Sztuka komiksowa dla każdego – mini poradnik
3.04.2025 08:00
Dla części komiksowych fanów przychodzi taki czas, że chcą czegoś więcej niż jedynie lektury ulubionego komiksu, kompletowania limitowanych wydań, czy spotkań z autorem na konwentach. Chcą być jeszcze bliżej ich ulubionego medium i pragną czegoś wychodzącego poza granicę masowej bądź co bądź produkcji, która później wypełnia półki. Chcą po prostu bezpośredniego kontaktu z magią sztuki komiksowej, a to zapewnić im mogą przede wszystkim oryginalne prace.
Sztuka komiksowa nie dla każdego
Komiksowym czytelnikom nie od dzisiaj wiadomo, że oryginalne plansze tych najbardziej znanych artystów są zazwyczaj poza ich zasięgiem finansowym. Wliczają się w ów trend nie tylko prace zagranicznych rysowników, ale również polskich – oryginały z ksiąg Tytusa, Romka i A’Tomka czy Funky’ego Kovala (do kupienia choćby na aukcjach w Desa Unicum) to wydatek nawet rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. I nie mówimy tu tylko o dziełach nieżyjących autorów – plansze Grzegorza Rosińskiego (czyli artysty znanego szerzej, niż tylko w Polsce) są jeszcze droższe, a Tadeusza Baranowskiego z roku na rok zyskują na wartości. To ostatnie spostrzeżenie o zyskiwaniu na wartości jest tu kluczowe – są przecież artyści rozpoznawalni, cenieni i lubiani, czy wręcz kochani przez fanów za ich dorobek, co automatycznie (z powodu rozpoznawalności, siły nostalgii itd.) przekłada się na systematyczny wzrost cen za ich oryginalne prace. Aby zatem ktoś, kto zarabia średnią krajową chciał sobie sprezentować planszę takiego artysty, musi albo mocno oszczędzać, albo – niestety – wziąć na ów cel pożyczkę. Taka oryginalna praca to bowiem również rodzaj inwestycji – niczym rosnąca na koncie lokata. Trzeba mieć tylko pewną dozę samozaparcia, by ów cel zrealizować. Jednak nie wszystkich na to stać. I nie myślę w tym momencie jedynie o merkantylnym uwarunkowaniu tej tezy, ale także o uwarunkowaniu psychologicznym. Ale do tego dojdziemy za chwilę, a na razie zmieńmy temat.
W kolejce po wrys
W 2024 roku wciąż na konwentach komiksowych organizowanych w Polsce żywe było zjawisko, które funkcjonuje u nas od lat. Do twórców komiksowych (głównie rysowników) ustawiają się kolejki – jedne długaśne, drugie mniej. Fani wyciągają komiksy, podsuwają artyście, patrzą jak ten robi wrys, może jeszcze krótka pogawędka i do widzenia. Kolejki tworzą w dużej mierze te same zestawy fanów, czyli tych, którzy kolekcjonują komiksy w takiej formie – z wrysem autora i (najczęściej) dedykacją imienną. Od lat, z roku na rok, ta forma spędzania czasu na komiksowym konwencie zmieniała swój charakter – pojawiły się numerki określające miejsce w kolejce, czy zastrzeżenia wydawcy, że autor podpisuje jedynie albumy kupione na stoisku tegoż wydawcy. Czasem też – choćby w przypadku Rosińskiego – na portalach aukcyjnych pojawiały się później komiksy z wrysami jego autorstwa i okazywało się, że jeśli rozpoznawalność jest naprawdę ogromna, to takie egzemplarze, nawet z dedykacją imienną (która z reguły obniża wartość pracy) schodziły za niemałe pieniądze. A pamiętajmy o jednym – rysownik za swój wrys przecież wcześniej pieniędzy nie przyjął. My jednak wcześniej kupiliśmy jego komiks, więc jakaś równowaga zostaje teoretycznie zachowana. Tyle że z wrysem (tym np. od Rosińskiego) można nieźle zarobić na sprzedaży komiksu. Zaraz, chwila – podeszliśmy po wrys z premedytacją, aby potem na tym zarobić? Coś się tu zatem nie zgadza – w tym przypadku równowaga jest jednak zachwiana.
