Pierwsze opinie były druzgocące – wywiad z twórcami uniwersum Ćmy
18.09.2026 07:00
Z twórcami uniwersum Ćmy rozmawiamy m.in. o tym, czy trudno się robi w Polsce komiksy, czy garnitury retro pomagają w marketingu i kiedy zobaczymy pełnometrażowy film aktorski z Ćmą. I o jeszcze wielu innych rzeczach.
NAPISZ MI ĆMĘ
Jak narodził się Ćma?
Tomasz Grodecki (ps. Tommy, scenarzysta, pomysłodawca Ćmy): Narodził się w głowie licealisty / studenta. Ten student, posiłkując się uczelnianym stypendium i nie zdradzając swojego wieku, najął do pracy starszego od siebie rysownika (pozdrawiamy Rafała!). Wspólnymi siłami stworzono komiks nominowany do Nagrody „Nowej Fantastyki”.
„Ćma” w dużej mierze powstawała w formie autoterapeutycznej, zrodzona z potrzeby zdrowego eskapizmu.
To od razu był pomysł na serię, na uniwersum? Czy z początku planowałeś one-shota… i zobaczymy, co będzie?
TG: Był to pomysł na serię, jednak każdy numer mógł być tym ostatnim. Pierwszy zeszyt kończył się suspensem, więc jako cel postawiłem sobie wydać przynajmniej kolejny. Bo potem przez parędziesiąt lat ludzie by mi wypominali, że zakończyłem historię cliffhangerem (śmiech).
Z tego względu nie chciałem, by dwie „Ćmy” były takie same. Każda musiała być unikatowa. Bo też każda mogła być ostatnią.
A skąd pomysł na to zakorzenienie w modernistycznym pogłosie stolicy? Ten retrofuturyzm?
TG: Warszawa to bliższa koszula ciału. Tylko o niej jestem w stanie pisać intymnie i autentycznie.
Dlaczego dwudziestolecie międzywojenne? To okres niezwykły z kilku powodów. Dopiero co odzyskaliśmy niepodległość, zamordowano prezydenta Narutowicza, Piłsudski dokonał zamachu stanu. Jak zajrzymy do kronik policyjnych Warszawy z tamtego okresu, to znajdziemy masę informacji o wyjątkowo silnej zorganizowanej i niezorganizowanej działalności przestępczej. Idealny czas i miejsce dla superbohatera.
Dlaczego retrofuturyzm? Bardzo chciałem opowiedzieć historię o smartfonowych zombie („Selfie trumienne” z pierwszego zeszytu – przyp. red.) i w tym celu postanowiłem stworzyć cały świat (śmiech). Mówimy tu o Warszawie na przecięciu trzech epok – w wieku XX osadzamy akcję, z wieku XXI czerpiemy problemy społeczne, zaś z XXII – nowoczesną technikę, która jakimś cudem przeniknęła do tego uniwersum.
UBIERZ MI ĆMĘ
Wikipedia podaje, że jesteś scenarzystą, dziennikarzem, prawnikiem. Do której profesji ci najbliżej? Kim czujesz się najbardziej?
TG: Batmanem, jako że pracuję głównie nocą (uśmiech).
A nie „czołowym polskim dandysem”? Twój styl przyciąga uwagę. To zamiłowanie do modowych retrostylizacji pojawiło się wcześniej, czy przyjąłeś je dla uzupełnienia marketingowej oprawy Ćmy?
TG: Niektórzy pytają, czy Ćma jest inspirowany moją osobą. Odpowiadam: to ja jestem inspirowany Ćmą. Przed wydaniem komiksu nie miałem zamiłowania do retro garniturów.
Jedna z najdziwniejszych rzeczy, jakie usłyszałem od nieczytelniczki: „nie czytam komiksów, ale śledzę wasz fanpejdż dla stylówek”.
A szerzej ujmując, to działa? Taki marketing, będący nie tylko produktem, ale też określonym image’em twórcy? Stylem bycia?
TG: Z jednej strony to zabieg marketingowy, ale też inspiracja twórcami, których cenię. Lubię sobie czasem popatrzeć na stylizacje Björk, Aurory, Gerarda Waya, Bowiego… Podoba mi się, jak potrafią być mocno odrealnione. Pomyślałem, że fajnie byłoby to przenieść do świata komiksu.
