Victor i Sara przechodzą ciężki okres. Stres związany z pracą prowadzi do kolejnych kłótni, więc para decyduje się na wakacje. Wsiadają zatem do samochodu i bez konkretnego planu jadą przed siebie, aż docierają do położonego na uboczu miasteczka. Legenda mówi, że nad miejscem tym ciąży klątwa wiedźmy. Victor zaczyna podejrzewać, że miasteczko nie jest do końca tym, czym się zdaje. Para powoli przestaje się martwić o to, czy ich związek przetrwa, bo w tym mrocznym miejscu będą musieli walczyć o przetrwanie w ogóle…
* * * * *
Nadnaturalny horror uderzający w najbardziej przejmujące nuty: utraty kontroli nad własnym życiem i potencjalnej straty najbliższych.
Komiks hiszpańskiego autora Vicente Cifuentesa został wydany w Stanach Zjednoczonych pod szyldem Dark Horse.
Polskie wydanie uzupełniono o galerię grafik autora oraz wielu zaprzyjaźnionych artystów takich jak: Rafa Sandoval, Javier Fernández czy Victor Santos.
29.09.2025
I
Kolor
Twarda
190x256 mm
160
84,00 zł
9788397267190

Komiksowa groza to gatunek, który nie wybacza nadmiaru ambicji – jeden źle poprowadzony wątek potrafi rozbić całą misternie budowaną atmosferę. „Murdervale” Vicente’a Cifuentesa to opowieść o miasteczku i jego klątwie, która bardziej imponuje rozmachem i obrazem niż konsekwencją w budowaniu grozy.
Horror od zawsze wydawał mi się jednym z najtrudniejszych gatunków do udźwignięcia w komiksowym medium. Strach w filmie często opiera się na dźwięku i nagłym cięciu montażowym, zwykle połączonym z czymś o upiornej fizjonomii, co wyskakuje zza węgła w najmniej spodziewanym momencie. Literatura z kolei ma komfort powolnego, metodycznego budowania atmosfery i tego specyficznego sączenia niepokoju zdanie po zdaniu, by zmusić wyobraźnię czytelnika do wytężonej roboty. Na ich tle komiks znajduje się gdzieś pomiędzy – operuje obrazem i może narzucać wizję autora, ale jednocześnie jest statyczny i pozbawiony narzędzi, które naturalnie wzmacniają grozę w innych formach opowieści. Dlatego każda próba zmierzenia się z horrorem w kadrach wymaga wyjątkowej dyscypliny narracyjnej i wyczucia rytmu. Jakkolwiek bym za „Murdervale” Vicente’a Cifuentesa nie ściskał kciuków, to bardzo chce tę poprzeczkę przeskoczyć, ale po drodze potyka się o własne ambicje.
Początkowo historia wydaje się dość klasyczna. Poznajemy Victora i Sarę, a fabuła sugeruje, że to właśnie ich dramat i osobiste traumy będą osią opowieści. Szybko jednak okazuje się, że to jedynie punkt wyjścia. „Murdervale” zaczyna rozgałęziać się na kilka naprzemiennie prowadzonych wątków, coraz mocniej przesuwając środek ciężkości z bohaterów na samo miasteczko i jego mroczną przeszłość. W pewnym momencie staje się jasne, że to nie teraźniejsze wydarzenia są tu najważniejsze, lecz historia miejsca – klątwy, legendy i dawne tragedie, które odciskają piętno na wszystkich, którzy znajdą się w jego granicach.
Problem polega na tym, że tempo tej opowieści bywa zaskakująco nierówne. Są tu bowiem fragmenty, w których fabuła pędzi do przodu tak bardzo, że wpada w pułapkę banału i schematu. Zdarzały mi się momenty, kiedy nie byłem w stanie przeczytać więcej niż kilku stron naraz, nie przewracając przy tym oczami. To o tyle frustrujące, że sami bohaterowie – zwłaszcza Victor – są zbudowani solidnie, a pojawiające się co jakiś czas retrospekcje, rzeczywiście dokładają do historii nowe warstwy i konteksty. Niestety, im więcej wątków i elementów próbuje pogodzić ze sobą Cifuentes, tym bardziej cierpi na tym klimat. „Murdervale” balansuje pomiędzy paranormalnym horrorem a rodzinnym dramatem, ale zamiast spójnej całości dostajemy momentami mozaikę okazjonalnie pojawiających się maszkar i grozowych motywów, które nie zawsze mają czas, by naprawdę wybrzmieć.
Sposób prowadzenia narracji dodatkowo osłabia napięcie. Przynajmniej kilkukrotnie nie mogłem pozbyć się wrażenia, że wątki potrafią następować po sobie zbyt nagle, nie dając ani czytelnikowi, ani tym bardziej samej fabule chwili na oddech, a całość – choć teoretycznie się uzupełnia – wydaje się poszatkowana. Najbardziej irytujące jest to w końcówce, gdzie komiks wyraźnie próbuje stworzyć wrażenie równolegle toczących się wydarzeń. Dostajemy wtedy krótkie fragmenty z różnych perspektyw. Zamiast eskalacji grozy i napięcia działa to jednak na opak: wybija z rytmu i skutecznie psuje nastrój, który wcześniej z trudem udało się zbudować.
Mimo tych zastrzeżeń „Murdervale” nie jest komiksem do gruntu złym ani nieczytelnym. Ostatecznie składa się na dość standardową historię, ale podaną w sprawnym tempie i oprawioną bardzo efektowną warstwą wizualną. Kadry są bogate w detale, mają wyraźnie filmowy charakter i często robią większe wrażenie niż sama fabuła. Trudno tym samym uciec od wniosku, że Cifuentes jest lepszym reżyserem i rysownikiem niż scenarzystą. Jedynym poważniejszym zarzutem wobec strony graficznej jest niekonsekwencja w rysowaniu twarzy postaci, które momentami balansują na granicy niedbałości. Jeśli jednak spojrzeć na całość pod kątem wizji, rozmachu i umiejętności operowania obrazem, jest co najmniej solidnie.
Mam jednak wrażenie, że „Murdervale” zyskałoby znacznie więcej, gdyby skupiło się na jednym, dobrze poprowadzonym wątku zamiast rozpraszać uwagę kilkoma naraz. W horrorze – zwłaszcza komiksowym – mniej często znaczy więcej. Tutaj zaś ambicja opowiedzenia wszystkiego naraz sprawia, że strach rzadko ma czas, by naprawdę zapuścić korzenie.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.