Sam do pewnego czasu zbierałem wrysy, choć nie tak intensywnie jak niektórzy fani widywani w kolejkach. Teraz robię to sporadycznie – czasem czekam, aż minie kolejkowa nawałnica i wtedy podchodzę do rysownika lub rysowniczki. Ostatnimi laty bardziej wolę stanąć z boku i obserwować jak oni rysują – w ten sposób na dłuższą chwilę stykam się z magią, z której efektami – mam to szczęście – na co dzień obcuję we własnym domu. I rozumiem tych wszystkich kolejkowiczów, którzy chcą również mieć tę odrobinę magii dla siebie, zwłaszcza, że u nas rozdawana jest ona przez artystów w formie gratisu. Tymczasem świat poszedł do przodu i gdzie indziej wygląda to jednak inaczej.
Na komiksowej grupie na facebooku – Sketch Prices – Comic Book Sketches, Commissions & Autograph Prices – co jakiś czas, przy okazji większego komiksowo-popkulturowego zagranicznego wydarzenia pojawiają się stawki artystów za poszczególne artystyczne działania. Owszem, mają oni najczęściej na swoich autorskich stoiskach (u nas to coraz częstsze zjawisko) do kupienia printy i oryginalne prace, ale również stawkę za wykonanie rysunku– i to stawkę zróżnicowaną w zależności od czasochłonności i jakości wykonywanej pracy oraz tego, na czym jest wykonywana (komiks lub osobna kartka). I są to stawki, które u polskich kolejkowiczów zapewne postawiłyby wszystkie włosy na głowie. Jak choćby te u Seana Murphy’ego za zwykły, wykonywany na szybko remarque (w polskiej nomenklaturze określony byłby zapewne jako mało staranny wrys [szczegóły tutaj]). Ciekaw jestem, jak zatem będzie wyglądała wizyta Murphy’ego zapowiadana w 2025 roku w Polsce – czy zaskoczy polskich łowców wrysów i autografów swoim cennikiem, czy machnie ręką i będzie wykonywał gratisowe błyskawiczne maźnięcia? A prawda jest taka, że i u nas świadomość merkantylna rysowników też się zmienia – kiedyś można było podejść z czystą kartką i poprosić o rysunek, dzisiaj raczej dostaniemy jedynie wrys w zakupionym komiksie.
Cenowy zawrót głowy
W ciągu kilku ostatnich lat – powiedzmy, że w ostatnich dziesięciu – ceny za sztukę komiksową za naszą granicą – od wspomnianych wyżej remarków, czy nawet samych autografów twórców, po oryginalne plansze z komiksów wystrzeliły szalenie w górę. Z pewnością złożyła się na to w dużym stopniu popularność komiksowych ekranizacji, a ów wzrost wspomógł również czas pandemii koronawirusa – brak możliwości organizowania konwentów przełożył się na wzrost cen za sztukę komiksową, która tym samym okazała się być świetną inwestycją. I jeśli w 2017 roku 200$ wydawało się kwotą wysoką za commission, tak dzisiaj to już niższa półka – cena bardziej za headshot, ewentualnie bust i to u artystów nie tych z pierwszej ligi.
W powyższym akapicie z premedytacją używam określeń powszechnie funkcjonujących na komiksowym rynku oryginalnych prac. Sztuka komiksowa to bowiem nie tylko oryginalne plansze z komiksów, ale także rysunki i ilustracje wykonywane na zamówienie, często o cenach wyższych niż oryginalne plansze artystów, którzy za commission potrafią zażyczyć sobie dużo więcej. Im większy rozmiar pracy (najpopularniejsze rozmiary to A4 i A3, tyle, że w calach są minimalne różnice) i jej technika (praca czarnobiała vs. praca kolorowa), tym większa cena, która zależy także od tego, czy artysta rysuje tylko głowę postaci (headshot), popiersie (bust), połowę ciała (half body), czy całą postać (full body/full figure). No i jeszcze dochodzi kwestia, czy rysunek ma być z tłem, czy bez, co również znacząco wpływa na cenę. A także, czy kupujemy coś takiego u artysty, czy za pośrednictwem portalu zajmującego się sprzedażą oryginalnych prac (który musi przecież doliczyć swoją prowizję).
Możliwości jest zatem wiele i stoi to w opozycji do funduszy, którymi dysponujemy. Ale nie tylko o fundusze tu chodzi, ale także o psychologiczny mechanizm przełamania się i zrozumienia, że za wykonaną pracę trzeba artyście godziwie zapłacić. Bo przecież w zamian dostajemy coś wyjątkowego i unikalnego, co istnieje w jednym egzemplarzu – i choćby dlatego nie należy zżymać się na rysowników których wrysy wyglądają jak odbite od jednej sztancy – mają do tego pełne prawo, a my musimy zaproponować artyście coś więcej, jeśli również chcemy coś więcej. I nie chodzi tylko o więcej kasy, ale i rodzaj porozumienia, wzajemnego szacunku, dzięki któremu artyście naprawdę będzie się chciało wykonać dla nas ilustrację (lub sprzedać oryginalne plansze). Tu przy okazji rodzi się ważne pytanie – na czym w ogóle ma polegać kolekcjonowanie sztuki komiksowej, jak to ma wyglądać w praktyce? Cóż, musimy po prostu zrozumieć, czego tak naprawdę chcemy i zrobić bilans naszych możliwości i ograniczeń.
