Po premierze pierwszych „Gwiezdnych wojen” młody George Lucas nie jest już zwariowanym marzycielem, którego nikt nie bierze na poważnie. Staje się triumfatorem box office, milionerem z wieloma asami w rękawie – może więc sam decydować o swojej przyszłości. Pragnie raz na zawsze wyzwolić się od dyktatury wielkich wytwórni i postanawia zaryzykować wszystko, co posiada, żeby samodzielnie sfinansować kolejny film. Ta decyzja będzie miała jednak poważne konsekwencje…
Druga część trylogii „Wojny Lucasa” to opowieść o zapomnianej drodze przez mękę, czyli o kulisach produkcji „Imperium kontratakuje”.
Tragedie, konflikty i nieprawdopodobne wypadki – oto jak wyglądała realizacja tego filmu. Problemy związane z kręceniem poprzedniej części wydają się przy tym niemal błahe… Ta prawdziwa droga przez mękę wiele Lucasa kosztowała, jednak film, który udało się stworzyć, jest dziś uważany za klejnot całej sagi.
W komiksie, wśród zaskakujących informacji i anegdot, znalazło się też miejsce na czarujący skok w bok – do początków powstawania serii „Indiana Jones”.
24.10.2025
I
Kolor
Miękka ze skrzydełkami
165x210 mm
208
72,00 zł
9788368346428

Zaskakujące, bo zwykle stronię od materiałów i publikacji serwujących wieści ze świata ogólnie rozumianych mediów, zwłaszcza w kontekście wieści z życia twórców i aktorów. Ale inaczej ma się sprawa, kiedy bierzemy na tapet kręcenie najważniejszej fantastycznej trylogii w historii kina. Wtedy mam — nie pierwszy raz zresztą — wielką ochotę zajrzeć za kulisy produkcji.
Szans na to było już w historii polskiego rynku wydawniczego wiele. Przywołam choćby opasły tom „Gwiezdne Wojny” Chrisa Taylora (ZNAK), czy „George Lucas. Gwiezdne Wojny i reszta życia” Briana Jaya Jonesa (Wielka Litera). Ale w przypadku komiksowej opowieści szansa na poznanie kuluarów powstawania gwiezdnej sagi pojawiła się dopiero za sprawą Wydawnictwa Lost In Time i komiksu „Wojny Lucasa”, duetu Laurent Hopman, Renaud Roche. Część pierwsza – rzecz oczywista – opowiadała bynajmniej nie usłaną różami drogę do powstania „Nowej nadziei”. Epizod drugi skupia się – co również spodziewane – na kolejnej części tj. „Imperium kontratakuje”.
I to odsłona filmowej sagi równie ciekawa, jak pierwsza, choć w rzeczywistości znacząco różni się jej ciężar, bo i sam główny bohater opowieści startuje z zupełnie innego poziomu.
Lucas jest wręcz bożyszczem Hollywood. I człowiekiem, który z niczego stworzył istnego złotego cielca, jakiego wielbią fani na całym świecie. Jest też – dzięki sukcesowi pierwszego filmu z serii – również milionerem. Sukces jednak go nie zmienił i nadal pozostał z grubsza tym samym marzycielem, co wcześniej. Tyle że z zupełnie odmienną pozycją negocjacyjną praktycznie na każdym polu.
Kontynuacje zawsze obarczone są ryzykiem. A ryzyko owo wzrasta wykładniczo wraz ze wzrastającym poziomem popularności części pierwszej.
Przez to Lucas zderza się z podobnymi problemami, co wcześniej – nikt nie za bardzo wierzy, że da się choćby dogonić sukces pierwszego filmu, a co dopiero go przebić. Z drugiej strony – nauczony doświadczeniem – przemysł filmowy w USA nie chce ponownie stracić szansy na gigantyczny zarobek. W końcu uzdolniony reżyser pokazał już raz, jak zmienić kamienie w złoto, ogrywając przy okazji niepotrafiącą wyczuć koniunktury wytwórnię.
Ale wspomniałem już, że Lucas nadal pozostał trochę naiwnym marzycielem z wizją. Więc wobec sceptycyzmu wytwórni, postanawia postawić wszystko na jedną szalę… i zainwestować własne pieniądze w produkcję. Oczywiście problemy się piętrzą, zdjęcia przedłużają, a tym samym budżet rośnie poza zaplanowaną skalę… I, mimo że znamy finał i wiemy, że „Imperium kontratakuje” nie tylko powstanie, ale też odniesie równie spektakularny sukces, co pierwsza cześć, to jednak nie odejmuje to fascynacji z lektury i towarzyszącego przy opisach kolejnych przeciwności napięcia. Niby prosta historia bez zaskoczeń, ale jednak jest coś fascynującego w prezentacji, jak wiele mogło się nie udać, jaki ogrom determinacji i poświęcenia całej ekipy był potrzebny, by doprowadzić przedsięwzięcie do szczęśliwego końca.
Graficznie to nadal prosta, aczkolwiek staranna praca, która może nie jest czymś przesadnie odkrywczym artystycznie na komiksowym rynku, ale pozwala udanie sportretować rzeczywiste postaci, by były rozpoznawalne i czytelne, a zarazem nie trąciły lekceważeniem (jak np. w komiksowej biografii Elona Muska autorstwa Daryla Cunninghama) . Tutaj quasi mangowy styl w połączeniu z ograniczoną paletą barw całkiem sprawnie komponuje się z opowieścią.
Nic, tylko czytać. I oglądać.
„Wojny Lucasa”, zarówno Epizod II, jak i całość serii to historia marzenia i determinacji w pokonywaniu przeciwności. To swoista kronika pewnego zjawiska w ramach Hollywood, które szybko stało się popkulturową ikoną. I zmieniło historie kina już na zawsze i nieodwracalnie.
Przy okazji, trochę pobocznie, mamy szansę zajrzeć na plan innego klasyka – pierwszej części przygód Indiany Jonesa, równie ikonicznego tytułu, co same „Gwiezdne Wojny”. I kolejnego solidnego elementu hollywoodzkiej historii, czyniącej z niepoprawnych marzycieli popkulturowych gigantów.
Polecam każdemu fanowi „Gwiezdnych Wojen”, kina fantastycznego, ale trochę też kina ogółem. Fascynatom historii Hollywood lub szerzej – popkultury, również. Zresztą niewielu osobom bym nie polecił. Bo czasem fakty potrafią być równie zajmujące, co najzmyślniejsza fikcja.
3 oceny Show votes.
3 oceny Show votes.
3 oceny Show votes.