Od 10. do 20. roku życia Craig Thompson (autor „Blankets”) i jego młodszy brat Phil pracowali na farmach w stanie Wisconsin. Pielenie i zbiór żeń-szenia – egzotycznego zioła leczniczego, które przynosiło ogromne zyski w Chinach – sfinansowało młodzieńczą obsesję Craiga na punkcie komiksów. Z kolei komiksy pozwoliły mu uciec od pułapek życia wiejskiej klasy robotniczej.
Po latach Thompson wraca do tematu w komiksie „Żeń-szeń. Zgniłe korzenie”, który – będąc po części wspomnieniami, po części dziennikiem podróżnym, po części esejem – bada podziały klasowe, rolnictwo, holistyczne uzdrawianie, 300-letnie relacje między Azją i Ameryką Północną, pracę w dzieciństwie i więzy rodzinne.
24.05.2024
I
Kolor
Twarda
168x230 mm
448
99,00 zł
9788367440844
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Komiks Żeń-szeń Zgniłe Korzenie leżał u mnie na półce prawie rok. Wiedziałem, czym jest i wiedziałem też, czym nie jest. Po uwielbianym przeze mnie Blankets trudno było mi zaakceptować, że to nie będzie „to samo”. I choć faktycznie nie jest to pełnoprawna kontynuacja, to jednak w pewnym sensie pięknie uzupełnia tamtą historię.
Jak sugeruje tytuł, to opowieść o żeń-szeniu – o jego uprawie, historii, ludziach, którzy związali z nim swoje życie, i o miejscu, które ukształtowało autora. I to, jak dokładnie wszystko zostało przedstawione, po prostu powala. Widać ogrom pracy, researchu i zaangażowania. Ale najważniejsze jest to, że to nie jest sucha kronika. To nie jest dokument. To żywa, osobista opowieść.
Craig Thompson opowiada o swoim życiu, o relacji z bratem, o dorastaniu, o pamięci i o tym, jak przeszłość zostaje z nami na zawsze. Wszystko przepełnione jest autentycznym uczuciem. Czytając, miałem wrażenie, jakbym siedział z najlepszym kumplem i słuchał historii jego życia. Takiej szczerej, czasem bolesnej, czasem ciepłej, zawsze prawdziwej.
I chociaż sam temat żeń-szenia kompletnie mnie nie interesuje, to chłonąłem każdą stronę z wypiekami na twarzy.
Nie sposób też nie wspomnieć o warstwie wizualnej. Każda strona to małe dzieło sztuki. Styl Thompsona jest absolutnie nie do podrobienia. Przy tak ogromnej objętości utrzymanie takiego poziomu szczegółowości i jakości to coś niesamowitego. Te detale, emocje, kompozycja kadrów, to wszystko tworzy coś wyjątkowego.
To komiks stworzony z sercem. Intymny, szczery i niesamowicie wciągający. Pasjonujące dzieło, które zostaje z czytelnikiem na długo po zamknięciu ostatniej strony. Nawet pomimo tak dziwnego dla nas tematu.