Jak zacząć kolekcjonować?
Jeżeli zatem, na przykład, chciałbyś kolekcjonować oryginalne plansze Tadeusza Baranowskiego (pojawiają się od czasu do czasu na aukcjach w DESIE) trzeba mieć naprawdę pokaźny portfel (szczęśliwi ci, którzy na ten pomysł kolekcjonowania oryginałów Baranowskiego wpadli wiele lat wcześniej). Można zatem kolekcjonować prace (czy to plansze, czy rysunki na zamówienie) konkretnego artysty/artystki, co w jakimś sensie robi się z czasem powtarzalne (choć gdybym tylko miał taką możliwość, kupiłbym pewnie z kilkadziesiąt obrazów z Anubisem Joanny Karpowicz). Można wymyślić oryginalny motyw do narysowania przez artystów komiksowych (jak choćby słynny smok zjadający kaczkę, temat wymyślony przez jednego z użytkowników forum komikspec). Można także zwiększyć zasięg i możliwości poprzez wybór ulubionej postaci komiksowej (moja to akurat Hellboy i wiem, że nie jestem w tym wyborze oryginalny) i zacząć zbierać plansze bądź rysunki z tym bohaterem. Co prawda na oryginalne prace Mike’a Mignoli trzeba mieć super pokaźny portfel, ale Hellboy to na tyle uniwersalna i zarazem plastyczna postać, że chyba każdy komiksowy artysta z radością się z nią spróbuje. I wtedy, kiedy cel jest już określony, ograniczenia pękają, choć jednocześnie sami możemy je sobie narzucać. Przykładowo można wdrożyć zasadę zbieram tylko rysunki za które zapłacę maximum 200$ lub zbieram prace z Hellboyem tylko tych artystów, których historie opublikowano w ramach Mignolaverse. Albo jeszcze inaczej – zbieram tylko to, co uważam, że zwróci mi się finansowo w przyszłości.
Ustalenie progu finansowego jest zatem sensowne (choć warto dorzucić elastyczną zasadę +/- 10%). Z pewnością będzie nas niejednokrotnie bolało, gdy zobaczymy coś upragnionego i to coś będzie poza naszym zasięgiem cenowym, ale pewnych rzeczy nie przeskoczymy. I tak, zawsze najbardziej będą bolały porzucone okazje, czyli takie, na które pożałowaliśmy funduszy, a były w finansowym zasięgu. Niemniej, jeśli cel jest już określony i jest rodzajem przeciwwagi dla kompulsywnego zbieractwa – zaczyna się naprawdę piękna, komiksowa przygoda. Choć owo kompulsywne zbieractwo, nawet przy ograniczeniach finansowych, to cały czas realne zagrożenie – zwłaszcza kiedy pozna się ogrom oferty rynku oryginalnych prac i niektóre będą miały naprawdę kuszącą cenę i będą cieszyć oczy. Warto wtedy dwa razy zastanowić się, sprawdzić, jakie jest taką pracą zainteresowanie (mierzone na przykład liczbą wizyt lub obserwujących na portalu aukcyjnym) żeby potem nie żałować, że nie starczyło cierpliwości na odłożenie na coś naprawdę fajnego bądź wymarzonego. Zwłaszcza, że po momencie kompulsywnych zakupów te rzeczywiste okazje wyskakują jak królik z kapelusza, a fundusze właśnie wyparowały..
Jak w takim razie ogarnąć rynek komiksowy oryginalnych prac? Gdzie kupować, gdzie szukać? Jak nie zginąć w zalewie oferty, jak nie naciąć się na nieuczciwych sprzedawców? To wszystko wymaga w rzeczywistości wielu lat doświadczenia i przeglądania ofert różnych dealerów sztuki komiksowej. W ten sposób tworzy się wiedza bazująca czy to na dokonanych wyborach, czy na stale zmieniającej się ofercie miejsc, do których zwykliśmy zaglądać, czy na budowaniu relacji z artystami czy innymi kolekcjonerami, którzy często, zrzeszeni w grupy tematyczne wymieniają się informacjami na temat fajnych okazji bądź handlują oryginalnymi pracami między sobą. Rynek sztuki komiksowej jest niełatwy do ogarnięcia, czasami pełen niespodzianek (tych na plus i na minus), z rejonami które dobrze znasz, ale i z takimi, na które nawet nie zaglądasz (bo cię dana odnoga nie interesuje albo po prostu wiesz, że to za duże progi). Rzecz, jak powiedziałem, do eksplorowania na lata, podczas których i tak co chwila uczysz się czegoś nowego. Na przykład jak nie przepłacić za color guide, który niektórzy sprzedają jako oryginalne, kolorowe plansze, a jest jedynie wydrukiem z nałożonymi przez kolorystę (bądź co bądź oryginalnymi) kolorami.