Dodam, że w naszym teamie absolutnie znakomite stylówy ma też Tomek Borkowski. Czuć w nich, nawet bardziej niż w moich, inspirację modą męską doby dwudziestolecia międzywojennego.
Ogólnie trudno było z Ćmą się przebić? Zaistnieć, dać zauważyć? Ukazuje się przecież w Polsce cała masa komiksu niezależnego…
TG: Droga od pomysłu na papier nie należała do najłatwiejszych. Znalezienie rysownika, wydawcy. Pozyskanie (czasem na własnych błędach) całego know-how. W końcu przygotowanie komiksu do druku czy stworzenie tzw. biblii serii. Mało brakowało, a przez pomyłkę pierwszy zeszyt „Ćmy” nie wyszedłby w formacie mangowym…
Z drugiej strony premiera była naprawdę głośna. I polaryzująca. Jedni chwalili nas za zerwanie z klasyczną konwencją superbohaterską. Inni mieszali z błotem za dokładnie to samo.
Niestety, czytałem też bardzo wiele nieprzyjemnych opinii, czy to od osób nieznających realiów rynkowych, czy zwykłych hejterów. Że cenię się bardziej niż Grzegorz Rosiński, bo próbuję sprzedać „Ćmę” za 15 zł, a przecież „Żbiki” są po dychu. Że komiks jest drogi, a na domiar złego czarno-biały! Dostawaliśmy nawet komentarze z wycieczkami personalnymi.
Polscy twórcy komiksów nie mają łatwo.
Inna kwestia to wyjście do Czytelnika, potrzeba marketingu. Wierutnym kłamstwem jest to, że dobry komiks zawsze sam się sprzeda. Posłużę się tu analogią filmową. Oba „Blade Runnery” były finansową klapą (nie porównuję się do Ridleya Scotta ani Denisa Villeneuve’a).
Ćma zaczynała w starym stylu – od zeszytówek. Później nadszedł czas komiksu prasowego w odcinkach (w „Nowej Fantastyce”). Ostatnio ukazał się pierwszy, dłuższy album z Ćmą w roli głównej. Co dalej?
TG: Od zeszytówek i to tych retro, bo 24-stronicowych. Do nas, w erze TM-Semica, docierały już „zbiorczaki”, zawierające w pakiecie dwa takie numery.
Rozwijamy się w trzech kierunkach: komiksowym, filmowym i animacyjnym.
Planujemy kolejny album w formacie „Żabiego królestwa”. Kolejne krótkometrażowe filmy spod obiektywu Kacpra Wilka. I nową animację autorstwa Zuzy Sokół. Oczywiście, co dwa miesiące „Ćma” dalej będzie ukazywała się w formie szortów na łamach „Nowej Fantastyki”.
Nie męczy cię tworzenie w obrębie jednego uniwersum, jednej postaci? Nie chciałbyś szukać innych obszarów fabularnej ekspresji? Świat Ćmy, mimo obszerności, jest jednak ograniczony…
TG: W pewnym momencie czułem takie znużenie. Obecnie – niekoniecznie, ponieważ pracuję również nad innymi projektami. Dopiero co oddaliśmy do druku „Mono no aware” – zrealizowaną we współpracy z Poland Japan Foundation i Timof Comics detektywistyczną historię o związkach Andrzeja Wajdy z Krajem Kwitnącej Wiśni.
Na MFKiG będzie można znaleźć mój szorciak „Breadcrumbing” – o miłości, smartfonach i zombie – w rocznicowej antologii Yelly Studio (rysunki: Rafał Nguyen Khac). Zostanie wtedy ogłoszony jeszcze jeden duży projekt, o którym na razie nie mogę rozmawiać.
A samopoczucie po premierze „Żabiego królestwa”? Są już pierwsze opinie? Jakiś konkretny feedback?
TG: Pierwsze opinie były druzgocące (śmiech). Myślałem, że się nie pozbieram (śmiech). Na premierę usłyszałem od pewnego skądinąd życzliwego nam krytyka, że tworzymy komiksy, które nie dotrą do szerokiego grona odbiorców.
