Tylko u nas!

„Yaoi Market” robi furorę w Tajwanie

Data publikacji

24.02.2026 10:10

Kategorie

Komiksy, Wydarzenie

Yaoi Market Tajwan Od lewej: Yung-hua Hsieh i Wei-Yun Lin w White Dear Cave

Na początku lutego, podczas Taipei International Book Exhibition (TIBE) w Tajwanie, seria Yaoi Market Agnieszki Kamieńskiej została zaprezentowana azjatyckim odbiorcom. Przekładem zajęła się Wei-Yun Lin tajwańska pisarka i tłumaczka literatury polskiej, która w swoim dorobku ma m.in. prozę takich autorów jak Andrzej Sapkowski, Wisława Szymborska, Tadeusz Różewicz, Janusz Korczak czy Bruno Schulz.

TIBE odbywał się w dniach 3-8 lutego w Tajpej, gdzie po raz piąty Instytut Książki we współpracy z Biurem Polskim w Tajpej zorganizował stoisko, umacniając obecność rodzimej literatury na rynku tajwańskim. W sześć dni impreza, na której obecnych było 509 wydawnictw, 1467 wykładowców, w tym 748 gości zagranicznych i odbyło się 1301 wydarzeń, została odwiedzona ponad 580 tys. razy.

Wei-Yun Lin tłumaczyła komiks Kamieńskiej właśnie na polskim stoisku, w czasie rzeczywistym, a czytelnicy na bieżąco przychodzili go czytać i zostawiać feedback.

Jak doszło do tej sytuacji, jak tajwańscy czytelnicy reagowali na dość hermetyczną tematykę Yaoi Market i co z tego wynika? Na te pytania, specjalnie dla komiksopedii, odpowiedziała sama Wei-Yun Lin, pisarka, tłumaczka, badaczka (autorka niewydanej jeszcze w Polsce monografii The Keys of the World: Taiwan and Poland between Great Powers), dyplomatka kulturalna. W 2013 została pierwszą Tajwanką nagrodzoną odznaczeniem Zasłużony dla Kultury Polskiej, przyznawanym przez MKiDN.

W jaki sposób natknęła się Pani na Yaoi Market?

Yaoi Market został mi polecony przez pana Wiktora Kolińskiego, zastępcę dyrektora Wydziału Promocji, Kultury i Turystyki Urzędu Miejskiego w Gnieźnie. Znamy się, ponieważ kiedy badałam dzielnicę o nazwie „Tajwan” w Gnieźnie do mojej książki Klucze Świata – Tajwan i Polska między wielkimi mocarstwami (więcej szczegółów tutaj, jeszcze nie ma wersji polskiej, ale będzie), pan Koliński bardzo dużo mi pomagał. Kiedy odwiedziłam Gniezno w października 2025, zastanawiałam się co, oprócz ciasta ananasowego i herbaty tajwańskiej, mogę mu przywieść, i wtedy trochę pogooglowłam: okazało się, że pan Koliński jest prezesem Stowarzyszenia Fantasmagoria!, które organizuje co roku w lipcu festiwal fantastyki w Gnieźnie. Znalazłam też jego zdjęcie z mangą One Piece. Więc zapytałam: Czy chce Pan poczytać trochę tajwańskich komiksów? Powiedział, że tak!

Przywiozłam mu ich dziesięć: głównie fantastykę, ale też ghost stories i historyczne, to są nasze specjalności. Ważyły trzy kilogramy, dźwigałam je najpierw z Warszawy do Gdyni – gdzie biegałam Formoza Challenge – do Torunia, i wreszcie do Gniezna. Pan Koliński był przeszczęśliwy, zaprowadził mnie do Empiku w Gnieźnie, gdzie pokazał polskie komiksy. Zapytałam go wtedy: Czy w Polsce jest gatunek boys love? U nas jest bardzo dużo BL i bardzo dużo czytelników, ale słyszałam, że Polska jest bardziej konserwatywna… I on odpowiedział: Skądże! W komiksie akurat jesteśmy bardzo otwarci!

Niestety, wtedy nie udało się znaleźć Yaoi Market w Gnieźnie, a potem w Warszawie miałam za mało czasu, żeby szukać albo zamówić – obawiałam się, że jeśli zamówię, a nie zdążą dojechać do hotelu zanim wsiądę do samolotu, to będzie kłopot. Na szczęście profesor Marcin Jacoby z SWPS akurat miał jechać do Tajwanu, i poprosiłam go, żeby kupił całą serię i przywiózł mi ją gdzieś w listopadzie lub grudniu 2025, a ja od razu zakochałam się w tym komiksie.

