Drugi tom serii rozgrywającej się w wymyślonym przez Neila Gaimana uniwersum Sandmana. Głównym bohaterem tej opowieści jest pełen namiętności Lucyfer.
Bluźnierczym wskrzeszeniem swojej niegdysiejszej kochanki Niosący Światło raz jeszcze wzbudził gniew Boga, który zgodził się dać wiedźmie tylko trzy dni życia, a potem skazał ją na piekło – chyba że Lucyferowi uda się znaleźć dla niej azyl w którejś z innych krain umarłych. Podróżując po różnych zaświatach, Gwiazda Zaranna odkrywa, że od czasu, kiedy władał piekłem, wszystko się zmieniło, a jego pozycja straciła na znaczeniu… Lecz Pierwszego z Upadłych nikt ani nic nie zdoła zawrócić z raz obranej drogi! Szykuje się wielka wojna z niebem!
Scenariusz serii tworzy specjalizujący się w horrorach brytyjski autor Dan Watters, znany z takich cykli jak „Limbo”, „The Shadow” czy „Deep Roots”. Rysunki są dziełem dwóch argentyńskich grafików, a zarazem braci, Maxa i Sebastiana Fiumarów, którzy przebojem zdobyli amerykański rynek, ilustrując opowieści o superbohaterach, a także historie ze świata Hellboya czy Czarnego Młota.
Tom zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach „Lucifer” #7–13. Album dla dorosłych.
12.2021
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
176
69,99 zł
9788328152489
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Jakiś rok temu postanowiłem wykorzystać fakt, że Egmont wreszcie skończył wydawanie serii z obrębu "Sandman Uniwersum" (a przynajmniej tych czterech początkowych) i w końcu zabrać się za ponadrabianie tych historii. Praktycznie każdą miałem w mniejszym lub większym stopniu rozgrzebaną, a długie odstępy pomiędzy publikacją tomów powodowały, że przyjemność z lektury robiła się żadna, kiedy na kolejne kilka zeszytów trzeba było czekać po 1,5 roku. Z "Lucyferem" Dana Wattersa trochę zwlekałem w sumie z dwóch powodów. Kilka lat wcześniej przeczytałem pierwszy tom, który bardzo przypadł mi do gustu, więc z jednej strony stwierdziłem, że najlepsze zostawię sobie na koniec, z drugiej towarzyszyła mi pewna obawa, że całość może jednak nie unieść oczekiwań i moje dobre zdanie być może przepadnie. Po zapoznaniu się z kompletną historią, muszę stwierdzić, że rzeczywistość okazała się być na pograniczu tych możliwości.
Tom pierwszy na szczęście jest nadal nad wyraz udany – powiedziałbym nawet, że "Diabelska komedia" to najlepszy album z całego "Sandman Uniwersum". Wszystko mnie tutaj urzekło. Pomysł na wrzucenie Lucyfera do nieoczywistej sytuacji. Ciekawa i dobrze poprowadzona fabuła, która powoli odkrywa kolejne karty. Bardzo fajny klimat – momentami paranoiczny, raczej przyziemny i ciążący mocno w kierunku horroru. Nielinearny układ opowieści i interesująca narracja, w której równolegle śledzimy prywatne śledztwo pewnego policjanta, co nadaje całości posmaku mrocznego thrillera. Aż wreszcie stylowa oprawa graficzna spod rąk Maksa i Sebastiana Fiumarów, również prezentująca się najlepiej spośród tego, co zaoferowały pierwsze cztery serie w tej linii.