Całe szczęście, poczta pantoflowa Czytelników okazała się bardzo dobra, kolejne recenzje (w zdecydowanej większości) również. W sieci można znaleźć opinie, że „Żabie królestwo” jest najlepszym komiksem z Ćmą.
Osoby, które nas wspierają, zdają sobie sprawę z realiów rynku. Wiedzą, że nie pływamy jachtami (a przynajmniej nie z wpływów komiksowych), ani nie ubieramy się w drogie garnitury (okej, tu bywa różnie…). To nie komiksy od wielkich korporacji, tylko ciężka praca garstki zapaleńców.
Pojawiają się w serii coraz to nowi rysownicy. Czasem to pojedyncze występy, czasem cykliczna praca nad kolejnymi odcinkami. Jest rysownik, którego chciałbyś na łamach „Ćmy” ugościć, a jeszcze okazji nie było? Takie marzenie scenarzysty?
TG: Jest wielu takich (uśmiech). Z absolutnie nierealnych – totalnie widziałbym animowaną „Ćmę” w wykonaniu Jamiego Hewletta. Albo taką japońską, od Yoshitaki Amano.
Z polskiego podwórka? Mamy sporo wymiataczy. Przemysław Truściński, Jakub Rebelka, Szymon Kudrański.
Moim prywatnym marzeniem jest zobaczyć także jakąś Ćmę (choćby w formie ilustracji) w wykonaniu Ani Krztoń (uśmiech).
Czekam też na tę ćmową piosenkę od Aurory (śmiech).
Jak przebiega współpraca z rysownikami? Kontrolujesz etapy prac bardzo ściśle? Czy dajesz im raczej wolną rękę, kreśląc jedynie szkic własnej wizji w scenariuszu, a formę kadrów, rozplanowanie plansz zostawiasz im?
TG: Wyróżniamy dwie podstawowe metody pisania komiksów. Propagowaną przez Stana Lee metodę Marvela, która polega na rzuceniu zarysu fabuły rysownikowi i dopisaniu dialogów, a czasem nawet całej historii, do już gotowych plansz, i full script, praktykowany m.in. przez Alana Moore’a, czyli rozpisanie bardzo obszernego scenariusza, w którym każdy szczegół ma znaczenie. Zdecydowanie bliżej mi do tej drugiej metody, choć staram się być elastyczny wobec rysowników. Dla przykładu rozkładówka z Warszawą z ostatniego albumu to w 100% dzieło Tomka. Scenariusz „Żabiego królestwa” liczył finalnie 57 stron formatu A4.
W trakcie prac nad „koi no yokan” zmieniłem metodę pisania. Kiedyś scenariusze powstawały z delikatnym wyprzedzeniem względem rysunków. Zakończenie pisałem jako ostatnie. Obecnie piszę je jako pierwsze. Byłem tzw. ogrodnikiem (podlewającym swoją historię i czekającym, co z niej wyrośnie), nie zaś architektem (rozpoczynającym prace od szczegółowego zarysu historii oraz planu wydarzeń).
Tomek Kontny (scenarzysta „Wydziału 7” – przyp. red.) złapał się za głowę, gdy usłyszał, że piszę jako ogrodnik (śmiech). Finalnie dołączyłem do klubu architektów.
Z początku nie lubiłem architektury, nie sprawiała mi radości. Obecnie czerpię z niej dużo frajdy, skupiając się na kreatywnym wypełnianiu historii małymi cegiełkami. Metoda ogrodnicza jest zbyt ryzykowna przy dłuższym metrażu (także dla samych rysowników).
NAMALUJ MI ĆMĘ
No właśnie – rysownicy. Seria gościła ich już niemałą liczbę. Jedni współpracują regularnie, inni pojawiają się gościnnie. Teraz chciałbym im oddać głos. Jak trafiliście do „Ćmy”?
Tomasz R. Borkowski (rysownik): Pojawiłem się na premierze pierwszego zeszytu w 2022 roku na Festiwalu Komiksowa Warszawa. Zostałem fanem serii, potem tworzyłem fanarty, które dwukrotnie były drukowane w nowych komiksach, aż w końcu w 2024 roku Tommy zaproponował mi współpracę nad fotokomiksem, który potem stał się „Epizodem 9”.
