To, co zaczęło się jako bitwa o Ziemię, zmieniło się w wojnę o losy galaktyki! Pojawienie się nieumarłego Darkseida przygotowało grunt pod najbardziej niszczycielski konflikt, z jakim mieli do czynienia Batman, Superman i Wonder Woman nowego pokolenia. Gdy równanie antyżycia rozprzestrzenia się po kosmosie, mieszkańcy Ziemi muszą przygotować się na nadchodzącą Apokalipsę. W obliczu niemożliwych do pokonania przeciwności losu i wszechpotężnego siewcy chaosu, ich jedyną szansą na ocalenie jest najpotężniejszy z bohaterów… Jednak jego pomoc, a nawet samo odnalezienie, będzie sporo kosztować…
Tom Taylor, autor wielu bestsellerów, ponownie łączy siły z rysownikiem Trevorem Hairsine’em, aby pokazać czytelnikom przerażające zakończenie najmroczniejszej epopei ze świata DC w tomie „DCeased: Wojna nieumarłych bogów”.
Album zawiera materiały pierwotnie opublikowane w amerykańskich zeszytach „DCeased: War of the Undead Gods” #1–8.
18.06.2025
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
232
109,99 zł
9788328165120

Najnowszy i zarazem ostatni tom serii “DCeased” może poszczycić się jedną z najpaskudniejszych, superbohaterskich okładek. Nie zmienia to faktu, że to naprawdę bardzo udane zamknięcie fabuły wymyślonej przez Toma Taylora.
Pisząc o paskudnej okładce wcale nie myślałem o niej w pejoratywnym sensie. Ta ilustracja z Supergirl zarażoną wirusem równania antyżycia chyba najlepiej wydobywa na wierzch prawdę i naturę o zarazie, która pochłonęła żywoty miliardów ludzi i wielu superbohaterów. Jak jednak wiemy z poprzedniego, czwartego tomu, udało się znaleźć na ów nietypowy wirus lekarstwo. I wszystko byłoby ok, wszystko wracało już do normy, gdyby nie jedno ale, czyli Darkseid, który przez pewien czas - nie był. Złoczyńca odradza się wciąż zarażony wirusem równania antyżycia i stąd mamy w tytule wojnę nieumarłych bogów. A to oznacza, że najważniejsza walka w obronie wszechświata jest dopiero przed superbohaterami.
Lekturę czwartego tomu pod tytułem ‘Martwa planeta” zakończyłem niemal trzy lata temu - Egmont wydał tę część w połowie 2022 roku. Przez ten czas zdążyłem już zapomnieć o serii Toma Taylora, a zapowiedź w postaci ostatniej odsłony wywołała u mnie podejrzenia, że mamy do czynienia z odcinaniem kuponów od popularności serii. Mimo wszystko byłem ciekaw, jaki będzie ów ostatni akt (choć w uniwersach superbohaterskich wcale nie musi to oznaczać definitywnego końca). Nie wiem też dokładnie, z jakich powodów tak długo czekaliśmy na zwieńczenie historii, ale naprawdę warto było, bo zaskakujący i bardzo symboliczny w swym wymiarze finał jest po prostu perfekcyjny.
Siłą superbohaterskich elseworldów zawsze była większa swoboda twórcza - to dlatego już w pierwszej odsłonie “DCeased” zostali zarażeni wirusem najważniejsi superbhaterowie uniwersum DC. Śmierci niektórych z nich, w szczególności Batmana i dwóch byłych Robinów, jak się z czasem okazało nie były potraktowane jedynie na poziomie jednorazowej, wstrząsającej fabułą atrakcji. Mają swoje konsekwencje w postaci dalszego rozwoju osobowościowego dwójki kluczowych postaci w ‘DCeased” - czyli Alfreda Pennywortha i Damiana Wayne’a, który po śmierci ojca przywdział kostium Batmana. Obaj są najważniejszym elementem fabuły “Wojny nieumarłych bogów”, na obu Taylor miał znakomite pomysły, które świetnie sprawdziły się w fabule.
Poza tym jest jeszcze wiele różnych smaczków, nie do pomyślenia w zwykłym kontinuum Uniwersum DC , jak choćby wynik konfrontacji Darkseida z Sinestro. A przy tym to nie są jedynie mrugnięcia okiem do fanów, jak często ma to miejsce w filmach i serialach superbohaterskich, które mają na celu wywołać uśmiech na twarzy odbiorcy. Tu chodzi o coś więcej - okazuje się, że jeśli się chce, to wciąż można w tym zwietrzałej superbohaterskiej dziedzinie pokusić się o taką roszadę, która dotychczas była nie do pomyślenia, a przy okazji dodaje paliwa fabule.
To właśnie udało się osiągnąć Tomowi Taylorowi w finałowej odsłonie serii, którą zapewne wielu z odbiorców na początku uznało za odpowiedź DC na “Marvel Zombies”. Takie podkradanie sobie pomysłów i tworzenie odpowiedników to nic nowego w superbohaterskiej branży. Ważne, żeby ta odpowiedź miała w sobie powiew świeżości, a Tom Taylor ma w ostatnich latach dobrą passę, narracyjną lekkość i pomysły, które pozwalają w nowy sposób spojrzeć na superbohaterów (“Nightwing” przykładem). Tę lekkość czują również rysownicy, którzy po prostu muszą się dostosować do swobodnie wybijanego przez Taylora rytmu opowieści, aby wszystko działało jak trzeba. I to wszystko razem zadziałało, co najważniejsze, w końcówce całej historii.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
DCeased zaczęło się naprawdę mocno. Pierwszy tom był świeży, brutalny i emocjonalny – pokazał, że motyw zombie w uniwersum superbohaterów może robić wrażenie. Niestety kolejne odsłony nie utrzymały tego poziomu i trudno było pozbyć się wrażenia, że seria trochę straciła impet. Jak na tym tle wypada najnowszy tom serii?
Nie najgorzej.
Tym razem skala wydarzeń wyraźnie rośnie, bo Równanie Antyżycia nie jest już tylko problemem Ziemi. Zaraza rozlewa się po całej galaktyce, a bohaterowie DC ruszają w kosmos, by stawić czoła kolejnym, coraz potężniejszym przeciwnikom. Konstrukcja fabuły przypomina trochę schemat: pokonujemy wielkie zagrożenie, po czym natychmiast pojawia się jeszcze większe. I tak aż do momentu, gdy wszystko eskaluje do bitew o skali niemal abstrakcyjnej. Trudno nie poczuć tu klimatu Annihilacji od Marvela, ktoś chyba pozazdrościł 😉
Wizualnie jest solidnie. To typowy, nowoczesny styl DC – dynamiczny, czytelny i efektowny. Wszystko wygląda tak, jak powinno, choć jednocześnie trudno mówić o czymś naprawdę wyjątkowym. Przy takim temacie można było pokusić się o większą brutalność i bardziej bezkompromisowe sceny.
Przyjemny komiks superhero. Daleko mu do genialnego początku serii, ale wypada lepiej niż jej słabsze środkowe części i można spędzić z nim naprawdę przyjemny wieczór.
Insta: Lukke_Geek