09.2027
I
Czerń / Biel
Miękka
190x260 mm

Mateusz Czechowicz: Oczekiwania przed lekturą ŁAŹNI miałem duże. Ottoich wielokrotnie udowadniał, że potrafi tworzyć dziwne, ale mega angażujące tytuły. W końcu ZARDZEWIAŁY TANKOWIEC to mój ulubiony zeszłoroczny polski komiks. Z kolei BAJKI WYSOKIEGO NAPIĘCIA to było jakże potrzebne odświeżenie komiksu autobiograficznego, dające poczucie czytania czegoś jedynego w swoim rodzaju. Nie mogłem podejść do jego najnowszej premiery inaczej jak z nadzieją, że i tym razem dostanę coś przynajmniej bardzo dobrego, z charakterystyczną dla autora wielowarstwowością. Mogę już zapewnić, że tak się stało. Do tego ŁAŹNIA zdaje się być idealną propozycją na pierwszy tytuł autora, jeżeli wcześniej nie miało się z jego twórczością do czynienia.
Początek jest powierzchownie bardzo prosty. Aleksander Grot ma ojca chorego na chorobę Alzheimera. Widzi w telewizji program z Markiem Losem i jego pacjentką - Martą Zarzycką, która została poddana rewolucyjnej terapii po zachorowaniu na tę samą chorobę. Łatwo się w tym odnaleźć i daje to czytelnikowi łatwość wejścia w tę lekturę. Jednak dość szybko to co pozornie jest takie proste, zaczyna nabierać głębi, a kolejne wątki coraz bardziej wciągają. Od zwykłej terapii, przechodzimy zaraz do chipów domózgowych, a z nich do kosmitów i niejasnych planów wobec Ziemi. A to tylko ta jedna ścieżka, bo ich jest więcej. Co jednak istotne, czytelnik nie powinien się w tym pogubić.
W opisie na tylnej okładce jest mowa o puzzlach, z których składa się ta opowieść. I to czuć na każdym kroku. Nie wiem na ile celnie je identyfikuje, ale spokojnie jestem tu w stanie znaleźć odniesienia do WOJNY ŚWIATÓW, niedawnego DNIA OBJAWIENIA czy teorii o pozaziemskim pochodzeniu ludzkości. A to tylko w tym kosmicznym aspekcie. Z kolei ten chip to spełnienie tych wszystkich obaw o kontrolowaniu ludzi poprzez implanty przez mniej lub bardziej zidentyfikowane mroczne siły. W ogóle vibe spiskowych twierdzeń towarzyszył mi przez całą lekturę, dodając tylko do poczucia coraz większej niepewności.
Podczas czytania miałem lekką obawę, że nie wiem, czy zakończy się to w odpowiednim miejscu. W końcu jest to dopiero pierwszy tom. Ale na szczęście Ottoich również w tym temacie nie zawiódł. Jestem w tę opowieść wciągnięty i chcę więcej, ale nie mam w ogóle poczucia urwania. Dobry pierwszy tom powinien zawierać część, która jest lub wydaje się zamknięta. I tak jest w tym wypadku. Wątek, którego centralną postacią jest Marta, na koniec wchodzi w zupełnie nowy etap, dając poczucie spełnienia tym co było do tej pory i nadzieje, że jeszcze dużo dobrego przed czytelnikiem.
Jakbym miał opisać ŁAŹNIĘ jakimś krótki wyrażeniem, to byłby to “Złoty środek”. Jest w tym komiksie masa charakterystycznej dla autora wielowątkowości i warstw, ale przy tym jest to zbalansowane na tyle, że nie powinno odrzucić osoby, która mogłaby się od takiego ZARDZEWIAŁEGO TANKOWCA odbić. Jest to też dobrze przemyślany wstęp do większej historii, na której kontynuację czekam z wypiekami. Dla fanów autora, teorii spiskowych czy kosmitów pozycja obowiązkowa. Dla pozostałych coś co na pewno warto sprawdzić, bo to zwyczajnie bardzo ciekawy i dobry komiks.
