Pierwsza wierna komiksowa adaptacja klasycznej powieści Kurta Vonneguta, jednego z najważniejszych antywojennych dzieł, jakie kiedykolwiek powstały. To opowieść o życiu Billy’ego Pilgrima, będąca farsowym spojrzeniem na okropności i tragedię wojen, w których walczą i giną dzieci, a także poruszająca rozprawa o niedoskonałości ludzkiej natury. Twórcami tej adaptacji są nagrodzony Eisnerem scenarzysta Ryan North („How to Invent Everything”) oraz nominowany do Eisnera rysownik Albert Monteys („¡Universo!”).
Seria
Pochodzenie
Wydawca Polski
Wydawca Oryginalny
Data Wydania
02.2022
Wydanie
I
Druk
Kolor
Oprawa
Twarda
Format
210x297 mm
Liczba Stron
192
Cena Okładkowa
79,99 zł
EAN
9788328150942
| Rok | Nagroda | Kategoria | Wynik |
|---|---|---|---|
| 2023 | Nagrody Nowej Fantastyki | Zagraniczny Komiks Roku | Nominacja |
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Nie czytałem oryginału, więc nie mam porównania z literackim pierwowzorem. Zajmę się wobec tego komiksem, który sam w sobie jest już dziełem, obok którego nie można przejść obojętnie. I choć ta lektura nie jest prostym doświadczeniem, biorąc pod uwagę zarówno opowiadaną historię jak i samą jej konstrukcję, to jest to jednak bez wątpienia tytuł, który powinien znać czytelnik złakniony ambitnych komiksów.
„Rzeźnia numer pięć” to historia życia Billy`ego Pilgrima. Nasz bohater to Amerykanin, z zawodu optometrysta, mąż i ojciec. Ale to co dla większości z nas najważniejsze, w jego życiu stanowi tylko tło. Bo Billy będąc żołnierzem przeżył koszmar walcząc w Europie podczas II Wojny Światowej. Jego doświadczenia odcisnęły piętno, które zostanie z nim do końca. Na razie brzmi całkiem normalnie, czyż nie? No to czas na przewrotkę. Pojawiają się Tralfamadorianie, dziwaczna kosmiczna rasa, która porywa Billy`ego w celu obserwacji gatunku ludzkiego i jego zwyczajów. I tu zaczyna się ciekawy wątek związany ze specyficznym sposobem postrzegania czasu przez kosmicznych przybyszów. Ale czy na pewno oni istnieją i wszystko to ma sens?
Jak widać, komiks ten bez wątpienia nie należy do oczywistych. Rozwiązania fabularne są zaskakujące, bo w żadnej mierze nie przystające do siebie, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Kwestia człowieczeństwa, bycie jednocześnie ofiarą i katem, poczucie winy, które temu towarzyszy – to są prawdy nieprzyjemne, które wypychają czytelnika ze strefy komfortu. A obok mamy „ufoludki”, które starają się zgłębić naszą naturę i uświadamiają, jak błędnie postrzegamy zjawisko czasu. Autor co rusz przekonuje nas, że już wie, gdzie leży ten sekret, Billy też już wie. Pytanie tylko, czy czytelnik to zrozumie?
Zdecydowanie polecam ten komiks. Jest to rozrywka nieoczywista, nie daje łatwych i sympatycznych odpowiedzi. Ale zostawia nas z głową pełną pytań. I z poczuciem, że czytając „Rzeźnię numer pięć” spędziłem czas produktywnie, dałem dojść do głosu wizjom, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Przecież w każdej chwili można ponownie wrócić do tych momentów. Chyba…