Jak to wygląda u nas?
Zwykle jednak zaczyna się od własnego podwórka, choć na pierwszy rzut oka panuje tu bieda w temacie. Na allegro (w przeciwieństwie do przeładowanego nią ebay) prawie nie uświadczymy oryginalnej sztuki komiksowej. Polskie portale oferujące oryginalne prace (zarówno polskich i zagranicznych autorów) to dealerzy z niedużą i nieaktualizowaną (a jeśli już, to z rzadka) ofertą. Może po prostu nie ma u nas na to rynku, nie ma zapotrzebowania? Jest jeszcze DESA, która co jakiś czas organizuje aukcje komiksowe, ale to raczej opcja tylko dla orłów (choć coraz częściej można tu kupić również oryginały młodszych, współczesnych twórców komiksowych). I dlatego, z braku laku, w ostatnich latach najlepiej sprawdza się platforma Kickstarter, na której, zarówno polscy i zagraniczni artyści i wydawcy organizują zbiórki, często jako jedną z nagród oferując oryginalne plansze lub rysunki na zamówienie. Ale ogólnie, segment sztuki komiksowej u nas po prostu raczkuje, a dla niektórych fanów (biorąc choćby pod uwagę coraz mniej rozpoznawalnych gości na MFKIG), rynek wręcz się cofa. Takie myślenie ma jakieś podstawy, ale pomijając fakt, że największym zainteresowaniem, jeśli chodzi o polskich artystów komiksowych cieszą się prace tych z PRL-owskiego, nostalgicznego okresu, to przecież mamy u nas świetnych twórców, w których prace warto inwestować, bo kiedyś ich dzieła również będą wzbudzać nostalgię – zresztą to już dało się odczuć po reakcjach na najnowszy numer Produktu.
Mamy zatem pokaźną grupkę autorów komiksowych, których prac nie sprzedają dealerzy, bo nie ma u nas galerii komiksowej z prawdziwego zdarzenia, która się tym zajmuje – i to jest tak naprawdę dobry moment, żeby zagadać w tej kwestii do danego twórcy bezpośrednio – czy to na konwencie, czy poprzez media społecznościowe. Dlatego właśnie mam w swojej kolekcji zarówno Hellboya od KRL-a i od Prosiaka, którzy stanowią dla mnie ekstraklasę polskich twórców komiksowych. Piszcie zatem do rodzimych autorów, rozmawiajcie z nimi, pokażcie, że zależy Wam na tym, żeby mieć u siebie w domu zaprezentowaną na ścianie oryginalną pracę ich autorstwa – czy to oryginalną planszę, czy rysunek na zamówienie. To jest jak najbardziej do zrobienia (choć niektórzy twórcy i twórczynie mogą chomikować oryginały na przyszłość, jak np. Łukasz Kowalczuk). A stawki za ich oryginalne prace są (jeszcze) naprawdę do przełknięcia.
A jak za granicą?
Natomiast to, co się dzieje poza naszymi granicami to prawdziwe komiksowe eldorado i często, niestety, pokaźne koszty przesyłki. Dlatego, jeśli któryś z zagranicznych autorów ma pojawić się na konwencie w Polsce i jeśli chcemy coś więcej niż generyczny wrys, warto się z taką osobą skontaktować przez sociale – a nuż weźmie oryginały za sobą albo zdąży do czasu konwentu wykonać rysunek na zamówienie – tak jak zaproszony w 2023 roku do Wrocławia na Złote Kurczaki Mark Laszlo – to zresztą najbardziej profesjonalna akcja na naszym rynku pod tym kątem – organizatorzy dali kontakt do Marka, zaprezentowali jego stawki i to była świetna okazja by kupić oryginalną pracę od artysty, którego twórczość sam Mignola określa jako brilliant.