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Michał Szczebak:
Księga pierwsza nowego komiksu Ottoicha ŁAŹNIA robi dokładnie to czego bym oczekiwał po starcie nowej serii, czyli zaostrza mój apetyt na więcej. Choć cytat na tyle okładki dotyczy hipotetycznej sytuacji, w której postawieni przed możliwością spełnienia jednego życzenia musimy przechytrzyć dżinna, nie omieszkającego sprawić, że jeszcze naszego wyboru pożałujemy, historia sama w sobie zdaje się być znacznie bardziej zainteresowana pytaniem kto pragnie abyśmy coś sobie życzyli i w jakim celu. ŁAŹNIA, choć nie pozbawiona dziwacznych i przerażających elementów, jest bowiem u podstaw thrillerem science fiction, łączącym motywy pierwszego kontaktu z korporacyjnymi spiskami, a nawet fikcją superbohaterską. Jest to zdecydowanie połączenie nietuzinkowe, ale jakże skuteczne.
Z pewnością nie jest to narracja aż tak ambitna i wieloznaczna, jak ZARDZEWIAŁY TANKOWIEC, a przynajmniej na etapie tego pierwszego tomu na taką nie wygląda. Wydaje się, że podejmowane w tym tytule motywy mogą być dla przeciętnego czytelnika znacznie bardziej strawne, niż egzystencjalno-gnostyckie rozważania z TANKOWCA. Całość jest więc zdecydowanie mniej abstrakcyjną i lżejszą w odbiorze. Próg wejścia jest przez to również znacznie niższy. Nie zmienia to jednak faktu, że pod kątem konstrukcji Ottoich nadal stawia na nielinearny, pełen niedopowiedzeń i retrospekcji sposób opowiadania. Jak możnaby się było spodziewać nie dostajemy tu więc całego obrazu sytuacji, historia pełna jest tajemnic i nawet jeśli z biegiem fabuły zaczynamy składać do kupy co właściwie się dzieje, to na wiele pytań odpowiedzi po prostu na tym etapie nie dostajemy. Najpewniej jakaś część z nich w ogóle nie doczeka się odpowiedzi. ŁAŹNIA pomimo swojego techno-thrillerowego anturażu nadal zaciąga bowiem spory dług w weird fiction. Choć jest tu zdecydowanie więcej akcji, nadzwyczajnych mocy i militarystycznej estetyki, wciąż wiele scen wzbudza niepokój właśnie dlatego, że opierają się one na czymś dziwnym i nie do końca zrozumiałym (przynajmniej na danym etapie, bo później wiele z nich ma swoje mniej lub bardziej enigmatyczne wyjaśnienie). Pod tym względem ŁAŹNIA to wciąż komiks grozy pełną gębą z silnym autorskim kierunkiem artystycznym dla którego czytamy twórczość Ottoicha.
Również wizualnie lekko odbiegamy od tego do czego przyzwyczaiły nas poprzednie albumy autora, choć efekt wywoływany za pomocą rysunków pozostaje zbliżony. Do tej pory komiksy Ottoicha, mimo że operowały estetyką brzydoty i groteski, wizualnie wydawały się nieco lżejsze, plansze zdawały się mieć więcej oddechu, a jaskrawe kolory wtórowały nieco bardziej psychodelicznemu kierunkowi. W ŁAŹNI styl autora przechodzi kolejną ewolucję: gęste nagromadzenie nawet chyba jeszcze bardziej niezbornych linii połączonych z ekstensywnym użyciem gradientu oraz czernią i bielą nadają całości jeszcze surowszego wyrazu, a zarazem sprawiają, że wszystko to wygląda jeszcze spójniej. Powiem więcej, moim zdaniem artystycznie ŁAŹNIA to najlepsze co do tej pory Ottoich narysował. Jak już wspomniałem narracyjnie również jest naprawdę świetnie, fabuła jest na równi angażująca, co nieoczywista, a atmosfera mieszająca dziwaczność z korpo-militaryzmem zdecydowanie robi tu połowę roboty. Nie pozostaje mi nic innego niż tylko cierpliwie wyczekiwać drugiego tomu, a wam wszystkim polecić lekturę ŁAŹNI. Jeśli znacie i lubicie Ottoicha to z pewnością się nie zawiedziecie. Jeśli jeszcze go nie poznaliście, myślę, że ten komiks idealnie nadaje się na pierwszy kontakt z tym autorem.