Czwarty tom jednej z najlepszych amerykańskich serii kryminalnych. Pomiędzy rodzinami wchodzącymi w skład Trustu narasta napięcie zapowiadające nieuchronny konflikt. Tymczasem pozostający przy życiu Minutemami szukają sprzymierzeńców i opracowują własne plany. Kiedy na czele Trustu staje Lono, gracze obu stron przygotowują się na ostateczną rozgrywkę w ich prywatnej wojnie. Autorami 100 Naboi są mistrzowie komiksu amerykańskiego, obaj wyróżnieni Nagrodą Eisnera: Brian Azzarello (Wonder Woman, Joker, Strażnicy – Początek) i Eduardo Risso (Batman – Rozbite miasto, Strażnicy – Początek, Dark Knight: A True Batman Story). Komiks dla dorosłych.
11.2018
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
516
119,99 zł
9788328134218
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Koniec już blisko, już na wyciągnięcie ręki. Wygląda na to, że wszystkie pionki są poukładane na swoich miejscach. Teraz pozostaje tylko czekać na efekty, jak ta ostatnia partia zostanie rozegrana.
B.Azzarello, nadal trzyma się sprawdzonych schematów i opowiada swoją gangsterską epopeję bez znieczulenia. W tym okrutnym świecie nie ma przebaczenia, nie ma nadziei, tutaj każdy pozbawiony jest złudzeń. Liczy się tylko jeden cel: przeć do przodu za wszelką cenę, zmiatać po drodze wszystko co zaburza wizję sprawiedliwości. Tylko, że z tym jest problem. Tutaj poczucie sprawiedliwości waży inaczej, niż gdzie indziej. Tutaj liczy się tylko strona, po której się opowiadasz. Kodeks honorowy ma znaczenie … ale tylko do czasu i zależy od celu, który trzeba osiągnąć. Ten świat jest okrutny i przewrotny zarazem, a ja jako czytelnik już dawno straciłem poczucie kibicowania jednej ze stron. Stałem się raczej chłodnym obserwatorem, towarzyszem zbrodni, który kolejne morderstwa traktuje jako drogę, którą trzeba przebyć, aby dotrzeć do finału. Ja pozbyłem się już złudzeń, że można tę drogę przebyć bez ofiar. To nie ta bajka. Tutaj więźniów się nie bierze.
Największym zaskoczeniem tomu czwartego był dla mnie fakt, że pomimo tak mocno już zaawansowanej intrygi, autor nadal podrzuca nowe tropy i umieszcza nowych bohaterów, bez których, jak się okazuje, cała historia nie mogłaby posunąć się naprzód. Chylę czoła przed talentem scenopisarskim, bo utrzymanie czytelnika przez 80, a i pewnie 100 kolejnych zeszytów w stanie bezwarunkowego zaangażowania w opowiadaną treść, to sztuka wyjątkowa. Nie mam też wątpliwości, że w tym czytelniczym amoku utrzymuje mnie dodatkowo bardzo charakterna szata graficzna, która idealnie oddaje ducha opowieści. Zabawa z kolorami, nietuzinkowe kadrowanie, zaskakujące perspektywy. Nie dało się lepiej narysować „100 naboi”.
Jeśli cenicie sobie mroczne historie kryminalne, to proszę Was, nie przechodźcie obojętnie obok tej serii. Ona zdecydowanie zasługuje na poświęcenie jej czasu. Trudno będzie znaleźć coś lepszego. A przede mną już niebawem wielki finał.