TG: Każdego roku widziałem Tomka na premierze nowej „Ćmy” na Komiksowej Warszawie. Najpierw przyszedł z recenzją komiksu. Kolejnego roku z fanartem. Za trzecim razem to ja zaproponowałem mu udział w projekcie. A robota była niewdzięczna (śmiech).
Planowałem fotokomiks i żaden z wyjadaczy nie chciał podjąć się tematu. To był jeszcze czas, w którym średnia wieku ekipy twórczej „Ćmy” była nieco wyższa (śmiech). Tomek z tego starcia zdecydowanie wrócił z tarczą.
Kacper Wilk (rysownik, animator, reżyser): Trafiłem [do ekipy] dosyć prosto, Ćma wpadła na mój radar, ja na
MFKiG, potem na Rafę [Janko], Rafa skierował na Tomka i potem wpadłem do Ćmy (śmiech).
Scenarzysta bardzo się czepia? Narzuca swoja wizję? On już odpowiedział, ale oddaję też głos Wam…
KW: Nie wiem, czy narzuca, scenariusze są dosyć dokładne, więc nie musimy się dużo domyślać, natomiast też jeśli trzeba to rozmawiamy, dyskutujemy. Wtedy często dodajemy od siebie sporo easter eggów.
TRB: Światem i bohaterami, których stworzył Tommy, rządzi zestaw zasad, które nie zawsze są oczywiste dla nas, rysowników. To prowadzi do okazjonalnych poprawek, ale to nie tak, że nie mamy na nic wpływu. Mamy dość sporo wolności artystycznej. Rzucamy własnymi pomysłami i zdarza się, że zdjęcie rysownika z prześcieradłem na głowie zrodzi zupełnie nowy wątek fabularny albo z inicjatywy artysty zostanie dodana nieplanowana strona z panoramą międzywojennej Warszawy. Ewentualnie jeden z nas będzie starał się ukryć Godzillę na jak największej liczbie stron.
Zdarza się wam sugerować, kto jeszcze mógłby, chciałby rysować „Ćmę”?
TRB: Nie przypominam sobie, żebym podsuwał potencjalnych rysowników, raczej pozostawiam szukanie talentów samemu scenarzyście.
KW: Czasami podpowiadamy Tommy’emu, np. tak do projektu poniekąd trafiła Zuza, ale to zawsze wychodzi serii na dobre.
TG: Rafa Janko zarekomendował Kacpra. Kacper – Zuzę. Czekamy na rekomendację Zuzy (śmiech).
A wasze marzenie – z którym (niekoniecznie polskim) artystą chcielibyście pracować?
KW: Bardzo fajnie byłoby zobaczyć narysowany przez siebie komiks, pokolorowany przez Mata Lopesa odpowiedzialnego między innymi za kolory w „Supergirl: Kobiecie jutra”, jednak to już marzenie (śmiech).
TRB: Szczerze mówiąc, nie myślałem o tym, ale to oznacza, że bardzo dobrze mi się pracuje z ludźmi, których mam dookoła siebie.
Wolicie rysować zeszytówki? Czy jednak dłuższe formy?
TRB: Chyba jednak zeszytówki, chociażby ze względu na to, że pracy jest mniej, feedback od czytelników jest szybszy, okres ekscytacji tytułem jest bardziej zadowalający względem czasu jego powstawania. Rysując dłuższą formę, przez kilka lat ryzykujemy wypaleniem się, a jak już uda się wydać taki grubaśny album, to najczęściej mówi się o nim przez 2-3 miesiące i zainteresowanie ludzi przeskakuje na inne, nowsze pozycje na rynku. Dla wielu artystów może to być demotywujące. Natomiast wydanie zeszytówki raz na kilka miesięcy to trochę taki zastrzyk dopaminy.
KW: Nie wiem, przy zeszytówkach plusem jest możliwość zobaczenia finalnego efektu znacznie szybciej niż przy dłuższych formach. Jednakże dłuższe formy często pozwalają na większą ilość ekspresji i spokojniejsze opowiadanie historii. Można się nią trochę bardziej podelektować.
Który z dotychczasowych numerów serii stanowił najtrudniejsze / największe wyzwanie?
