Historia młodego Europejczyka, Karla Rossmanna, wysłanego do Stanów Zjednoczonych po skandalu obyczajowym. Bohater trafia do obcego świata pełnego absurdów, biurokracji i upokorzeń, w którym próbuje odnaleźć swoje miejsce. Satyryczno-groteskowa wizja Ameryki i jednocześnie wspaniała metafora naszej współczesności, w której jednostka zmaga się z anonimowością, opresyjnym systemem i brakiem sprawczości.
Ameryka to bezprecedensowy projekt na polskim rynku komiksowym – stworzona przez Piotra Dumałę, jednego z najwybitniejszych polskich twórców animacji, luźna adaptacja powieści Kafki, która w kontekście rozpadającego się na naszych oczach świata nabiera niesamowicie aktualnego wydźwięku. Prawdziwa uczta pod względem wizualnym i literackim!
24.09.2025
I
Czerń / Biel
Twarda
224
139,90 zł
9788367725620

„Ameryka” to komiks dziwny. „Nie dla każdego”. Komiks, który może nie zostać zrozumiany, który może odpychać, swoją zarówno fabularną onirycznością, jak i specyficzną, jakby niedopracowaną, surową i minimalistyczną, a wręcz niedbałą kreską, przypominającą szkice węglem.
Ale czy sam Kafka – na bazie którego powieści luźno oparł swoja historię Piotr Dumała – jest pisarzem „dla każdego”? Czy może właśnie ten pozorny hermetyzm dzieła nie świadczy o jego jakości, skoro wymaga od odbiorcy pewnego kulturowego obycia, ale i zwyczajnego interpretacyjnego wysiłku?
Można się zżymać na takie postawienie sprawy i jawny sprzeciw wobec egalitaryzacji dzieła dla samego egalitaryzmu, wynikający z czystego artystycznego snobizmu. Ale bolesną prawdą jest, że zbyt mocno na ten kulturowy egalitaryzm zdajemy się naciskać, odbierając Sztuce (przez duże S) koniecznych dla jej zrozumienia podwalin edukacyjnych. Sztuka niekoniecznie jest „dla każdego” – że znów przytoczę tę drażliwą frazę, ale warto w tym kontekście podkreślić, że nie determinuje to zarazem w żaden sposób kategorii, dla kogo jest. Wszystko zależy od chęci poznawczej, od pragnienia zrozumienia, które – może z początku kłopotliwe, wyboiste, nacechowane wyzwaniem – może rozwinąć samego odbiorcę. O ile ten będzie spragniony rozwoju. I piszę to jako niepoprawny miłośnik Popkultury – tej lżejszej, młodszej siostry Sztuki, tej jej czysto rozrywkowej odmiany.
Ten przydługi być może wstęp zwraca uwagę na specyficzność odbioru komiksu „Ameryka” Piotra Dumały, który to album jest jednym z najciekawszych osiągnięć polskiej sztuki komiksowej mijającego roku. Pod każdym względem.
Już na poziomie edytorskim album wydany przez Wydawnictwo Nagle! zachwyca dopracowaniem. Od faktury papieru i obwoluty, po elementy stricte typograficzne, to małe arcydzieło, stawiające niniejszy komiks (tak, komiks, nie bójmy się tego słowa w zestawieniu ze sztuką!), na równi z najciekawszymi dziełami zarówno literatury, jak i sztuk wizualnych ogółem.
Dla mnie osobiście jest to komiks o tyle znaczący, że sięgający po prozę jednego z najbardziej fascynujących pisarzy, jakim niewątpliwie był Franz Kafka. Jego oniryczne, często przypominające senne koszmary, ale nieznośnie zarazem osadzone w świecie realnym wizje literackie otwierają oczy na zupełnie inne wymiary rzeczywistości. A może bardziej – pozwalają dostrzegać to, co z tą naszą rzeczywistością jest nie tak. Te jego zakłócenia, te pęknięcia na sztafażu rzeczywistości, obnażane w czysto weirdowym zaprzeczaniu spójności realnego świata pozwalają podważyć istotę tego, co uznajemy za rzeczywistość. A to daje nam przestrzeń konieczną dla rozważań, jak dalece rozumiemy otoczenie i naszą pozycję w nim.
Dumała bardzo umiejętnie transformuje pierwszą, nigdy w pełni nie ukończoną, a wydaną dopiero pośmiertnie, kafkowską powieść „Zaginiony” na nowe, quasi-niezależne dzieło, które z jednej strony składa hołd twórcy pierwowzoru, ale z drugiej, śmiało wykracza poza uszyte przez niego ramy estetyczne. Dumała opiera się – owszem – na fabularnym koncepcie Kafki, ale w zajmujący sposób go przetwarza, snując oniryczną, niesamowitą opowieść o Ameryce, jako krainie absurdów, dziwaczności i systemu, który w swoim absurdalnym przeroście i instytucjonalizacji staje się karykaturą domniemanej wolności, symbolizowanej zresztą przez słynną Statuę już na okładce albumu – w ujęciu zdeformowanym, zaburzonym. Kafka zawarł w „Zaginionym” swoje fascynacje, lęki i obsesje, z powodzeniem rozwinięte literacko w twórczości późniejszej, jak „Zamek”, czy „Proces”. Dumała przetwarza je ponownie, snując pozornie powieść archaiczną, ale w swoim trzonie nad wyraz aktualną. A i formalnie, niejako wyrwana poza jednoznacznie określony czas, o czym później.
