Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Seria „Tango” jest komiksem w samym założeniu mocno przerysowanym, by nie rzec – eskapistycznym. To pewne bardzo swobodne ujęcie motywu sensacyjnej opowieści, charakterystyczne dla kina sensacyjnego z końca lat 80. i początku lat 90.. Ale to nie oznacza, że to słaby komiks. Wręcz przeciwnie!
Mamy tutaj piękne plenery Ameryki Południowej i nie całkiem kryształowych, ale jednak w głębi ducha szlachetnych bohaterów. Mamy ponure i znów – niekoniecznie o czystych rękach – rządowe amerykańskie agencje, które mają swoje cele i konsekwentnie (by nie rzec – po trupach) do nich dążą. Jest tu gros pięknych kobiet, niebezpiecznych mężczyzn, których ego niejednokrotnie zdaje się być większe, niż realne zagrożenie, które powodują. Zwłaszcza w konfrontacji z głównym bohaterem, o wdzięcznym pseudonimie Tango, któremu udaje się unikać odpowiedzialności za dawne grzeszki, cieszyć pokaźnym, niekoniecznie uczciwie zdobytym majątkiem (ale jak okrada się przestępcę, to w sumie ok, prawda?), a w dodatku nieźle wodzić za nos zdawałoby się, że potężne DEA. Wszystko tutaj jest – jak zresztą w części pierwszej integrala – solidnie przerysowane, mało prawdopodobne i mocno życzeniowe. Co jednak nie zmienia faktu, że taki rys idealnie wpisuje się w przyjętą konwencję, a autorzy nijak nie dążą do brutalnego, surowego realizmu, stawiając na przyjemne, lekkie czytadło w sensacyjnej estetyce. I to się sprawdza. Twórcy nie udają, że opisują realny świat, prawdziwe problemy, rzeczywiste zło. Od początku zawierają z odbiorcami kontrakt, że to będzie pewna wyimaginowana wizja świata, oparta na określonych założeniach i stanowiąca solidną rozrywkę, mająca jednak z realizmem tyle wspólnego, co przygody pamiętnej Drużyny A.
Tango ze swoim przyjacielem, emerytowanym policjantem, Mariem, mają szelmowski plan odpoczywać na zasłużonej, przedwczesnej emeryturze, czerpiąc zyski z najmu apartamentów w zakupionej kamienicy. Oczywiście w przypadku postaci takich, jak tytułowy bohater nic nie może pójść łatwo, więc i on, tradycyjnie i zgodnie z przyjętą konwencją, szybko wpada w kłopoty. A raczej, to kłopoty znajdują jego. Czy to pod postacią dawnego „opiekuna” z amerykańskiej DEA, czy za sprawą lokalnych przestępców, za którymi oczywiście stoją potężniejsi i bardziej niebezpieczni przywódcy z przestępczego świata. Oczywiście nie na tyle niebezpieczni, by nie poradził sobie z nimi ktoś taki, jak Tango, łączący niesamowite umiejętności, niczym James Bond z pokładami niewyczerpywalnego, zdawałoby się, szczęścia. I jeśli nie wszyscy jego przyjaciele mogą to o sobie powiedzieć, to jednak nasz bohater w końcu większość z nich zdoła uratować, innych pomścić, a i samemu wykaraskać się z kłopotów. Wiadomo.
Lubię takie historie, bo stanowią znakomitą, lekką w tonie odskocznię od surowej, realistycznej estetyki, jaką wymuszałoby większe urealnienie opowiadanej historii. Tutaj wszystko jest umownie przerysowane, ale od początku mamy tego świadomość, od początku przyjmujemy tę zasadę i wręcz oczekujemy takiej, a nie innej konwencji. To trochę opowieści w duchu słynnej (wznowionej niedawno przez Egmont) „XIII – stki” Van Hamme’a i Vance’a. Choć tam spiski były większe, sięgające najwyższych amerykańskich władz, a same perypetie zdawały się mieć globalny zasięg i bardziej epicki wydźwięk, to jednak całość opiera się na podobnym, przerysowanym, ale urzekającym i chwytliwym w tym przerysowaniu sztafażu.
Pomagają w tym niewątpliwie staranne rysunki (Xavier), które dużo przestrzeni w poszczególnych kadrach i planszach oddają właśnie plenerom. Sielskość prezentowanych lokacji, nawet pomimo ogólnych niebezpieczeństw czyhających na bohaterów, łagodzą wydźwięk opowieści rozpisywanej przez Matza, zgrabnie ją uzupełniając i dopełniając ogólnego klimatu całości. To klasyczny frankofon, nieciążący ko graficznym eksperymentom, ale stawiający na umowny realizm kreski i skupienie na równi na postaciach, co detalach tła, mających stanowić żelazny element budowania atmosfery.
„Tango” to bardzo przyjemna seria sensacyjna, która stanowi przykład dobrego, lekkiego czytadła, stanowiącego odtrutkę po choćby ciężkich, bardzo ambitnych i w scenariuszu i w rysunku komiksach np. Mandioci czy Kultury Gniewu. Wydawnictwo Lost in Time skupiło się na swoistej niszy frankofońskiego (głównie) komiksu rozrywkowego i bardzo dobrze się w tej konwencji czuje, serwując co rusz kolejne, warte uwagi albumy, bądź serie. Już po pierwszym tomie „Tanga” wiedziałem, że jest dobrze. Tom drugi tylko jakość serii potwierdza. Zdecydowanie warto sięgnąć.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.