Jak wyglądał proces tłumaczenia „polskiej mangi”? To była spontaniczna decyzja?

Tak, można tak powiedzieć. Akurat w tym roku (2026) razem z polskim Instytutem Książki wspólnie projektowałam polskie stoisko na Międzynarodowych Targach Książki w Tajpej – TIBE, ponieważ Wiersze wszystkie Wisławy Szymborskiej mojego przekładu ukazały się w Tajwnie pod koniec 2025 roku. Zaproponowałam Instytutowi Książki, że pożyczę im pierwsze wydania tomików poezji Szymborskiej (najwcześniejszy był Wszelki wypadek z 1972 roku) z mojej kolekcji do pokazania na TIBE. Zrobiłam też naklejki z cytatmi z wierszy Szymborskiej, t-shirt dla siebie, pieczątki z jej cytatmi – to był hit na Targach!, Tajwańczycy uwielbiają pieczątki. I zapytałam Instytut Książki, czy mogę pokazać jeszcze trochę książek z mojej kolekcji, na przykład Yaoi Market.

Instytut Książki zgodził się na taki śmiały pomysł, za to jestem im bardzo wdzięczna! Pokazałam więc Yaoi Market na TIBE. Najpierw chciałam przetłumaczyć wszystkie tytuły przed rozpoczęciem TIBE, ale okazało się, że nie dam rady, więc szybko podjęłam decyzję, że będę „tłumaczką na rezydencji”, codziennie będę siedzieć i tłumaczyć po kawałku.

Pierwszego dnia, pierwszy tom był już gotowy, a na drugi dzień połowa drugiego. Mówiłam czytelnikom, że jeśli chcą przeczytać więcej, muszą wrócić za kilka dni, TIBE trwały sześć dni, i rzeczywiście, niektórzy wracali, niektórzy dodali mnie na FB lub zaczęli follować moje Threads, żeby dowiedzieć się, gdzie Yaoi Market będzie potem dostępny. Przyciągnęłam wielu ludzi (hahahahahaha), ponieważ pytałam prawie każdego, który przychodził na polskie stoisko: Chcecie przeczytać polskie BL?

Muszę zaznaczyć, że polskie BL w ogóle nie było znane, więc było to pierwsze zetknięcie tajwańskich czytelników z polskim BL W OGÓLE! Ale niektórzy przychodzili specjalnie, żeby zobaczyć te komiksy, ponieważ promowałam je na moich FB i Threads. Więc wracając do Pana pytania: Czy to spontaniczna dezycja? Tak. Ale gdy to się zaczęło, wszystko było już wyliczone, wykonane z zamysłem: to jak się ubrałam, jak mówiłam do ludzi – jak sprzedawca w sklepie czy w marketingu. Udało mi się nawet promować Yaoi Market na imprezie dla specjalistów, czyli agentów literackich, autorów, wydawców, i też dzięki temu dowiedziałam się, że Węgry i Czechy tez mają BL. Chcę pogłębiać ten temat.

Jak tajwańscy czytelnicy zareagowali na Yaoi Market?

Po prostu zajebiście :). Mimo, że Polskę i Tajwan dzieli 9000 kilometrów, tutejsi czytelnicy doskonale rozumieją czarny humor, sarkazm, meta grę z gatunkiem BL w Yaoi Market. Rozumieją, ponieważ gatunek BL jest w Tajwanie znany „aż do bólu,” nawet nasi prezydenci kupują BL.

Jedna z czytelniczek powiedziała mi, że supermarket lub sklep to podstawy gospodarki, więc ten komiks ułatwia zrozumienie polskiej gospodarki, globalizacji, konkurencji, kapitalizmu, upadłości, walki zagranicznych sklepów,  tego, że duże supermarkety przejmują małe sklepy – to wszystko jest znane również tutaj. Najbardziej bawi mnie część z udziałem Empiku, gdzie wydawnictwa i małe księgarnie próbują przyciągnąć jego uwagę – to jak najbardziej pasuje do tematu TIBE XD.

Przy okazji, w niektórych naszych sklepach sieci 7-Eleven, można kupić książki, ponieważ BOOKS (księgarnia on-line) należy do Uni-President, tak jak 7-11. Także Cosmed (tajwańska wersja Rossmann) i tajwański Starbucks należą do tego samego konglomeratu. Nie mogę się doczekać, kiedy autorce uda się przyjechać do Tajwanu, bo miałaby co rysować. Mamy mega materiały dla niej!!!