TRB: Największe wyzwanie stanowiło rysowanie „Żabiego królestwa” ze względu na to, że tworzyło go dwóch artystów i trzeba było zachować spójność w wyglądzie postaci, scen, klimatu i kolorystyki. Na dwa / trzy miesiące przed wysłaniem plików do druku zrobiło się gorąco, zdecydowaliśmy się zaangażować Adama Rozińskiego w roli kolorysty, aby wyrobić się ze wszystkimi planszami na czas.
Wróćmy do Tommy’ego. Najtrudniejszym momentem pracy nad serią było / jest?
TG: Rok 2024. Przed premierą „Pierwszego kontaktu”. Niezmiernie cieszył mnie odbiór „Nasiona zła”, byłem z niego bardziej zadowolony niż z poprzednich odcinków, ale wtedy wkroczył największy killer polskiego komiksu. A nosi on imię: „POCZEKAM NA ZBIORCZE”.
Na domiar złego praca zawodowa coraz mocniej ograniczała moje zdolności twórcze. Miałem też kilka sytuacji kryzysowych w życiu prywatnym. Podskórnie czułem, że projekt może chylić się ku końcowi, a mnie czeka już wyłącznie poważna i nudna praca dorosłego człowieka (uśmiech).
„Ćma” zawsze była komiksem wydawanym zgodnie z punkową etyką do it yourself / zrób to sam. Poza rozpisaniem scenariusza czy dialogów w mojej gestii leżało nałożenie liternictwa, skład komiksu czy w końcu jego promocja.
Wówczas przy „Ćmie” nie działało tak liczne zaplecze, które mogłoby mnie wspomóc w rozwijaniu projektu. Dzięki Tomkowi, Kacprowi, Zuzie, Adamowi, Konradowi, Arturowi, Mateuszowi, Kubie, Rafałowi, Grześkowi i wielu, wielu innym życzliwym osobom jestem dalej w stanie robić to, co kocham.
A nie kusi cię wydanie dotychczasowych, zeszytowych odcinków serii w wydaniu zbiorczym? Np. w oparciu o crowdfunding?
TG: Kusi to mało powiedziane (uśmiech). Niektóre numery są już wyprzedane. Mogę natomiast zdradzić, że dostaliśmy zielone światło na stworzenie kolejnego albumu. Wydanie zbiorcze zeszytów zależy od dalszej sprzedaży „Żabiego królestwa”.
ZANIMUJ MI ĆMĘ
„Ćma” powoli wykracza poza komiksowe ramy. Ukazał się już utwór muzyczny, oraz teledysk, autorstwa artysty o pseudonimie Tronk. Powstała również krótkometrażowa animacja, mocno utrzymana w Kafkowskim duchu, zanimowana przez Zuzannę Sokół. Czym jeszcze Ćma nas zaskoczy?
Zuzanna Sokół (plakacistka, animatorka): Po naszej ostatniej animacji („Ćma: Kafka” składająca hołd utworom Franza Kafki – przyp. red.) chciałam stworzyć coś zdecydowanie spokojniejszego, a przy okazji odejść od dotychczasowej stylistyki i spróbować czegoś nowego. Tommy chyba musiał wyczuć, że mam ochotę na kolejne wyzwanie, bo ni stąd, ni zowąd dostałam od niego wiadomość z pytaniem, czy nie byłabym chętna wykonać dla niego kolejnej animacji. Oczywiście, zgodziłam się od razu, bez większego zastanowienia.
Sam scenariusz początkowo trochę mnie zaskoczył – zarówno ze względu na tematykę, jak i ogromną skrupulatność, z jaką został przygotowany. Z drugiej strony, jak wszyscy dobrze wiedzą, lubię nowe wyzwania, więc tym bardziej chciałam się z nim zmierzyć.
Trudno się pracuje z tak „ułożoną” wizją artystyczną? Ile masz dla siebie przestrzeni reżyserskiej?
ZS: Na szczęście we współpracy z Tommym nigdy nie miałam większych problemów ze zrozumieniem siebie nawzajem, a przede wszystkim z połączeniem naszych wizji artystycznych. Najczęściej wygląda to tak, że otrzymuję scenariusz, na jego podstawie tworzę storyboard, a następnie wspólnie ustalamy kierunek wizualny animacji. W trakcie tego procesu tłumaczę, dlaczego dana scena została przedstawiona w konkretny sposób, jakie znaczenie ma dany kadr, a także dlaczego niektóre pomysły ostatecznie zostały usunięte.
