Opowieści o twardzielach z wielkimi giwerami mogą być nośnikiem głębszych treści – wywiad z Janem Kabacińskim

Data publikacji

18.03.2025 08:00

Z Janem Kabacińskim, piewcą kultury lat 90., twórcą serii 90s FOREVER oraz Gore Cop, rozmawiam m.in. o Robie Liefeldzie, o tym czy to dobry czas dla debiutantów, o szukaniu własnej drogi na rynku komiksu oraz o wydanym niedawno PARADISIO. Zapraszam.

Jak to jest z tymi latami 90. u Ciebie. Albo one albo śmierć?

Lata 90. to przede wszystkim okres, którym inni twórcy nie byli do tej pory zainteresowani. Możliwe, że znaczna część się go bała, albo zwyczajnie nie umiała eksploatować. W każdym razie lepiej dla mnie, bo mam swoją niszę, w której jestem królem i to mi pasuje. Najntisy oferują tak bogaty przekrój motywów, że aż szkoda z tego nie czerpać, a jako że uwielbiam głównie kino akcji, to sam też robię komiksy akcji. Uwierz mi, że nie ma do tego lepszego settingu niż lata 90. Ten okres to dla mnie również szczęśliwe dzieciństwo, ale nie jest absolutnie tak, że utknąłem w najntisach i nie dam się z nich wyciągnąć — od czasu do czasu włączę sobie coś współczesnego, lub klasykę. Na przykład wczorajszy wieczór spędziłem na oglądaniu filmów Kurosawy. Ponadto opowieści o napakowanych twardzielach z wielkimi giwerami mogą być pięknym nośnikiem dla nieco głębszych treści – tak jak ma to miejsce w PARADISIO.

No właśnie. Twoje poprzednie produkcje to czysta rozrywka, bez dorabiania ideologii czy głębi, akcja, rozpierducha i freestyle tworzone bez scenariuszy. PARADISIO, mam wrażenie, było już tworzone zupełnie inaczej.

To, co zrobiłem wcześniej, to była dopiero rozgrzewka — swoiste badanie gruntu. Teraz gdy już mam pełną swobodę, jeśli chodzi o poruszanie się w tej konkretnej estetyce, mogę rozwinąć skrzydła. Moje wcześniejsze komiksy były swoistym hołdem dla tej wybranej epoki, a teraz w końcu stanowią samodzielną i koherentną całość. Nawiązania i smaczki zaczęły w końcu pełnić rolę ozdobną, a na piedestale postawiłem treść. Dalej jest krwawo i grubo, ale to już coś zupełnie innego niż chociażby trylogia 90s FOREVER, która była festiwalem nawiązań do ulubionych dzieł z lat 90 (i nie tylko), czy GORE COP będący tak naprawdę szalonym eksperymentem formalnym. 

Jeśli chodzi o PARADISIO to od początku wiedziałem, że będzie to dopracowana i zamknięta całość. Scenariusz, z którego korzystałem po raz pierwszy w życiu, ewoluował przez niemalże cały okres tworzenia — zwłaszcza sama końcówka, którą wymyśliłem na nowo jakiś miesiąc przed drukiem. Gdy wywaliłem do kosza prawie 20 gotowych stron i narysowałem krótszy i o wiele mocniejszy w wydźwięku finał — dopiero wtedy poczułem, że komiks jest gotowy, a ja przekazałem nim wszystko to, co chciałem. Od tej pory również chcę, żeby każdy mój kolejny projekt był znacząco inny od poprzedniego, ale jednocześnie, żeby można łatwo odnaleźć między nimi jakiś wyraźny punkt wspólny — taki mój swoisty znak rozpoznawczy. Kreskę mam już wyrobioną i bardzo charakterystyczną, więc teraz pora uczynić to samo ze snuciem opowieści.

I mocno inspirowaną Robem Liefeldem.

