Wielka gratka dla fanów króla horroru!
Po raz pierwszy w Polsce – komiksowa adaptacja bestsellerowej, postapokaliptycznej powieści Stephena Kinga „Bastion”!
JEDNA Z NAJBARDZIEJ UDANYCH TRAWESTACJI W HISTORII KOMIKSU – ŚWIEŻA I INNOWACYJNA W FORMIE, A JEDNOCZEŚNIE BARDZO WIERNA ORYGINAŁOWI.
OPOWIEŚĆ OSNUTA WOKÓŁ NASZYCH NAJWIĘKSZYCH LĘKÓW: O ZAGŁADZIE, KTÓRA CZYHA NA NAS ZA ROGIEM, I O LUDZKOŚCI, KTÓRA, OBSESYJNIE SKUPIONA NA SWOIM BEZPIECZEŃSTWIE, SAMA JĄ SOBIE ZAFUNDUJE.
„Bastion” to klasyczna opowieść o starciu dobra ze złem – apokaliptyczna wizja walki człowieka o ocalenie życia przed śmiertelnie groźną pandemią. Kiedy więc Kapitan Trips obejmuje świat we władanie, niedobitkom ludzkości nie pozostaje nic innego, jak wznieść solidny bastion i stawić mu czoła w ostatnim beznadziejnym starciu…
Pierwszy rozdział tej historii, „Kapitan Trips”, nawiązuje zarówno do tytułu pierwszej z trzech części powieści Kinga oraz do potocznego określenia wirusowej broni biologicznej, która uśmierciła znaczną część ludzkości. W umierającej Ameryce, gdzie przetrwało zaledwie 1% mieszkańców, ostatni ocalali podróżują przez spustoszony kraj pełen trupów, by ostatecznie stworzyć dwie wrogie grupy, na których czele staną tajemnicze postacie o wyraźnie nadludzkich mocach.
Seria komiksów „Bastion”, oparta na powieści Stephena Kinga z 1978 roku o tym samym tytule, była pierwotnie wydawana przez Marvel Comics w latach 2008-2012. Za scenariusz odpowiedzialny jest Roberto Aguirre-Sacasa, za rysunki Mike Perkins, a za kolory Laura Martin. Stephen King aktywnie uczestniczył w powstającym projekcie, pełniąc funkcję dyrektora kreatywnego i wykonawczego całości.
Trzydzieści jeden numerów komiksu, zawartych w sześciu tomach fascynująco uzupełniło fabułę książki. Dodatki zamieszczone na końcu każdego tomu, zawierające szkice i nieuwzględnione w wersji ostatecznej materiały, pozwolą czytelnikom zajrzeć do komiksowej kuchni twórców serii.
Przygoda, romans, przepowiednia, alegoria, satyra, fantastyka, realizm – wszystko to określa i przeplata się w tej apokaliptycznej opowieści. – „The New York Times Book Review”
Kawał świetnej i bardzo przekonującej klasycznej komiksowej opowieści grozy! – „SFX Magazine”
9.04.2025
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
160
64,90 zł
9788383615950
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Nie jestem wielkim entuzjastą komiksowych interpretacji prozy, bo zawsze gdzieś z tyłu głowy kołacze mi się przeświadczenie, że po pierwsze jest to pewne pójście na łatwiznę ze strony twórców, po drugie – zmusza do obcowania z wersją w jakiś sposób zubożoną względem literackiego oryginału. Można oczywiście dyskutować, na ile historię jest w stanie ubogacić grafika i zapewne byłoby w tym sporo racji, niemniej takie odczucia mimowolnie wracają do mnie w trakcie lektury. Co nie przeszkadza temu, żebym część z tych adaptacji lubił i doceniał, także nie jestem w tym przesadnie spójny. Książkowy "Bastion" kiedyś czytałem, ale było to lata temu, na tyle dawno, żebym z fabuły kojarzył raczej ogólny zarys niż jakiekolwiek szczegóły, nigdy też go nie skończyłem – w sumie sam nie wiem dlaczego, bo pamiętam, że mi się podobało i że doszedłem przynajmniej do połowy. Wersja komiksowa nie była czymś, na co bym czekał (abstrahując od tego, że nie spodziewałem się, że Albatros w ogóle wróci do tematu po porażce "Mrocznej Wieży"), choć jak już się u nas pojawiła, okazało się, że wygląda całkiem zachęcająco. Nie ukrywam, że skusiła mnie głównie niska cena i fajna grafika (kilka razy przeglądałem w Empikach – widać ta "przestarzała" forma sprzedaży nadal się na coś przydaje), więc na przekór obawom – bo do wspomnianej wcześniej "Mrocznej Wieży" wróciłem jakiś czas temu i kompletnie się odbiłem – sięgnąłem po kolejną serię adaptującą prozę Kinga.
