Dwójka młodych ludzi – Alka i Angina – pozbywa się niechcianej ciąży. Wkrótce do ich mieszkania dzwoni usunięte dziecko i każe sobie czytać bajki przez telefon. Po całej nocy czytania bez przerwy niedoszła matka ma dość. Każe swojemu kochankowi odnaleźć namolny płód i… zabić go.
Niezwykły świat wykreowany przez Maxa Anderssona, jednego z najsłynniejszych szwedzkich rysowników, zaludniony jest przez takie wynalazki jak kombinezony do uprawiania bezpiecznego seksu (dość nieskuteczne), farmy krwiożerczych pieniędzy, budynki zjadające lokatorów, agresywne graffiti atakujące bloki, czy naćpane embriony uzbrojone w bazooki (nie wspominając o przepowiedniach drukowanych na kartonach z mlekiem). To wszystko jest tak przerażające, że aż śmieszne. Ale im bardziej się śmiejemy, tym robi się straszniej.
Pixy to pierwszy szwedzki komiks, który doczekał się publikacji w USA. Wydało go tam prestiżowe wydawnictwo Fantagraphics Books.
Do dzisiaj „obrazkowa powieść” Maxa Anderssona ukazała się także m.in. w Niemczech, Francji, Japonii. Polska jest ósmym krajem, w którym ukaże się Pixy, ale pierwszym, w którym podczas tłumaczenia została wykorzystana oryginalna, szwedzka wersja językowa.
12.2005
I
Czerń / Biel
Miękka ze skrzydełkami
210x297 mm
72
25,90 zł
9788392140764
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Pixy Maxa Anderssona jest jak chińska rozgrzana patelnia, wypełniona po brzegi - że aż się rozlewa - samymi dobrociami maści wszelkiej. Od strony pierwszej do ostaniej podgrzewana elegancko, na klarownym, nie za duży ogień, aby nie podpalić. No cukierek.
Cukierek, bo to czysty Andersson - w sensie w moich oczach, gdyż Pixy czytałem dopiero po poznaniu innych publikacji tego artysty, więc porównuję odwrotnie do kolejności wydań.
A Pixy to komiks z pokręconą, ale dobrze rozpisaną i konsekwentnie prowadzoną fabułą, rysunkiem groteskowym, gęstym i czarno białym, na który nie sposób przestać patrzeć.
Mnie ten styl leży tak doszczętnie, że no.. nie mam słów. Chciałbym robić właśnie takie komiksy, podobnie rysowane z podobnym pochrzanionym klimatem. No ale wtedy bym popierniczał nie swój stajlisz.. więc nie robię. Drugi powód jest taki, że nie umiem, no ale to... cicho.
Otóż Pixy to opowieść o parce niespecjalnie w sobie zakochanych, jednak usilnie ze sobą będących, którzy w tym przedziwnym świecie, mają przedziwne problemy, które zniwelować mogą tylko i wyłącznie przedziwne rozwiązania.
Dlatego też główny bohater Alka - na okładce widoczny - musi.. uważajcie teraz. Musi.. dostać się do Królestwa Zmarłych, ażeby unicestwić swoje nienarodzone dziecko, co to zostało wyskro.. wiadomo. Niespecjalnie łatwy to dziś temat, ale zapomnijmy na chwilę i pamiętajmy, że to surrealistyczna fikcja komiksowa. Jego matka twierdzi, że nie może.. bo już raz to zrobiła. A.. że tak powiem „płodziak” jest irytującym, zbuntowanym chlejusem i chachmęciarzem w Królestwie Zmarłych i robi sobie bękę z matki, dzwoniąc do niej i szantażuje ją, każąc sobie czytać Zbrodnię I Karę.
Tego typu sprawy się w Pixy rozgrywają. No jedno wielkie, cholerne IKS kurdę DE, powiecie. W dodatku w tym świecie zażywana jest Przyszłość. Mieszkania mówią głosem, a w Krainie Zmarłych, do której dostać można się poprzez Dworzec Centralny Śmierci.. czas leci w tył. To już jest jakieś kuriozum. Jedzenie obiadu w tej sytuacji to zwracanie go z żołądka na stół. Dopiero „po posiłku” mamuśka zaczyna go szykować. Rozumiecie.
Pomysły Maxa Anderssona to cyrk z szalonymi, ślepymi małpami na kwadratowych kółkach absurdu, napędzany kwantowym biomechanicznym silnikiem, pełnym zdarzeń które się nawet nie śnią. I ta absurdalna oryginalność, sprawia, że do komiksów Maxa się wraca. Wiem sam po sobie, jak świetnie bawiłem się np. z ponowną lekturą Bośniackiego Płaskiego Psa, czy Pan Śmierć I Dziewczyna. (Oba również wydane przez Kulturę Gniewu).
Max Andersson w sposób bardzo prosty i z dużą łatwością, buduje swój świat, nakreślając w nim różne małe, pozornie nie istotne niuanse a jest ich na tyle sporo, że finalnie dostajemy bardzo gęste, przekonujące - choć tak fikcyjne - komiksowe dziwadełko, którego nie sposób przerwać czytać.
Trzeci komiks Maxa i trzeci genialny. Max wchodzi do topki ulubieńców bezapelacyjnie.
Więcej na IG @znakiem_tego