Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Batman był już detektywem noir, symbolem traumy, mścicielem i ikoną popkultury rozpoznawalną na całym świecie. Nic więc dziwnego, że twórcy wciąż próbują opowiadać go na nowo, testując granice gatunków i konwencji. „Batman. Pełnia” wpisuje się w ten nurt jako horrorowa wariacja, która zamiast gadżetów i dedukcji stawia na grozę, cielesność i utratę kontroli.
Batman jako jeden z najbardziej ikonicznych bohaterów w historii popkultury od dekad stanowi pole do nieustannych eksperymentów. Twórcy raz po raz próbują przepisać jego mit na nowo, zmieniając konwencję, gatunek albo punkt ciężkości opowieści. „Batman. Pełnia” Rodneya Barnesa i StevanaSubicia jest właśnie taką próbą – świadomym odejściem od klasycznej historii detektywistycznej w stronę mrocznego horroru zanurzonego w estetyce nadprzyrodzonej grozy.
Fabuła albumu opiera się na prostym, ale nośnym pomyśle: Batman zostaje zarażony wirusem likantropii. Gotham nawiedza fala brutalnych, zwierzęcych morderstw, a ślady prowadzą do tajemniczego antagonisty, którego przeszłość i motywacje okazują się znacznie bardziej złożone, niż sugerowałaby rola „potwora”. Szybko jednak okazuje się, że również sam Bruce Wayne nie jest wolny od klątwy, która pod wpływem pełni księżyca zamienia człowieka w bestię. W obliczu zagrożenia, którego nie da się pokonać siłą ani technologią, Batman sięga po pomoc magii, a do gry wkraczają John Constantine i Zatanna, tworząc nieoczywisty, ale intrygujący crossover z mistycznym zapleczem uniwersum DC.
Barnes sięga po bardzo klasyczne odczytanie motywu wilkołactwa jako choroby – nie tylko fizycznej, ale przede wszystkim psychicznej i społecznej. Likantropia jest tu metaforą niekontrolowanego szału, poczucia winy i wyobcowania, a antagonista nie zostaje sprowadzony do roli jednoznacznego potwora. Jego historia dotyka tematów poszukiwania człowieczeństwa, prób zbudowania wspólnoty wśród innych wyrzutków i życia z piętnem, którego nie sposób się pozbyć. To jeden z mocniejszych elementów albumu, bo nadaje konfliktowi emocjonalną głębię, nawet jeśli – co trzeba uczciwie przyznać – całość pędzi do przodu na tyle szybko, że nie zawsze pozwala tym wątkom w pełni wybrzmieć.
Podobny problem dotyczy samego Batmana. Pomysł zarażenia go wirusem likantropii jest świeży i daje potencjał do interesujących rozważań na temat kontroli, tożsamości i granicy między człowiekiem a potworem. Niestety narracja nie zatrzymuje się na tyle długo, by naprawdę wejść w psychikę Bruce’a Wayne’a w tej ekstremalnej sytuacji. Horror dominuje nad introspekcją, a historia, choć momentami sugestywna i brutalna, ostatecznie prowadzi do dość przewidywalnego rozwiązania.
Podobnie mieszane uczucia można mieć co do warstwy graficznej autorstwaStevanaSubicia, która jest jednocześnie atutem i słabością albumu. Fluorescencyjna, przyciągająca wzrok okładka świetnie zapowiada horrorowy charakter historii, a agresywna kolorystyka i dynamiczne kadry budują odpowiedni nastrój zagrożenia. Problem pojawia się jednak w samym rysunku postaci, które bywają mało detaliczne, a miejscami wręcz niechlujne, co kontrastuje z ambicjami opowieści. Ekspresja i ruch są tu ważniejsze niż precyzja, ale nie zawsze działa to na korzyść czytelności i immersji.
„Batman. Pełnia” to album, który najlepiej sprawdzi się jako gatunkowa ciekawostka – mroczny, brutalny horror z superbohaterskim twistem i interesującym wykorzystaniem magicznego zaplecza DC. Nie jest to reinterpretacja, która na nowo definiuje postać Batmana, ale solidna, momentami inspirująca próba opowiedzenia jego historii w innej konwencji. Dla czytelników zmęczonych klasycznymi schematami i otwartych na bardziej eksperymentalne podejście do Mrocznego Rycerza może to być propozycja warta uwagi, nawet jeśli niewykorzystany potencjał pozostawia po lekturze lekki niedosyt.