Oczywiście — w końcu w budowaniu mięśniaków Rob był niekwestionowanym królem. Niestety na jego współczesne prace nie jestem w stanie już patrzeć, bo jakoś po 2000 roku za bardzo przejął się zdaniem hejterów i stara się teraz robić wszystko anatomicznie poprawnie, a o anatomii zbyt dużego pojęcia niestety nie ma i chyba nigdy nie miał. Podobnie jak ja zresztą. W sumie nie czuję nawet, żeby było mi to do czegokolwiek potrzebne. Sztuka ma działać i wyzwalać emocje, a nudnych, nijakich i „poprawnych” komiksów mamy już ponad miarę — wystarczy wejść na Webtoon. Tych najntisowych przekotów, których uwielbiam, jest zresztą więcej — Stephen Platt, Marc Silvestri czy Jae Lee robili wtedy genialne rzeczy. Bardzo lubię też tę cyzelowaną „brzydotę” Steve’a Dillona. Od każdego z nich zaczerpnąłem na pewno tego i owego i tak to się wszystko wyklarowało. Uwielbiam też Johna Romitę Juniora i jego dwuczęściową miniserię Blood&Metal – to prawdziwa biblia tego jak należy rysować shoulder pady.

Paradisio wywiad 1

Czyli kiedyś to było, a teraz to nie ma?

Nie do końca, chociaż od dawna już wyraźnie widać mocną wtórność w popkulturze. Bezdyskusyjnie tkwimy cały czas w erze remake’u i bardzo brakuje nowych pomysłów. Na szczęście nie dotyczy to polskiego komiksu, który jest szalenie ciekawy i bogaty. Cały czas pojawiają się również nowi i fascynujący twórcy, więc wszystko bardzo szybko się rozwija. Oczywiście i tu, tak jak wszędzie, znaleźć można całe mnóstwo wtórnego syfu, ale szkoda w ogóle poświęcać czas, żeby o nim mówić. 

Z przeszłości można też wspaniale czerpać i tworzyć przy tym bardzo świeże rzeczy, czego najdobitniejszym przykładem jest chociażby WREligion Pawła Mączewskiego, z którym miałeś ostatnio okazję przeprowadzić wywiad (tak po prawdzie to w sumie obaj mieliśmy, ale mój nagrany odcinek z Pawłem jeszcze czeka w kolejce na publikację). Moim zdaniem WREligion razem z PARADISIO to jak dotąd najlepsze polskie komiksy, jakie ukazały się w tym roku. Trochę wcześniej mieliśmy też genialne Futuro Darko Krzysztofa Nowaka, które bardzo zręcznie reinterpretuje motywy postapo, wplatając w nie polską myśl technologiczną. A zauważ, że w tym momencie mówię tylko i wyłącznie o debiutantach.

W ostatnich latach pojawiło się całe mnóstwo świetnych debiutantek i debiutantów. Sam jesteś przedstawicielem tej fali. Czy teraz jakoś łatwiej wyjść do ludzi ze swoją twórczością czy może to efekt czegoś innego? Jak to wyglądało z Twojej perspektywy?

Gdy zadebiutowałem latem 2019 roku, to była zupełnie inna rzeczywistość — takie ostatnie spokojne oddechy przed pandemią i wojną. Pamiętam, że środowisko było wtedy bardziej hermetyczne, a mi samemu przez jeszcze długi czas zdarzało się zderzyć z — delikatnie mówiąc — niezbyt przychylnymi opiniami. Zawsze jednak brałem to na karb frustracji twórców, czy “recenzentów”, która nie miała tak naprawdę nic wspólnego ze mną, a była jedynie projekcją negatywnych emocji, z którymi dana osoba nie potrafiła sobie poradzić. Okres postpandemiczny był prawdziwym game changerem i mam wrażenie, że dopiero wtedy środowisko otworzyło się mocniej na nowych twórców i twórczynie, których pojawiło się wówczas całe mnóstwo — w końcu co lepszego można robić podczas lockdownu niż rysować komiksy?

