Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
„Teraz, nigdzie”. Tytuł drugiego tomu świetnie oddaje ducha atmosfery panującej w „Black science”: spodziewaj się ekstremalnych rozwiązań, które same w sobie stanowić będą kolejne znaki zapytania, pchające fabułę do przodu. Choć z tym pchaniem w konkretnym kierunku to bym się za bardzo nie rozpędzał, bo wątki potrafią być bardzo zawiłe. Tutaj mało co jest oczywiste, ale drugi tom zaczyna powoli odsłaniać panujące zasady, które wydają się być skrojone pod fanów space opery. I choć nie przepadam za takimi rozwiązaniami, to pragnę Was zapewnić, że przy serii R.Remendera bawię się znakomicie.
Ale powiedzcie mi, jak nie mieć góry frajdy, skoro mamy tu do czynienia z tak szalonymi pomysłami jak np. latający pseudohipopotam, stanowiący namiastkę fortecy rażącej wrogów ogromną siłą ognia. Albo postać indiańskiego szamana, niespodziewanego sojusznika, będącego uosobieniem bezpardonowej siły, ale też mądrości charakterystycznej dla plemiennego nestora. Tego typu smaczków jest tu całe mnóstwo, a przecież są to tylko drobiazgi. Bo jeden motyw wybrzmiewa zdecydowanie najgłośniej. Bez wątpienia rodzina jest najważniejsza i właśnie te familijne korzenie stanowią paliwo, które rozpędza opowieść do prędkości światła. Naprawdę, trudno znaleźć tu czas na wytchnienie. Wydarzenia pędzą na złamanie karku, płaszczyzny metawszechświata się przenikają, a czytelnik pochłania tę wizję z ciągle rosnącym poziomem łaknienia.
Jakby tego wszystkiego było mało, świat „Black Science” prezentuje się przepięknie i chwilami trudno oderwać wzrok od kolejnych plansz. Kolory są magnetyzujące, a projekty postaci, napotykanych istot czy świata wokół, budują wspaniale nastrój space opery, stając się nieodzownym składnikiem, bez którego nie wyobrażam sobie tego komiksu.
„Black science” po dwóch tomach stanowi zdecydowanie rozrywkę najwyższej próby. Zawiła i zaskakująca fabuła, niezwykle ciekawi i charakterystyczni bohaterowie oraz niezapomniana wizja metaprzestrzeni tworzą razem pyszny smakołyk, wzbudzający we mnie uczucie emocjonalnego głodu. Całe szczęście, że kolejny tom już na mnie czeka.