Niestety dalsza część nie spełniła moich nadziei. Szczerze liczyłem na kontynuację obranego klimatu, "Boska tragedia" idzie jednak w inną stronę. Historia nabiera większej skali, zaczyna też mocniej zbaczać w kierunku fantasy – pojawia się wielka wędrówka po zaświatach, odwiedziny u panteonów bóstw różnych religii czy w końcu konflikt z samym Jahwe. Dzieje się dużo, postaci jest sporo, również takich, które spotykaliśmy już na łamach klasycznych serii Vertigo, rozwijane są także wątki rozpoczęte w poprzednich zeszytach. Niestety trochę tu tego za dużo i wolałbym, żeby rozmach wydarzeń pozostał na podobnym poziomie jak poprzednio, bo więcej niekoniecznie oznacza lepiej. Dużo bardziej przypadł mi do gustu mocniej stąpający po ziemi klimat z tomu pierwszego niż silna fantastyka, którą tutaj zaserwował scenarzysta. Nie przypadła mi też do gustu postać Kalibana, który pełni dosyć znaczącą rolę w fabule, a szybko stał się dla mnie irytujący. Również warstwa wizualna zrobiła na mnie mniejsze wrażenie – wprawdzie rysownicy pozostali ci sami (dodatkowo gościnny występ zalicza Kelley Jones), ale poszczególne numery zaczynają teraz tworzyć indywidualnie, a całość wygląda na mniej dopracowaną.
Po "Boskiej tragedii" seria, która z początku zapowiadała się oryginalnie, zeszła w moich oczach do poziomu typowego dodatku do "Sandmana", więc już z nieco mniejszym entuzjazmem zabierałem się za "Dziki gon". Ten kontynuuje ton poprzedniego tomu, dalej więc rozwijana jest tematyka mitologiczna – głównym antagonistą tym razem jest Odyn – a wydarzenia znów są zakrojone na szeroką skalę. Tym razem fabuła jest jednak ciekawsza i bardziej wciągająca, także mimo kilku fragmentów, które mi nie zagrały, czytało mi się zdecydowanie lepiej. Przedstawienie piekła wypada raczej sztampowo (niezbyt podoba mi się taka dosłowna, miejscami wręcz parodystyczna wizja), a niektóre projekty postaci są średnie, natomiast akcja wciąga, postacie łowców całkiem nieźle sprawdzają się w roli przeciwników, a początkowe dwa zeszyty oferują również solidny gościnny występ, prezentując spotkanie, do którego aż dziwne, że nigdy wcześniej nie doszło. Dodatkowo dostajemy przyjemne dla oka rysunki Fernanda Blanco.
Zamykający serię, a przy tym najkrótszy, bo złożony już tylko z 5 numerów "Diabeł w głębi serca", przywraca całości bardziej oryginalny klimat, przedstawiając ponownie mocniej horrorowe podejście do historii, w tle których toczy się końcowy wątek opowieści. Ostatnie odcinki mają raczej samodzielną strukturę, aczkolwiek mogą się też pochwalić różnorodnymi scenariuszami, które kreatywnie operują otaczającym Lucyfera światem. Fabuły przemycają kilka dobrych pomysłów i sprawdzających się rozwiązań, momentami klimat robi się całkiem niepokojący, a całość zamyka satysfakcjonująca puenta, dzięki czemu tom czwarty to drugi najlepszy obok pierwszego. Graficznie główne skrzypce nadal grają ci sami autorzy, natomiast tym razem towarzyszy im Brian Level, który zaprezentował bardzo fajne, klasyczne w wyglądzie ilustracje, które szybko nasunęły mi na myśl starsze tytuły z Vertigo, co niewątpliwie należy odczytać na plus.
Także choć po drodze zbacza w nie do końca przekonujące mnie strony, a całościowo "Śnienie" Spurriera trzymało jednak równiejszy poziom, komiks Wattersa to nadal ta zdecydowanie lepsza część "Sandman Uniwersum". Mimo potknięć, zarówno scenariuszowo, jak i rysunkowo poniżej pewnej jakości nie schodzi, a przynajmniej połowa to bardzo interesująca pozycja. Mam też przeczucie, że poszczególne fragmenty to materiał do przyszłej powtórki, która być może zatrze niektóre negatywne wrażenia. Po skończeniu wszystkich czterech serii, od których zaczęto projekt powrotu do świata Śnienia, uważam, że całość jawi się jednak lepiej niż się o niej pisze. Spadków oczywiście nie uniknięto (niekiedy dość wyraźnych), ale i sporo niezłych historii można tutaj odnaleźć.
Tom pierwszy - 4/6
Tom drugi - 2/6
Tom trzeci - 3/6
Tom czwarty - 3/6