„Sherman może nie jest dobrym czołgiem… Jest słabszy od Pantery czy Tygrysa. Nie tak dobry jak T-34 czy IS-1 Sowietów. Trochę gorszy od Churchilla Brytoli. Ale jest nasz, i nie mamy innych, więc, chłopcy, będziecie musieli sobie radzić!” Porucznik Anderson, 3. Dywizja Pancerna US Army „Spearhead”.
Tak rozpoczyna się historia załogi czołgu Sherman z 3. Dywizja Pancernej US Army, która w 1944 r. rozpoczyna swój szlak bojowy w Normandii, niosąc wraz z innymi amerykańskimi żołnierzami, wolność zniewolonym narodom Europy. Opowieść, nawiązująca do najlepszych klasycznych dramatów wojennych opowiadających o męstwie i poświęceniu młodych ludzi, którzy wtedy, podobnie jak dziś ich rówieśnicy w Ukrainie, muszą walczyć w obronie swojej ojczyzny i wolności innych.
03.2023
I
Kolor
Twarda
240x320 mm
80
79,99 zł
9788367161503
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

W serii poświęconej czołgom biorącym udział w II Wojnie Światowej wreszcie natrafiłem na dobry komiks. Pecau napisał historię o amerykańskim czołgu bojowym Sherman w sposób, na który czekałem od samego początku. Nie wiem tylko, czy to kwestia umiejscowienia opowieści w konkretnych realiach historycznych, czy może zasługa płynnej i dobrze funkcjonującej narracji. Jednak, bez względu na szczegóły, tym razem jest to kawał solidnego czytelniczego materiału.
Przez cały album jesteśmy obserwatorami zmagań jednej amerykańskiej załogi czołgu. Zaczynamy w 1944 r. w Normandii, by na kolejnych stronach, razem z armią wyzwoleńczą, przemieszczać się w kierunku Berlina. Jesteśmy naocznymi świadkami problemów z jakimi trzeba się było mierzyć żołnierzom, widzimy, ile trzeba było ponieść ofiar. Jednak pomimo tragizmu prezentowanych wydarzeń sama fabuła podana jest w sposób lekki, rozrywkowy, przypominający momentami klimat panujący w filmie „Złoto dla zuchwałych”.
Wydaje się, że graficznie ten album wygląda najlepiej, porównując go do wcześniejszych tytułów serii. Oczywiście czołgi same w sobie są atrakcyjnym elementem, który przykuwa uwagę czytelnika. Fani wszelkiej maści militariów będą zachwycać się poszczególnymi kadrami, bo widać tu zdecydowanie dużo i jest na czym oko zawiesić. Ale mnie najbardziej spodobał się drugi plan. Taka na przykład Normandia, jej zielone, zarośnięte poletka poprzedzielane żywopłotami i małe, urokliwe kiedyś miasteczka, wyglądają bardzo dobrze i zapewniają poczucie realizmu, właściwego dla tego typu historii.
Seria idzie zdecydowanie w dobrym kierunku i z albumu na album udowadnia, że o wozach bojowych też można napisać ciekawą historię. Nie oczekujcie jednak po „Dream Team” opowieści, która zdefiniuje ten gatunek na nowo. To po prostu dobrze wykonana, rzemieślnicza robota, zapewniająca czytelnikowi solidną rozrywkę. I jest jeszcze bardzo zaskakujący epilog, który pogłębia tylko w czytelniku wrażenie, że tak to właśnie było na wojnie. Dobra robota!