowieści intrygujący, osobisty konflikt. Pojawienie się nowej, postaci antagonisty w postaci Silverberga natychmiast podnosi stawkę, dając agencji godnego przeciwnika, który pociąga za sznurki w ukryciu. Nawet drugoplanowe postacie, takie jak szef Korais czy zaginieni nastolatkowie, zyskują wyrazistość.
Science fiction, absurd i kryminał tworzą niepokojąco zabawną mieszankę
Świat przedstawiony w tym tomie porzuca sielankową beztroskę na rzecz gęstej atmosfery osaczenia i zagrożenia. Zderzenie starożytnych cywilizacji z technologią przyszłości i brutalnym czarnym rynkiem tworzy mieszankę, w której nikt nie może czuć się bezpiecznie.
Autorzy zabierają nas w niezwykłą podróż po zróżnicowanych geograficznie i historycznie lokacjach. Od skąpanego w słońcu Egiptu IV dynastii, przez zaśnieżone górskie szczyty, aż po surowe, błotniste mokradła. Każda z tych epok żyje własnym życiem i rytmem, a twórcy doskonale wykorzystują specyfikę środowiska, by odciąć bohaterów od wszelkiego wsparcia i poczucia bezpieczeństwa.
Klimat zagęszcza się z strony na stronę, przechodząc od luźnych żartów do poczucia, że cała instytucja kontrolująca czas chwieje się w posadach pod naporem nielegalnych interesów. Jest to więc świat przesiąknięty specyficznym absurdem, w którym reklamy luksusowych wycieczek temporalnych sąsiadują z bezwzględną przemocą, co buduje niesamowicie otoczkę, od której trudno jest się oderwać.
Warstwa wizualna za którą odpowiedzialny jest Grégory Panaccione to bezapelacyjnie jeden z najmocniejszych punktów serii. Jego żywa, pełna energii kreska w stylu idealnie współgra z dynamicznym tempem opowieści, nadając jej lekkość tam, gdzie jest ona potrzebna.
Rysownik po mistrzowsku operuje mimiką postaci i wyrazistymi, komiksowymi „twarzami”, które potrafią rozładować nawet najbardziej napiętą scenę. Na ogromną pochwałę zasługuje również niezwykle udana, tradycyjna paleta barw, która zmienia się płynnie w zależności od odwiedzanej epoki, budując odpowiedni nastrój za pomocą starannie dobranych odcieni.
Plansze pozostają czytelne i przejrzyste, nawet wtedy, gdy na kadrach dzieje się bardzo dużo. Choć sporadycznie trafiają się kadry sprawiające wrażenie nieco pustych lub nadmiarowych, ogólny rozmach wizualny i płynność sekwencji akcji w pełni rekompensują te drobne niedociągnięcia.
Problem drugiego tomu nie wynika z braku pomysłów, lecz z trudności w ich uporządkowaniu. Albertini otwiera kolejne ścieżki fabularne, rozwija wątki osobiste i poszerza obraz nielegalnej działalności związanej z podróżami w czasie. W teorii to zaleta, ponieważ historia zyskuje rozmach i przestaje ograniczać się do pojedynczego incydentu. W praktyce jednak nadmiar informacji może osłabiać napięcie, szczególnie kiedy czytelnik nie ma pewności, które elementy są kluczowe. Wolałbym mniej równoległych tropów, za to mocniej powiązanych ze sobą i prowadzonych z większą konsekwencją.
Nieco słabiej wypada tu również humor, gdy zaczyna opierać się na powtarzaniu podobnych chwytów. Komediowa natura serii pozostaje jej ważnym wyróżnikiem, ale nawet najlepszy pomysł traci siłę, jeśli jest wykorzystywany zbyt często. W drugim tomie zdarzają się żarty, które bardziej przerywają rytm, niż wzbogacają scenę.
Chronosquad tom 2 rozwija jeden z najciekawszych elementów serii, czyli połączenie podróży w czasie z większą i głębsza intrygą. Docenić należy również odważniejsze podejście do scenariusza autora, ekspresyjny rysunek Panaccione i humor, który nadal potrafi rozładować napięcie. Największą przeszkodą pozostaje jednak nadmiar wątków, przez który nie każda część opowieści zyskuje należytą uwagę. To kontynuacja, która rozbudza ciekawość, ale nie zawsze potrafi zamienić wszystkie swoje pomysły w równie spójną historię. Mimo zastrzeżeń nadal jest to album po który nie tylko warto co trzeba sięgnąć.