Zanim lata temu dotarło do mnie, że można hasać po różnych zagranicznych portalach ze sztuką komiksową, zaczynałem od poszukiwań na ebayu. Ebay to tak naprawdę śmietnisko, ale od czasu do czasu można tu upolować coś naprawdę ciekawego, więc wciąż warto tu zaglądać, tak jak na inne portale aukcyjne, z których najciekawszy to europejski Catawiki (na którym mogą owocnie pobuszować także wielbiciele komiksowych printów). Jednak największą skarbnicą z dostępem do sztuki komiksowej są dwie strony, które zbierają (na zasadzie przekierowania) niemal całość oferty sztuki komiksowej, z możliwością dokładnego sortowania. Te strony, to wzajemnie się uzupełniające ComicArtTracker i ComicArtFans. Ich przeglądanie, zanim ustalimy czego szukać i jak nie spędzać na nich zbyt wiele czasu, może właśnie tak się skończyć – zabrać zbyt wiele czasu – bo przecież aktualizacje oferty pojawiają się tutaj każdego dnia. W skrócie – zebrana jest tu sztuka komiksowa, którą oferują jej dealerzy (a tych jest multum), wspomniane wyżej portale aukcyjne, ale także indywidualni kolekcjonerzy, którzy wolą sprzedawać bez pośrednictwa ani dealerów, ani portali aukcyjnych. A prawda jest taka, że to i tak nie wyczerpuje tematu, bo można jeszcze kupować bezpośrednio u artystów – niektórzy z nich mają własne sklepy (których oferta wcale nie musi znaleźć się na ComicArtTrackerze), niektórzy sprzedają za pośrednictwem mediów społecznościowych. Ogrom możliwości, w których, uprzedzam, można się zatracić albo przypłacić nerwową chorobą. Dlaczego aż tak? Bo po prostu, jak powiedział mi inny fan komiksu – wybrałem sobie drogie hobby.
Czy naprawdę drogie? Otwierając ComicArtTracker biją nas po oczach ceny wyróżnionych ofert kultowych artystów za kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy dolarów. ComicArtTracker oferuje jednak możliwość szukania po przedziałach cenowych (w dolarach) i jeśli ktoś jest na przykład wielbicielem Dylan Doga, może znaleźć naprawdę świetne plansze z komiksów z tym bohaterem w granicach stu lub stu euro z kawałkiem. A sto euro z kawałkiem za sztukę komiksową w dzisiejszych czasach, to jak za darmo.
Sztuka łapania okazji
Pytanie zatem, na co jesteśmy gotowi – wydać max 200 zł lub 300 zł, 1000 zł, 2000 zł? Nawet za 200 zł możemy zgromadzić naprawdę fajne rzeczy, jeśli na przykład postanowimy, że zbieramy sketch karty i uderzymy z tematem zarówno do polskich jak i zagranicznych twórców. Wszystko zależy od priorytetów i oceny własnych możliwości, a potem chęci inwestycji bądź systematyczności w tropieniu okazji. Na to ostatnie trzeba mieć czas, ale jeśli go poświęcimy, to w końcu trafi się okazja, która kolekcjonera uszczęśliwi. Dla mnie była to możliwość zakupy pracy z Hellboyem, w której zakochałem się od pierwszego wejrzenia, gdy tylko kiedyś zobaczyłem ją po raz pierwszy w Internecie.
To niewielki portret Hellboya autorstwa Chrisa Samnee, twórcy niezwykle cenionego przez fanów, którego cykliczny Batober jest zawsze komiksowym wydarzeniem. Problem w tym, że Samnee nie wysyła poza USA (raz, sprzedając cyklicznie swoje rysunki, udostępnił możliwość wysyłki do Wielkiej Brytanii). A jednak stało się tak, że ów Hellboy jakimś zrządzeniem losu znalazł się u mnie na ścianie – głównie dlatego, że systematycznie przeglądam Internet właśnie w poszukiwaniu okazji i co ważniejsze już wiem, gdzie szukać – bo przecież do tego zestawu dochodzą jeszcze wydarzenia typu aukcje na żywo, czy sztuka wystawiana na grupach komiksowych. Zatem i Wy szukajcie i poszerzajcie swoją wiedzę. Wszystko po to, by doświadczyć dotknięcia magii, którą daje obcowanie z oryginalną sztuką komiksową. Dla mnie samego, otoczenie się oryginalnymi pracami, które mam w domu na ścianach, ma nie tylko wymiar estetyczny, ale wręcz terapeutyczny.
Napisałem od czego można zacząć, a na zachętę podrzucam link dający możliwość szperania w ofercie, którą proponują bezpośrednio u siebie komiksowi artyści. Udanych łowów!