Dwie łączące się historie Cyrrus i Mil uznane zostały za krytykę francuską za jedno z największych formalnych osiągnięć komiksu wszech czasów. W zamierzeniu autora miały zostać dopełnione częścią trzecią, Dian, która jednak nigdy nie powstała – i już nie powstanie. Oba przedstawione w tym zbiorczym tomie epizody ukazują kwestię przemijalności czasu, którego płynność została przedstawiona nie tylko w warstwie tekstowej opowieści, ale przede wszystkim w jej nietypowej konstrukcji i kompozycji.
Urodzony w 1951 roku w Niemczech Andreas (właść. Andreas Martens) jest wybitnym twórcą komiksu frankofońskiego, którego polscy czytelnicy znają z takich dzieł, jak Cromwell Stone czy Rork.
06.2015
I
Kolor
Twarda
215x290 mm
96
69,99 zł
9788328102958
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Dobrze pamiętam czasy szkoły podstawowej, czy też liceum, gdy na lekcjach języka polskiego poddawaliśmy analizie interpretacyjnej wiersze. Jakoś tak nigdy po drodze nie było mi z poezją, toteż nie przepadałem za tego typu zadaniami. Pewnie nie uwierzyłbym wtedy, gdyby ktoś powiedział mi, że za 30 lat będę ślęczał nad interpretacją komiksu, wpatrując się w kolejne strony i nie potrafiąc doszukać się w dziele, uznanego jednak artysty, głębszego sensu.
Prawda jest taka, że Andreas z założenia nie tworzy utworów prostych, oczywistych. Choć dobrze pamiętam, że zarówno seria „Rork” jak i „Koziorożec” to projekty udane z komercyjnego punktu widzenia, które zahaczyły się o scenę mainstreamową, to jednak nie można im było odmówić elementów niejednoznaczności i poetyckości.
Z „Cyrrusem – Milem” mam jednak spory problem. Nie wiem, może kolejna, bardziej wnikliwa lektura pozwoliłaby ujrzeć to, co autor ukrył w zakamarkach swojej wizji. Pierwsze podejście pozostawiło mnie jednak w stanie zawieszenia i dezorientacji, które nie są z pewnością doznaniami komfortowymi dla czytelnika. A może o to właśnie chodziło Anreasowi?
Pokuszę się zaryzykować twierdzenie, że głównym bohaterem tego albumu jest czas. Jego linearność, a może właśnie jej brak. I wokół tej zagadki kręci się cała, solidnie zagmatwana fabuła. Tutaj nie ma oczywistych odpowiedzi. Ba, tu nawet trudno znaleźć oczywiste pytania.
Z pewnością nie można też odmówić Andreasowi oryginalnego talentu graficznego. Tych rysunków nie sposób pomylić z innym artystą. Wszystkie pomysły, jakie roją się w jego głowie, wylewają się z kart komiksu w sposób wysublimowany wizualnie. Jaka szkoda, że nie zawsze przekaz, który jest ubrany w tę wizję, trafia do czytelnika.
Jestem jednak przekonany, że fani Andreasa na pewno odnajdą się w tej onirycznej opowieści, gdzie czas stanowi tylko przyczynek do głębszych rozważań nad jego istotą. Ja niestety okazałem się odbiorcą zbyt prostym w swej naturze, by docenić to dzieło. Jednak jeśli szukacie w komiksie treści nieoczywistych, ta przygoda może Was uwieźć swym oryginalnym urokiem.