Upadek X: Nieśmiertelni X-Men

Immortal X-Men Vol. 4

Porównaj ceny

Szczególnie polecamy

Pozostałe księgarnie

Szczegóły wydania

Opinie redakcji
Avatar
Tomasz Miecznikowski
09.01.2026

Poprzedni komiks spod szyldu “Przeznaczenie X” pod względem jakości historii nie nastrajał optymistycznie. Czy w przypadku “Nieśmiertelnych X-Men” to odczucie się zmieniło?

Mimo, że jesteśmy już po evencie “Sąd ostateczny” to wciąż odhaczamy jego różne odsłony w komiksach poświęconych marvelowskim mutantom. Spojrzeliśmy już na te wydarzenia oczyma oficjalnej drużyny X-Men, a teraz mamy okazję przyjrzeć się dokładnie działaniom z tego okresu w wykonaniu Rady Krakoi, która zrzesza najbardziej wpływowych mutantów. Czy jest lepiej, czy jest ciekawiej?

Cóż, na pewno od pierwszych stron jest intrygująco. Scenarzysta daje nam do zrozumienia, że w tej rozgrywce najwazniejszymi postaciami będa Destiny i Mister Sinister - ich dramatyczne spotkanie sprzed naprawdę wielu, wielu lat tylko zaostrza czytelniczy apetyt. Tajemnice, zabawy z czasem, igranie z przeznaczeniem - tego oczekujemy po takim obiecującym wstępie.

Teoretycznie właśnie to dostajemy w dziesięciu zeszytach stworzonych przez Kierona Gillena, który najwyraźniej przejął schedę po Jonathanie Hickmanie i zawiaduje w Marvelu przygodami mutantów. “Sąd ostateczny”, a w szczególności poprzedzający ten event album “Przedwieczni” były jego popisem - od czasu rozpoczynającej sagę o Krakoi opowiesci Hickmana nie czytałem równie angażującego komiksu z Marvela. Niestety “Nieśmiertelni X-Men” to już nie ten poziom, choć pewne rozwiązania sprawiają, że i tak chcemy wiedzieć, jak ta historia dalej się potoczy.

Po wspomnianym wyżej wstępie, fabuła już we współczesności rozpoczyna się od rezygnacji Magneto z miejsca w Radzie. Jego następczynią zostaje młoda Hope, która wśród mutantów ma wyjątkową pozycję jest kluczowa dla procesu przywracania mutantów dożycia do , a my z zeszytu na zeszyt obserwujemy działania gremium podczas kolejnego kryzysu - każdy zeszyt poświęcony jest konkretnej postaci, z jej narracyjnym punktem widzenia. Ogólne wrażenie jest takie, że Rada więcej gada niż robi, a jeśli już rozmawiają - to z ich rozmów i przedstawianych przez Gillena wydarzeń bije rodzaj irytującej emfazy, co w efekcie zakłóca płynność tej historii.

Mam taką koncepcję, że ten sposób przedstawienia mutantów ze szczytu hierarchii Gillen zastosował z premedytacją - oni mają nas irytować, mamy wzdychać przewracając kolejne karki komiksu, mamy też czekać na jakiś moment, który zakłóci ten obraz i pokaże, o co tu toczy się rozgrywka. I ten moment nadchodzi, zgodnie z przewidywaniami Destiny. Ale fakt, że za zaburzeniem balansu stoi najbardziej zaburzony psychicznie i emocjonalnie mutant spośród członków Rady może wprawić czytelnika w konsternację. Zwłaszcza, że od początku komiksu ta postać była pokazana w przerysowany sposób. A jednak ten rodzaj infantylizmu w połączeniu z wyjątkowymi, naukowym zdolnościami Mistera Sinistera jest do tego stopnia niespodziewany, że aż intrygujący i ciekawie wróży na przyszłość.

Mamy zatem jakby dwie strony medalu tej lektury. Jedna to znużenie fabułą, która zdaje się nie prowadzic do niczego konkretnego mimo bombastycznego tytułu. - a wątek Krakoi jednak wymaga konkretów i ważnych rozwiązań. Co z tego, skoro ta wizja rozmywa się i być może wcale nie idzie w kierunku,w którym chciał ją poprowadzić Jonathan Hickman. Druga strona to postawienie na Mistera Sinistera w roli siły napędowej tej oraz z pewnością dalszej fabuły - jest to tak zaskakujące i trochę nie do pomyślenia, że aż rodzi autentyczną ciekawość. A zatem jakiś kredyt zaufania ten rozłażący się w szwach krakoański ongoing wciąż dostaje, ale jest on coraz mniejszy i boję się, że w rezultacie może zmaleć do zera. To się okaże, co znaczy, że jeszcze przez jakiś czas, choć z dużą dozą samozaparcia, będę śledził losy mutantów Marvela.

Oceny i opinie
Średnia ocen
Brak głosów
Ładuję ...
Liczba ocen
Brak głosów
Ładuję ...
Brak głosów
Ładuję ...

Dodaj komentarz