Podróż młodego bohatera, która ma być dla niego nowym otwarciem, nową nadzieją, okazuje się historią niczym z sennego koszmaru, gdzie cienka granica między realizmem a fantasmagorycznością zaciera się z każdą chwilą coraz bardziej. Kolejne perypetie Karla Rossmanna wiodą go od jednej porażki, ku kolejnej, a każda próba wyrwania się z tego zaklętego kręgu niepowodzeń zdaje się spychać go w głąb systemu, który z gruntu nastawiony jest na odrzucenie jego starań. Całość świata przedstawionego zdaje się być ułożona według bezwzględnych, niepodważalnych zasad, które nie tylko są niezrozumiałe, ale te zupełnie zdają się być nieskorelowane z prawdą, uczciwością, moralnością. Okazują się być pochodną bezwzględnego, sztywno ukształtowanego systemu, wypaczającego ideę amerykańskiej wolności i swobody, na pastwę których rzucony jest przez los młody Karl, zupełnie do tego nieprzygotowany i pozbawiony realnej szansy na obronę, na odnalezienie się w nowym świecie, w nowej rzeczywistości, do jakiej przymusowo trafił.
Widać tutaj na każdym kroku swoiste romansowanie z kafkowską manierą, traktowaną jednakże jako punkt wyjścia dla niezależnej artystycznej wizji, nie zaś ślepe podążanie za mentorskim przykładem. Co sprawia, że nawet niezaznajomieni z charakterem prozy autora „Zamku” mogą się w tej historii z powodzeniem odnaleźć.
Graficznie jest specyficznie, ale ta specyfika doskonale uzupełnia w swojej oniryczności weirdowość samego scenariusza. Każda strona, każdy kadr są niczym niedbałe, jakby niedokończone, zatarte szkice węglem. Zdają się niestaranne, ale wyrażają, w sposób alegoryczny, zacieranie się granic między realizmem a oniryzmem. Co rusz zniekształcone twarze, głowy, bohaterów pobocznych przywołują, uwypuklają odczucia samego Karla, który dostrzega, że z otaczającym go światem jest coś nie tak, nie jest on w pełni rzeczywisty, wymyka się racjonalizmowi i trzeźwej ocenie. Są to krótkie momenty zachwiania, znikające, powracające do pozornego status quo w kolejnych kadrach, ale potęgują i u odbiorcy poczucie, że świat przedstawiony jest nie do końca tym, czym się wydaje. Wspiera zresztą to odczucie swoiste zaburzanie czasoprzestrzeni, świadomie implementowane przez Dumałę, gdzie czas wyraźnie się w podróży Karla przez Amerykę zaciera. Gdzie przebija się, miejscami naprawdę silnie i wyraźnie, współczesność, nowoczesność. To trochę symboliczne zaakcentowanie, by nie odczytywać „Ameryki” jako linearnej historii, jednoznacznie osadzonej na osi czasu, ale raczej jako artystycznej wariacji na temat zmagań jednostki z brutalnym, skomplikowanym światem, który taką jednostką gardzi, który zdolny jest bez wahania tę jednostkę zmiażdżyć, przemielić. Przeżuć i wypluć.
Pojawia się jednak w „Ameryce” nadzieja. Okraszona, owszem, cierpieniem, jakimś takim fatalizmem, kiedy kolejne starania zostają zniweczone przez nieprzyjazny los i system, który nie toleruje słabości. Ale udaje się Karlowi odnaleźć w tym koszmarze miłość, udaje mu się obrać możliwą drogę ucieczki. Dumała serwuje więc coś w formie happy – endu. Całe szczęście, nieprzesłodzonego, więc i bardziej prozaicznego, a tym samym realistycznego, co okazuje się interesującą przeciwwagą dla całej, nagromadzone wcześniej fantasmagoryczności.
„Ameryka” okazuje się dziełem wybitnym. Nakreślona (w warstwie scenariusza, jak i rysunku) przez twórcę niewątpliwie wybitnego, pokazuje jednoznacznie, że komiks po raz kolejny z powodzeniem pretendować może do rangi Sztuki, a nasi rodacy nie ustępują na tym polu twórcom zagranicznym.
Dumała, który dał się kulturze polskiej poznać jako wybitny filmowiec, teraz wkracza w (pozornie) nowe dla siebie medium. Z równym powodzeniem.
Pozornie, bo przecież miał już autor „Ameryki” próby adaptacji komiksowej „Zbrodni i kary” Dostojewskiego, jeszcze w latach osiemdziesiątych. Zresztą i z Kafką nie jest to jego styczność pierwsza, bo warto tutaj przywołać doceniony krótkometrażowy film animowany z 1991 roku – „Franz Kafka”. „Ameryką” powraca Dumała do twórczości wybitnego literata, nadając mu nową, świeżą komiksową tożsamość, która wyczerpuje znamiona doskonale dobranego hołdu. Zdecydowanie warto. Zarówno w treści, jak i w formie.
A za standard wydania, osobne brawa dla Wydawnictwa Nagle! Znakomita robota!
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.