Zamek Rosentall, forteca należąca do rodziny królewskiej, uważany jest za nie do zdobycia. Ale teraz oblega ją armia tajemniczej kobiety, a wysoko na niebie krąży wielki smok – złowrogi omen… Tak rozpoczyna się kolejna komiksowa opowieść klasyka argentyńskiego komiksu, nieżyjącego już niestety Juana Gimeneza. W „Ja, Smok”, Gimenez opowiada nową, epicką przygodę fantasy stylu swoich klasyków „Kasty Metabaronów” i „Czwartej Siły”. Wydanie zbiorcze zawiera 3 tomy wydania oryginalnego oraz alonż.
Jubileuszowe wydanie kolekcjonerskie w powiększonym formacie z okazji 10-lecia wydawnictwa. Kolekcja dziesięciu albumów zawiera najbardziej doceniane pozycje i bestsellery wybrane przez czytelników i redakcję.
Wydanie powiększone, z płóciennym grzbietem i zdobieniami.
24.10.2025
II
Kolor
Twarda
270x360 mm
192
249,99 zł
9788368092899
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Gdy myślisz o gatunku fantasy, jesteś w stanie przywołać w mig wiele tytułów i schematów którymi karmiłeś swoją wyobraźnię całymi latami. Filmowe seanse, czy lektury książek dostarczały tych wszystkich niesamowitych opowieści i sądzisz zapewne że trudno cię czymś zaskoczyć. Zapewniam, że żadne dotychczasowe doświadczenie nie przygotuje cię na historię z komiksu "Ja, smok" (nawet jeżeli takie motywy jak zdrada, miłość, zemsta były fundamentami od zawsze)..
Całymi latami zatem budowaliśmy sobie wspomniane schematy. Jakaś podróż, heros, heroina. Jeśli smoki to walki z nimi, albo przymierze, przeważnie jakaś podróż w kierunku celu, wrzucenie pierścienia do wulkanu, albo zgładzenie potwora. Nie tutaj. "Ja, smok" to historia jednego oblężenia. Tak, 192 strony o jednym podejściu pod mury Rosentall.
Zdesperowana prawowita królowa tych ziem (tak twierdzi) Made Trofen, wraz z dwójką swoich synów i armią najemników stoi u podnóża twierdzy. Nikt do tej pory nie był w stanie sforsować bram i murów, ale Made Troffen "nikim" na pewno nie jest.
"Półmrok skrywał żywe emocje, jakie targały nią na myśl, że powraca znów do Rosentall. Dwadzieścia lat czekała na wyrównanie starych rachunków".
Wykorzysta wszystkie dostępne fortele. Jest okrutna, jest rzeczywiście zdesperowana, ma za sobą ponurą historię. Jednak tutaj, w komiksie "Ja, smok", nie ma prostych rozwiązań. Trudno wprost napisać, kto jest dobry, kto jest zły. Na pewno wszyscy potrafią być bezwzględni. Muszą być, by dopiąć swego.
A co dalej? Dalej jest groźny wulkan z drzemiącym smokiem, który może wspomóc lub zignorować konflikt. Jest też tajemnicza żelazna księga, która może odwrócić losy bitwy. Są też stare niesnaski, szalony syn króla, no i przeszłość. Przeszłość jest tu najważniejsza, to ona jest kluczem tej opowieści. W trakcie oblężenia poznamy całą historię.
Z jednej strony "Ja, smok" ma w sobie ten epicki rozmach fantasy. Są bitwy, mocne brutalne sceny, smoki latają, zieją ogniem. Szala przechyla się to na jedną, to na drugą stronę kilka razy. Oblężenie trwa, ale najwięcej rozgrywa się za kulisami i w retrospekcjach. Świetny przy retrospekcjach patent zastosował Gimenez. To decyzja o użyciu jednego koloru, który w jednym kadrze ponownie przechodzi na wielobarwną sekwencję. Z drugiej strony cała treść to intymna historia o rodzinie, o niewinności i uczuciach.
Juan Gimenez zmarły w 2020 roku argentyński artysta ilustruje z rozmachem. Są to jednocześnie ilustracje bardzo ciężkie, rozmach jest tu imponujący, rysunki są pełne detali, kolorów doskonale imitujących różne faktury (stal, skóra etc.). Trudno znaleźć wolną przestrzeń, całość może sprawiać wrażenie ilustracji chaotycznej. Ale to jest ten styl, w pełni podyktowany starej szkole. Innymi słowy, widać tu rękę artysty, niepowtarzalność, różne kontury, jakby kilka warstw. Gimenes rysuje grubą kreską, często wychodzącą z bujnego szkicu. Dużo tu zgniłych barw, zieleni i brązów. To jest piękne, ale jednocześnie bardzo moim zdaniem wytrawne i przeznaczone dla koneserów. Jestem ciekawy jak Gimenez wypada w estetyce science-fiction. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że kreska w "Ja, smok" może nie zachwycić wszystkich. Ten gęsty styl rysunku przenosi się też na atmosferę związaną z fabułą. Ilość cierpienia w tej historii i bólu przeniesionego z pokolenia na pokolenie jest znacząca.
To dobry komiks, intensywny w swoim przedstawianiu kolejnych wątków. Wiele tu też wściekłości, zwrotów akcji, ale ciągle skupionych wokół tego jednego wydarzenia, oblężenia Rosentall i smoków krążących wokół.
To kolejny tytuł wznowiony w linii wydawniczej '10 lat Scream Comics'. Zwracam Wam szczególnie uwagę na to wydanie. Powiększony format, pięknie nałożony lakier, zdobienia. W zasadzie taka sama wysoka jakość jak w omawianej już "Żyjącej śmierci".