Nowy rozdział nowej edycji arcydzieła gotyku…
W 1897 roku publiczność odkryła na kartach epistolarnej powieści Brama Stokera niezwykłą postać Draculi, nieśmiertelnej istoty, która żywi się krwią żywych, by przemienić ich z kolei w przeklęte stworzenia. Jeśli Stoker nie wymyślił postaci wampira, to jednak nadał jej współczesną formę, czyniąc hrabiego ikoniczną i emblematyczną postacią inspirującą pokolenia autorów. I choć powieść nie od razu stała się bestsellerem, odbiła się echem na całym świecie dzięki adaptacjom kultowych filmów. Uzbrojony w błyskotliwość graficzną, z której go znamy, George Bess podpisuje w Bram Stoker Dracula dzieło wirtuoza, które po raz kolejny pokazuje, że Bess jest bezsprzecznie jednym z wielkich twórców współczesnych komiksów. Wydanie zawiera liczne dodatki jak rysunki i szkice postaci.
05.2023
I
Czerń / Biel
Twarda
240x320 mm
208
149,99 zł
9788367161626
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Przeróżne interpretacje Draculi, przede wszystkim ekranowe, chociaż nie tylko, towarzyszą mi od dłuższego czasu. Bardzo dobra seria filmów studia Universal, nie mniej klimatyczne produkcje Hammera, nadal intrygujący "Nosferatu", mocno średnie crossovery z innymi potworami, fajne komediowe odsłony Abbotta i Costello czy Mela Brooksa, jak dla mnie zbyt baśniowy i przeszarżowany film Coppoli, solidny komiks z rysunkami Mignoli, a w końcu i oryginał Stokera, który niestety trochę mnie rozczarował. Najsłynniejszy wampir świata otrzymał wiele twarzy, pierwotną historię przetworzono już chyba na wszelkie sposoby, a ilość jej kontynuacji dawno przekroczyła granice rozsądku. Niemniej znaczna część tych pozycji dostarczyła mi sporo rozrywki, także i "Dracula" spod ręki Georgesa Bessa szybko wpadł w obszar mojego zainteresowania, zwłaszcza że strona graficzna zapowiadała się zjawiskowo.
Po lekturze mam natomiast nieco mieszane odczucia. Trzeba przyznać, że to bardzo uczciwa adaptacja, która dobrze oddaje ducha powieści, ale po części chyba w tym właśnie tkwi mój problem. Czytając ten komiks towarzyszyły mi bliźniacze odczucia, co przy książce Stokera, a te są takie, że choć to niewątpliwie klasyka, tak przedstawienie fabuły nie jest tak angażujące, jak bym sobie tego życzył. Fakt faktem to już któryś raz, kiedy zapoznaję się z tą historią, więc być może ciężko oczekiwać, aby jej przebieg był nadal tak samo porywający, mimo to czuję, że z większą ochotą odpaliłbym ponownie któryś z filmów niż wrócił do Bessa. Pewnie to po trochu kwestia tego, że wersje ekranowe tak mocno wryły mi się w świadomość, jednak podobnie, jak powieść, tak i jej rysunkowa adaptacja stoi dla mnie na dalszym polu.
Trochę ponarzekałem i zdaję sobie sprawę, że w tej opinii będę raczej osamotniony, no ale nie kupiło mnie to. Co nie znaczy, że komiks oceniam źle, bo patrząc na sprawę uczciwie, wykonanie jest na pewno warte docenienia. Graficznie mamy tu trochę fajerwerków, a poszczególne ilustracje są dopracowane i bogate w detale. Jednocześnie kreska, którą są rysowane postacie, niekoniecznie do mnie trafia, podobnie jak niektóre projekty bohaterów. Sam wizerunek hrabiego jest tu bliższy książce (choć też nie w pełni odpowiada opisowi Stokera), jednak ponownie – Dracula to dla mnie przede wszystkim Bela Lugosi czy w dalszej kolejności Christopher Lee, a wersja wykreowana na kartach tego komiksu pozostała mi dosyć obojętna.
Generalnie nie nazwałbym lektury nieudaną, aczkolwiek liczyłem na to, że bardziej mi się spodoba. Na pozór wszystko było na miejscu, żeby ogłosić tę wersję adaptacją ostateczną, ale jakoś nie mogłem wczuć się w klimat czy mocniej wciągnąć w rozwój wydarzeń. Być może to oczekiwania miałem zbyt duże, z drugiej strony minął już jakiś miesiąc, od kiedy czytałem ten komiks, i moje zdanie nie uległo zmianie. Czuję też, że fanem Bessa chyba nie zostanę, bo od tego czasu zapoznałem się jeszcze z jego "Frankensteinem" i odczucia miałem zbliżone – a dodatkowo kilka innych rzeczy mi się nie podobało – także jakkolwiek absolutnie mnie nie dziwi, że ogólne przyjęcie tych komiksów jest bardzo dobre, tak mnie z ich autorem trochę nie po drodze.
Ocena 3/6.