Bardzo cenię w naszej współpracy to, że Tommy jest niezwykle dociekliwy, ale jednocześnie pozostawia mi dużo przestrzeni na własne interpretacje i artystyczne eksperymentowanie. Dzięki temu mogę nie tylko realizować jego wizję, jak też w pewnym stopniu przemycać do projektu własny język wizualny.
Co w pracy nad tym szortem jest najbardziej wymagające?
ZS: Najbardziej wymagającą częścią nowej animacji nie okazało się wcale samo animowanie, ale… rozegranie całej partii pokera. Tommy po raz pierwszy zaprosił do naszego projektu dodatkową osobę – Kamila Gajewskiego – który pomógł nam od strony merytorycznej.
Kamil wielokrotnie tłumaczył mi zasady pokera, a także to, jak powinien wyglądać przebieg rozgrywki i jej dynamika. Przy takiej animacji każdy szczegół ma znaczenie, dlatego musiałam dobrze zrozumieć nie tylko same zasady gry, ale również sposób, w jaki poszczególne ruchy i decyzje wpływają na jej przebieg. Momentami było to zdecydowanie większym wyzwaniem niż samo rysowanie.
Kiedy premiera?
ZS: Sam proces tworzenia animacji rozpoczął się stosunkowo szybko. Po obronie magisterki mam więcej czasu, więc mogłam pozwolić sobie na bardziej regularną pracę nad projektem. Scenariusz otrzymałam w połowie sierpnia, a pierwsze klatki zaczęłam tworzyć pod koniec sierpnia lub na początku września.
Animacja nadal jest w trakcie tworzenia i zdecydowanie nie jest to projekt, który można zamknąć w kilka miesięcy. Myślę, że przede mną jeszcze co najmniej rok pracy. No dobrze, jeśli mam strzelać, to obstawiam wrzesień 2027.
Był moment zwątpienia? Myśl: a rzucam to w cholerę? U was obydwojga?
ZS: Oczywiście gdzieś z tyłu głowy pojawiały się momenty zwątpienia. Zastanawiałam się, czy ta animacja nie jest po prostu zbyt trudna. Nie tylko dla mnie – pod względem przekazania wszystkich zasad i informacji w czytelny sposób – ale również dla samego widza. Czy wszystko będzie zrozumiałe? Czy nie będzie zbyt monotonna? Czy ogromna ilość szczegółów nie sprawi, że zgubi się gdzieś główna historia?
To są pytania, które nadal czasami sobie zadaję. Z drugiej strony, kiedy patrzę na poszczególne klatki, które już udało mi się stworzyć, naprawdę mi się podobają. I chyba właśnie to jest dla mnie najważniejsze – mimo wszystkich wątpliwości nadal mam poczucie, że warto ją tworzyć dalej.
TG: Momenty zwątpienia przychodziły w kontekście serii komiksowej albo całego projektu, ale nie w przypadku animacji. Z krótkometrażówkami jest łatwiej. Piszę i edytuję scenariusz 3 dni, a potem rysownik męczy się z nim cały rok (śmiech).
SFILMUJ MI ĆMĘ
A film pełnometrażowy? Z aktorami – to w ogóle jest możliwe?
KW: Film pełnometrażowy zdecydowanie możliwy, na pewno determinacji nam nie brakuje. Troszkę gorzej jeśli chodzi o fundusze, ale wszystko jest do zorganizowania. Uważam, że „Ćma” byłaby idealną propozycją na detektywistyczne kino superhero, zdecydowanie, gdyby połączyć je trochę z Fincherowskim „Se7en” czy delikatnym horrorem. Może nawet pasowałby do niej sznyt Lynchowski.
TG: Kacper ma bardzo Hitchcockowski styl kręcenia filmów. Przed wejściem na plan cały film znajduje się w jego głowie. I nie tylko w głowie, ale i na papierze, bo każda klatka wcześniej zostaje narysowana przez niego w formie storyboardu i omówiona przez całą ekipę.
Tutaj nie ma przypadku, każde ujęcie jest wizją twórcy. Jest to też kino autorskie – Kacper reżyseruje, nagrywa, montuje film. W „Kolekcjonerze na zabój” (premiera 15 września) nagrał nawet muzykę!