Tajwańscy czytelnicy, którzy byli w Polsce, lub są Polakami (o dziwo nie słyszeli nigdy o Yaoi Market, poznali go dopiero TU W TAJWANIE!) oczywiście rozumieją więcej żartów, na przykład jak wyglądają style TVP, TVN czy Polsat, i nie trzeba im wyjaśniać słów „wina Tuska” i „herbata Korwina”, ale do takich rzeczy daję przypisy dla Tajwańczyków. Bo jest oczywiście dużo podwójnych znaczeń i sarkazmu, których nie da się złapać od razu, komuś, kto nie zna Polski – ja mieszkałam w Polsce 11 lat, pracuję jako tłumaczka 15 lat, ale też nie łapałam wszystkiego, więc jeśli kiedyś dojdzie do oficjalnego wydania, muszę jeszcze bardziej się do tego przyłożyć..

Pytałam też czytelników (widzi Pan, to jest plus tłumaczyć na żywo, ponieważ można robić sondaż/badanie terenowe od razu! Jest się z czytelnikami Face to Face!), czy jeśli ktoś nie zna Polski, czy to stanowi problem? Powiedzieli, że absolutnie nie, ponieważ wątki są bardzo zabawne a sytuacje zrozumiałe (u nas mamy podobne, więc jest punkt odniesienia), poza tym, dla nich jest to ŚWIEŻY temat. Tajwańskie BL generalnie są lekkie i miłosne, mało (albo żaden) BL nie łączy się tak mocno z kontekstem gospodarki i polityki, dlatego jest to coś nowego dla czytelników BL. Promowałam ten komiks w ten sposób: Chcecie rozumieć polską gospodarkę? Musicie czytać ten BL! Chcecie robić biznes w Polsce? Czytaj YAOI MARKET!

Kiedy seria (przetłumaczyłam całość 15 lutego, tydzień po TIBE) trafiła do White Deer Cave – wypożyczalni komiksów, właścicielce też bardzo się spodobał. Właścicielka – Hsieh Yung-hua – studiowała biznes, więc czytając, jednocześnie robiła reaserch: dlaczego Lidl cały czas robił różne tygodnie: azjatyckie, francuskie? Dlaczego opakowania pewnej firmy wyglądają jak śmieci? Wszystko zapisała, a notatnik zostawiła dla czytelników i każdy mógł robić feedback do nich.

Na jakiej zasadzie Yaoi Market jest prezentowany w wypożyczalniach i księgarniach?

Jest to polskie wydanie z dołączonym osobnym tłumaczeniem, ręcznie wklejonym przeze mnie, więc 100% ręczna robota, proszę zobaczyć zdjęcia. To jedyne egzemplarze, więc mam nadzieję, ze będą w dobrej formie – jak Piotr i Paweł sensei – po grand-tour po ośmiu wypożyczalniach po Tajwanie, w siedmiu miastach (harmonogram już jest do listopada 2026).

Czy działa Pani w kierunku tego, aby Yaoi Market ukazał się w Tajwanie w oficjalnym tłumaczeniu i wydawnictwie?

Tak, ale ponieważ polski BL jest tutaj W OGÓLE nieznany i jest nie tylko o miłości, ale łączy też tematykę  gospodarki i polityki, może być to trudne, ale może być wielkim plusem.

Będę szukać wydawnictwa, także możliwości zorganizowania wydarzenia, pikniku, gdzie można pokazać polskie powieści graficzne i komiksy, razem z tajwańskimi. Myślę, że taka wymiana będzie bardzo ciekawe dla twórców, wydawców oraz czytelników.

Nie wiem, czy uda mi się znaleźć wydawcę, ale najpierw chcę zbudować bazę czytelników dla Yaoi Market. Czytelnicy to rynek, jak jest rynek, to jest wydawca. Takie jest moje przekonanie. Tak wprowadziłam Schulza, Korczaka czy Szabłowskiego do Tajwanu. Zaczęłam to robić, kiedy mało tytułów polskich było na rynku tajwańskim i ludzie pytali mnie: Po co? Mówili mi: Polskie książki się nie sprzedają. A dziś mamy w Tajwanie ponad 80 tytułów polskich, i to efekt piętnastu lat pracy. Kiedy zaczęłam karierę tłumacza polskiej literatury, byłam jedyną Tajwanką tłumaczącą z polskiego na chiński, a teraz jest już 6-7 osób, wszyscy tłumaczą z polskiego. Zacytuję mojego męża, Pawła Gu (to on skontaktował mnie z autorką Yaoi Market), który trzydzieści lat temu powiedział profesorowi Jerzemu Perzanowskiemu: Nie ma rzeczy niemożliwych, tylko widzialne i niewidzialne. Nie wiem, czy to prawda, ale chcę wierzyć, że tak.