Teraz Komiksowo jest już zbyt rozległym i kolorowym tworem, żeby rozpamiętywać te negatywne rzeczy. Praktycznie od samego startu miałem też ogromne wsparcie od Łukasza Kowalczuka, który jeszcze w 2019 roku zaprosił mnie wraz z kilkoma innymi debiutującymi twórcami do swojego projektu Zine Tank, który z kolei pomógł mi rozwinąć się do tego stopnia, że chwilę po nim wydałem 90s FOREVER 2.0 – pierwszy komiks, z którego jestem zadowolony po dziś dzień. Obecnie z Łukaszem pracujemy nad wspólnym projektem i gdyby nie jego cierpliwość i chęć do dzielenia się swoim ogromnym doświadczeniem, pewnie nie wydawałbym komiksów w takiej formie, w jakiej wydaję je teraz. Dziś zadebiutować i opublikować komiks jest zdecydowanie łatwiej, bo mniej jest toksyczności i panuje otwartość oraz zdrowa konkurencja. Cały sekret tkwi w ludziach — w środowisku wreszcie dominują osoby z pozytywnym nastawieniem do życia, a sfrustrowani krzykacze kiszą się gdzieś w swoim brunatnym sosie.

Wróćmy do PARADISIO. Mamy tu polską rzeczywistość okresu przemian ustrojowych podpimpowaną wybuchowym amerykańskim szlamem spod szyldu wczesnego Image Comics. Miałeś jakieś trudności w pożenieniu tych dwóch zjawisk?

Niespecjalnie, bo koncept uniwersalnego żołnierza jest nomen omen uniwersalny. Dodatkowo to nieoczywiste połączenie realiów Polski czasu przemian ustrojowych z wielkimi bykami ubranymi w shoulder pady jest właśnie w tym wszystkim najbardziej sexy. PARADISIO to zdecydowanie jeden z najodważniejszych komiksów na polskiej scenie i to, co ma robić, robi nadzwyczaj dobrze — klepie po nerkach, szokuje, bawi i cały czas skłania do myślenia. Kolejna część zaplanowanej trylogii, będzie już zupełnie o czym innym, ale najpewniej znów będzie bazować na połączeniu ze sobą dwóch z pozoru „niepołączalnych” rzeczy. Uwielbiam bawić się formą, a taki mariaż jest dla mnie kwintesencją i zarazem sensem tworzenia komiksów.

Dla mnie poszukiwanie tego typu settingów jest też konieczne, żeby zachować świeżość i się nie znudzić. Poza tym mam poczucie, że znajdujemy się aktualnie w przełomowym momencie rozwoju „rynku” komiksowego w Polsce (rynku, póki co jeszcze w cudzysłowie, z perspektywy polskich twórców) i tego typu eksperymenty są wręcz konieczne, żeby sięgnąć po zupełnie nowe grupy odbiorców. Polskich komiksów autobiograficznych, opowiadających o osobistych problemach i rozterkach autorów jest już dość. Teraz pora na coś ciekawego.

Paradisio wywiad 3

Masz ambicję stworzyć nowy popkulturowy wzorzec polskiego twardziela? Czerpiący zarówno np. z Pasikowskiego jak i właśnie Liefelda?

Nie mam chyba takiej potrzeby, ale na pewno chciałbym dodać tym archetypicznym już postaciom nieco więcej głębi. Taki płaski, sztampowy bohater jest na dłuższą metę straszliwie nudny i sprawdza się tylko w określonej konwencji. Ja chciałbym tę konwencję mocno rozszerzyć i w przyszłości poeksperymentować z innymi gatunkami — możliwości jest naprawdę sporo. Kino akcji (a w tym przypadku komiks akcji) jest o tyle wdzięczne, że można je łączyć praktycznie ze wszystkim i naprawdę rzadko kiedy wygląda to dziwnie, a znacznie częściej intrygująco.

Podobnie jest u Ciebie z grafiką. Sporo w PARADISIO Liefelda, choć stopy rysować umiesz, trochę Kowalczuka, ale też mnóstwo eksperymentów: z kadrowaniem czy przejściami między barokową rozwałką a sterylnym minimalizmem.

