Były porucznik Eddie Gundersen wraca na planetę Belzagor, gdzie zostawił młodzieńcze złudzenia, miłość swojego życia i wstydliwą kolonialną przeszłość. Dowiaduje się, że ten bujny, zielony raj został oddany dwóm inteligentnym gatunkom: nildorom i sulidorom. Zmierzając z ekspedycją ku granicom znanych krain, Gundersen musi stawić czoła swoim demonom i wyrównać rachunki z planetą, która nadal kryje wiele tajemnic. Oparta na motywach bestsellerowej opowieści Roberta Silverberga o skutkach kolonializmu i poszukiwaniu transcendencji adaptacja Philippe’a Thibaulta („Miss”, „Balkans Arena”) i nagradzanej graficzki Laury Zuccheri („The Swords of Glass”) rzuca nowe światło na klasyczną, ale w pełni aktualną powieść science fiction.
07.2020
I
Kolor
Twarda
216x285 mm
108
69,99 zł
9788328197350
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Komiks „W dół, do ziemi” to adaptacja książki R.Silverberga o tym samym tytule. Nie czytałem książki, tak więc podchodziłem do adaptacji ze świeżym spojrzeniem. Mając dodatkowo na uwadze, że jest to fantastyka naukowa, tym bardziej zabierałem się za lekturę z dużymi oczekiwaniami.
Autor rzuca czytelnika w bliżej nieokreśloną przyszłość, w czasy gdy ludzka eksploracja odległych światów jest czymś zwyczajnym. Na jedną z planet trafia młody mężczyzna, ambitny porucznik Gundersen, który za wszelką cenę zamierza piąć się po szczeblach kariery. Nie ukrywa przy tym swej niechęci do gatunków naturalnie zamieszkujących to miejsce. Zanim czytelnik dowie się coś więcej o realiach planety, następuje przeskok czasowy i okazuje się, że Gundersen wraca na nią ponownie po 8 latach, już jako swego rodzaju najemnik zatrudniony przez parę naukowców. Dopiero teraz cała historia nabiera tępa, a wplecione retrospekcje z jego wcześniejszego pobytu rozwijają opowieść nadając jej głębszego sensu. Ale czy z powodzeniem?
Czytając ten komiks starałem się rozwikłać zagadkę, chciałem zrozumieć, co ukryte jest za schematami fantastyki eksploracyjnej. A może niepotrzebnie doszukiwałem się w tym komiksie drugiego dna? Może poza uszanowaniem natury i rdzennych kultur autor nie miał nic więcej do powiedzenia?
Być może moje problemy z odbiorem wynikają ze specyficznej narracji, z przyjętych założeń fabularnych, które go nie ułatwiają. Nawet kwestia tak prozaiczna jak linia czasowa nie daje tutaj prostych odpowiedzi, a wręcz zaciemnia cały obraz. A może po prostu w tym wypadku przeniesienie na język komiksowy powieściowego pierwowzoru i okrojenie jego objętości nie było najlepszym wyjściem?
Jeśli miałbym pokusić się o przywołanie tytułów, których fani powinni równie dobrze bawić się przy „W dół…”, to zdecydowanie zachęcałbym fanów twórczości Leo. Jeśli cenicie takie serie jak np. „Aldebaran”, jeśli fascynują Was kwestie dotyczące eksploracji innych ekosystemów, to jest to komiks skrojony pod Wasz gust.