Polskie kino jest gotowe na własnego superbohatera? Jeśli nie na wielkim ekranie, to może w coraz popularniejszym, serialowym formacie dla platform streamingowych?
KW: Myślę, że najwyższy czas, ale zdecydowanie nie byłbym za bezpośrednim powielaniem kalk z Zachodu. Potrzebujemy superbohatera z własnym spojrzeniem. Myślę, że Ćma byłby do tego idealny. W dzisiejszych czasach przy tej ilości mediów streamingowych serialowa opowieść o polskim superbohaterze byłaby czymś świeżym i odpowiadającym na potrzebę.
Spojrzeliśmy w przyszłość, a teraz – na koniec – spójrzmy wstecz. Najważniejsze, najbardziej dla ciebie znaczące osiągnięcie związane z Ćmą to?
TG: Nominacja do Nagrody „Nowej Fantastyki”. Pierwsza „Ćma” mocno polaryzowała. Druga była już bardziej zachowawcza. Jednak to premierowy zeszyt jako jedyna zeszytówka w zestawieniu doczekał się wyróżnienia i dał mi odwagę, by tworzyć komiksy po swojemu. Nominacja pozwoliła mi wyjść ponad cały ten hejt, którego doświadczyliśmy na premierze.
W tamtym momencie żegnałem też bardzo bliską mi osobę. Docenienie przez redakcję „Nowej Fantastyki” nie tylko uratowało serię, ale i dodało mi otuchy w tym trudnym czasie.
Drugim takim osiągnięcie jest fakt, że Ćma doczekała się fandomu (pieszczotliwie nazywanego przez nas Ćmomaniakami) oraz silnej ekipy twórczej. Cieszę się, że te komiksy faktycznie łączą ludzi.
Tomasz Grodecki – pomysłodawca i scenarzysta „Ćmy” nominowanej do Nagrody „Nowej Fantastyki” w kategorii Polski Komiks Roku. Z wykształcenia prawnik. Z zamiłowania cosplayer. Naczelny dandys polskiego komiksu. Publikuje krótkie formy w „Nowej Fantastyce”.
Zuzanna Sokół – plakacistka, ilustratorka i animatorka. Absolwentka Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych na Wydziale Grafiki / Sztuki Nowych Mediów. Finalistka The Lahti International Poster Triennial 2025 oraz Arttention 2026. Od 2024 roku rysowniczka i animatorka „Ćmy”. Lubi eksperymenty muzyczne, język duński i jamniczki.
Tomasz R. Borkowski – ilustrator, rysownik komiksowy i grafik. Od 2024 roku rysownik serii „Ćma”. Absolwent Akademii WIT na wydziale Grafiki ze specjalizacją w Grafice Użytkowej. Na potrzeby pracy licencjackiej stworzył komiks pt. „Nostalgia”. Prelegent, prowadzący warsztatów rysunkowych. Prywatnie fan literatury gotyckiej i karmienia gołębi.
Kacper Wilk – rysownik i animator „Ćmy”. Absolwent Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych na wydziale Grafiki / Sztuki Nowych Mediów. Od dziecka pasjonat komiksowy lubiący wyszukiwać coraz to dziwniejsze i mało mainstreamowe okazy. Po pracy komiksowej fotografuje i nagrywa filmy.
Ćma: Żabie królestwo
Brutalny herszt mafijny Żaba sieje spustoszenie w stolicy. Nie jest sam – za pomagierów ma własnych synów, spadkobierców rodzinnego imperium.
Samozwańczy stróż prawa Ćma musi zaprowadzić porządek w mieście, w którym liczy się tylko jedna zasada. Słabe gatunki wymierają. Mocne wydają potomstwo.
Nowy rozdział przygód śmiałka z retrofuturystycznej Warszawy XX-lecia międzywojennego.
Album zawiera historię „Ćma: Żabie królestwo”, ekskluzywny szort „Mono no aware” z rysunkami Rafała Nguyena Khaca oraz galerię prac polskich artystów.
Nie wymaga znajomości innych komiksów z serii.
14.05.2026
I
Kolor
Miękka
170×260 mm
76
69,00 zł
9788368259780