Stopy chyba faktycznie idą mi całkiem nieźle, ale za to z dłońmi jest zdecydowanie gorzej. Generalnie staram się zmieniać dynamikę, żeby nie znudzić czytelnika. Tak właściwie, to żeby nie znudzić siebie, ale wychodzę z założenia, że to, co podoba się mi, spodoba się również innym. Bardzo lubię szerokie kadry i pewną ascezę formalną, ale tylko od czasu do czasu, bo rytm to podstawa budowania opowieści. Więcej niż z komiksów innych twórców czerpię zdecydowanie z kina — stąd na przykład moje zamiłowanie do szerokich, „ekranowych” paneli umieszczanych jeden pod drugim. Uwielbiam zarówno szaleństwo Johna Woo, jak i ascezę Takeshiego Kitano. Dynamikę Johna Wicka, jak i statyczność Breaking Bad. Bardzo lubię tworzyć kontrasty, bo nie ma nic gorszego niż nuda w trakcie konsumpcji jakiegokolwiek tekstu popkultury. Tego za wszelką cenę chciałbym uniknąć.

Studio Lain świętuje sprzedażowy sukces Darkness, jest spore ciśnienie na Spawna, dzieciaki znów noszą szerokie spodnie i rozciągnięte bluzy, a Ty wypływasz z niezalu na szersze wody. Lata 90. wracają do mody?

Mam nadzieję, że tak — w końcu! Moda na lata 80 trwa już zdecydowanie za długo, no ile można? Mam silne przeczucie, że żyjemy w takiej epoce końcowej, gdzie w perspektywie kilku, może kilkunastu lat, wszystko szlag trafi i chyba nie jestem w tym odosobniony. Lata 90 stanowią więc jakąś taką bezpieczną przystań, do której można na moment zakotwiczyć. Jeśli mowa o polskich realiach to oczywiście — z jednej strony były to czasy ekonomicznie szalone i pełne niebezpieczeństw, takich jak choćby silnie rozwinięta przestępczość zorganizowana. Patrząc jednak z nieco innej perspektywy, to były też czasy w miarę spokojne geopolitycznie — żadnych wojen w bezpośrednim sąsiedztwie, żadnego AI, żadnej pandemii. 

Niezwykle fascynująca jest również końcówka lat 90 i estetyka Y2K. Ta cała nadzieja, która przeszła chwilę później w euforię związaną z galopującym postępem technologicznym, z dzisiejszej perspektyw wygląda naprawdę uroczo. No bo któż by się wówczas spodziewał, że wraz z wygodą i większym komfortem życia, dostaniemy w prezencie nowe rodzaje uzależnień i innych zaburzeń psychicznych. Lata 90 były też ostatnią tak charakterystyczną dekadą we współczesnych dziejach — dekadą, która skumulowała w sobie różne tropy z lat poprzednich, zwłaszcza z ejtisów, po czym podniosła je do potęgi i zmiksowała z fluorescencyjnym brokatem. To wszystko jest tak piękne, że aż szkoda tego nie wykorzystać.

Paradisio

Scenariusz

Paradisio to elektryzująca podróż do Polski lat 90., gdzie neonowe światła i brutalne realia transformacji ustrojowej odwracają uwagę od mrocznych tajemnic technologicznego eksperymentu. W obliczu rosnącej przestępczości, polska policja sięga bowiem po radykalne rozwiązania. „Paradisio” to pełna akcji historia o buncie, moralnych dylematach i poszukiwaniu własnej tożsamości, gdzie granice nauki, duchowości i technologii zacierają się w przerażający sposób. Jaki jest sens szukania odkupienia, gdy raj nie jest już rajem, a wszystkie ścieżki prowadzą do otchłani?

Kategoria

Science Fiction

Pochodzenie

Komiks polski

Wydawca Polski

Timof Comics

Data Wydania

21.02.2025

Wydanie

I

Druk

Czerń / Biel

Oprawa

Miękka

Format

170×240 mm

Liczba Stron

52

Cena Okładkowa

40,00 zł

ISBN

9788368259162

Zobacz