Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Kilka tygodni temu gruchnęła wiadomość, że wydawnictwo Taurus Media dokończy publikowanie rozpoczętej wiele lat temu serii „Black Science”. Nie mogłem znaleźć lepszego bodźca, żeby zabrać się wreszcie za tę serię, tym bardziej, że opinie o tym tytule były zachęcające.
Tom 1 nosi tytuł „Zasada nieskończonego spadania” i muszę przyznać, że jest równie zagadkowy, jak główny wątek całej historii. Poznajemy grupę naukowców – podróżników, którzy dzięki urządzeniu o nazwie „Latarnia” dokonują skoków pomiędzy wymiarami w celu eksploracji metawszechświata. Scenarzysta na razie nie zdradził czytelnikom jeszcze zbyt wiele i sama koncepcja metaprzestrzeni niesie ze sobą mnóstwo znaków zapytania. A żeby było jeszcze ciekawiej, podróż, którą obserwujemy, jest wynikiem zbiegu nieszczęśliwych wydarzeń, których konsekwencją jest udział w tej bardzo niebezpiecznej wyprawie osób zdecydowanie do tego nieuprawnionych.
Mogę Was zapewnić, że fabuła pierwszego tomu jest wciągają niczym wir międzywymiarowy i choć jest to element kluczowy całej opowieści, to na mnie jeszcze większe wrażenie zrobiła konstrukcja charakterologiczna postaci i relacje pomiędzy nimi. Główny bohater: Grant McKay to postać bardzo niejednoznaczna. Ojciec wynalazku, ale też ojciec dzieci, które mu towarzyszą. Co dla niego jest najważniejsze: relacje rodzinne, czy relacje zawodowe? Czy poczucie obowiązku wobec misji zwycięży nad więzami krwi? A może jest jeszcze ktoś inny, ktoś zmieniający jego perspektywę. A czy na pewno on to on? Takich pytań jest tu mnóstwo, bo i kluczowych bohaterów całkiem sporo i to chyba właśnie poszukiwanie odpowiedzi stanowi największą atrakcję tej historii.
Pierwszy album spełnił w 100% swoje zadanie. Zaintrygował mnie bardzo mocno, zostawił z mnóstwem nierozwikłanych zagadek, czym bardzo rozbudził apetyt na kolejną część. Zdaję sobie sprawę, że dobry początek nie gwarantuje powodzenia całości, ale przynajmniej na razie dostrzegam olbrzymi potencjał drzemiący w serii Ricka Remendera i liczę na niezapomniane przygody w tym, jakże oryginalnym i atrakcyjnym uniwersum.