Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Poprzedni komiks spod szyldu “Przeznaczenie X” pod względem jakości historii nie nastrajał optymistycznie. Czy w przypadku “Nieśmiertelnych X-Men” to odczucie się zmieniło?
Mimo, że jesteśmy już po evencie “Sąd ostateczny” to wciąż odhaczamy jego różne odsłony w komiksach poświęconych marvelowskim mutantom. Spojrzeliśmy już na te wydarzenia oczyma oficjalnej drużyny X-Men, a teraz mamy okazję przyjrzeć się dokładnie działaniom z tego okresu w wykonaniu Rady Krakoi, która zrzesza najbardziej wpływowych mutantów. Czy jest lepiej, czy jest ciekawiej?
Cóż, na pewno od pierwszych stron jest intrygująco. Scenarzysta daje nam do zrozumienia, że w tej rozgrywce najwazniejszymi postaciami będa Destiny i Mister Sinister - ich dramatyczne spotkanie sprzed naprawdę wielu, wielu lat tylko zaostrza czytelniczy apetyt. Tajemnice, zabawy z czasem, igranie z przeznaczeniem - tego oczekujemy po takim obiecującym wstępie.
Teoretycznie właśnie to dostajemy w dziesięciu zeszytach stworzonych przez Kierona Gillena, który najwyraźniej przejął schedę po Jonathanie Hickmanie i zawiaduje w Marvelu przygodami mutantów. “Sąd ostateczny”, a w szczególności poprzedzający ten event album “Przedwieczni” były jego popisem - od czasu rozpoczynającej sagę o Krakoi opowiesci Hickmana nie czytałem równie angażującego komiksu z Marvela. Niestety “Nieśmiertelni X-Men” to już nie ten poziom, choć pewne rozwiązania sprawiają, że i tak chcemy wiedzieć, jak ta historia dalej się potoczy.
Po wspomnianym wyżej wstępie, fabuła już we współczesności rozpoczyna się od rezygnacji Magneto z miejsca w Radzie. Jego następczynią zostaje młoda Hope, która wśród mutantów ma wyjątkową pozycję jest kluczowa dla procesu przywracania mutantów dożycia do , a my z zeszytu na zeszyt obserwujemy działania gremium podczas kolejnego kryzysu - każdy zeszyt poświęcony jest konkretnej postaci, z jej narracyjnym punktem widzenia. Ogólne wrażenie jest takie, że Rada więcej gada niż robi, a jeśli już rozmawiają - to z ich rozmów i przedstawianych przez Gillena wydarzeń bije rodzaj irytującej emfazy, co w efekcie zakłóca płynność tej historii.
Mam taką koncepcję, że ten sposób przedstawienia mutantów ze szczytu hierarchii Gillen zastosował z premedytacją - oni mają nas irytować, mamy wzdychać przewracając kolejne karki komiksu, mamy też czekać na jakiś moment, który zakłóci ten obraz i pokaże, o co tu toczy się rozgrywka. I ten moment nadchodzi, zgodnie z przewidywaniami Destiny. Ale fakt, że za zaburzeniem balansu stoi najbardziej zaburzony psychicznie i emocjonalnie mutant spośród członków Rady może wprawić czytelnika w konsternację. Zwłaszcza, że od początku komiksu ta postać była pokazana w przerysowany sposób. A jednak ten rodzaj infantylizmu w połączeniu z wyjątkowymi, naukowym zdolnościami Mistera Sinistera jest do tego stopnia niespodziewany, że aż intrygujący i ciekawie wróży na przyszłość.
Mamy zatem jakby dwie strony medalu tej lektury. Jedna to znużenie fabułą, która zdaje się nie prowadzic do niczego konkretnego mimo bombastycznego tytułu. - a wątek Krakoi jednak wymaga konkretów i ważnych rozwiązań. Co z tego, skoro ta wizja rozmywa się i być może wcale nie idzie w kierunku,w którym chciał ją poprowadzić Jonathan Hickman. Druga strona to postawienie na Mistera Sinistera w roli siły napędowej tej oraz z pewnością dalszej fabuły - jest to tak zaskakujące i trochę nie do pomyślenia, że aż rodzi autentyczną ciekawość. A zatem jakiś kredyt zaufania ten rozłażący się w szwach krakoański ongoing wciąż dostaje, ale jest on coraz mniejszy i boję się, że w rezultacie może zmaleć do zera. To się okaże, co znaczy, że jeszcze przez jakiś czas, choć z dużą dozą samozaparcia, będę śledził losy mutantów Marvela.