I muszę powiedzieć, że wrażenia mam dużo lepsze niż w przypadku poprzednich przygód tego wydawcy z komiksem. Przekonwertowany przez Roberto Aguirre-Sacasę "Bastion" to na tym etapie jeszcze nie postapokalipsa, chyba najlepiej byłoby nazwać go historią katastroficzną z naleciałościami horroru i fantastyki. Pod względem fabularnym mamy do czynienia jedynie z wstępem do czegoś większego, skupiającym się na początkach rozprzestrzeniania się epidemii, która w szybkim tempie ogarnia Stany Zjednoczone. Pomimo tego, że pojawiają się aspekty nadprzyrodzone, całość jest przedstawiona w dość realistyczny sposób i póki co mocno trzyma się ziemi. Autorzy wykonali dobrą robotę, ukazując proces rozprzestrzeniania się wirusa, reakcję społeczeństwa, narastającą panikę, poczucie bycia okłamywanym i strach przed utratą bliskich. Te elementy jak najbardziej tutaj zagrały, łatwo też odebrać je osobiście i odnieść do prawdziwych wydarzeń, bo naturalnym jest, że opowieść czytana dzisiaj budzi oczywiste skojarzenia z tym, czego nie tak dawno sami byliśmy uczestnikami – oczywiście w wersji dużo lżejszej, jednak trzeba przyznać, że w wielu mechanizmach da się znaleźć analogie, dzięki czemu historia nabiera realności i według mnie teraz oddziałuje silniej. Udanie zarysowano również charaktery postaci, których jest tu całkiem sporo i dopiero w późniejszych tomach będziemy mogli zobaczyć ich interakcje. Tymczasem pierwszy na pewno pozostawia w oczekiwaniu na to, co będzie dalej, bo już te początkowe zeszyty zwiastują, że oprócz kwestii epidemii, podjęte zostanie jeszcze wiele innych tematów.
Warstwa graficzna stoi na wysokim poziomie, zresztą jak wspomniałem, to właśnie rysunki zachęciły mnie do zabrania się za ten tytuł. Odpowiada za nie Mike Perkins, prezentujący realistyczną kreskę, która w połączeniu z kolorowaniem Laury Martin wygląda bardzo atrakcyjnie. Historia jak na razie nie jest przesadnie wulgarna w operowaniu przemocą, ale znalazło się kilka mocniejszych momentów i kadrów wywołujących niepokój, które jednocześnie na dłużej przykuwają wzrok, zwłaszcza wtedy, gdy jesteśmy świadkami skutków choroby – autor poradził sobie z ich zobrazowaniem naprawdę dobrze. Jest też trochę całostronicowych ilustracji i te także zwracają uwagę.
Można się również odnieść do samego wydania, bo choć Albatros raczej stroni od komiksów, jakość wykonania jest bardzo przyzwoita (myślę, że analogiczna jak w przypadku "Mrocznej Wieży"), czyli twarda oprawa, standardowy format amerykański i dosyć gruby papier, na pewno solidniejszy od tego stosowanego przez Egmont. Natomiast wzorem Egmontu sporo tu proszku drukarskiego, który rzuca się w oczy zwłaszcza na stronach z dużą ilością czerni – ta często wygląda jak gwieździste nocne niebo, więc to zdecydowanie mogliby poprawić, bo wkurzające jest ciągłe ścieranie, zwłaszcza, że nie zawsze się da. Innym mankamentem jest brak literki "ą" (zamiast tego jest "a") we wszystkich tekstach napisanych pogrubieniem, a kilka ich jest. Poza tym chyba nie mam zastrzeżeń, a warto mieć w pamięci cenę, bo da się ten tytuł kupić za śmieszne pieniądze. Znalazło się też miejsce na trochę materiałów dodatkowych, szkiców, okładek i komentarzy twórców.
Całościowo to bardzo solidna robota, która zarówno zachęciła mnie do sięgnięcia po ciąg dalszy, jak i rozbudziła myśl o ponownym zmierzeniu się z książkowym oryginałem, na powrót do którego właśnie nabrałem ochoty. Wydawca planuje dać nam okazję do zaznajomienia się z całą serią w stosunkowo szybkim tempie, bo kolejne tomy mają się ukazywać praktycznie co miesiąc, więc do końca roku poznamy zakończenie. Komiks zdaje się przeszedł bez echa, a według mnie warto się zainteresować.
Ocena 3/6.