Zapomnijcie o wieżowcach, batmobilach i niewidzialnych odrzutowcach – w tym świecie Superman przeskakuje strzeliste zamki, Batman dosiada rączego rumaka, a Wonder Woman szybuje na dostojnym pegazie. W tym alternatywnym uniwersum DC nic – ani nikt – nie jest tym, czym się wydaje. Oto Ziemia, kraina Trzech Królestw, której losy zmieniły się na zawsze, gdy młode małżeństwo rozbiło się tu po ucieczce ze zniszczonego Kryptona.
Jor-El i Lara nie mieli pojęcia, że młody mag John Constantine przepowiedział pojawienie się przybyszów z gwiazd. Wieszczba ta zasiała ziarno strachu w sercu króla Jeffersona Pierce’a, który z czasem dla dobra wszystkich postanowił rozprawić się z obcymi. Trzy Królestwa szykują się więc do wojny.
Niestety, jak powszechnie wiadomo, przepowiednie pozostawiają zbyt wielkie pole do interpretacji. Czy bohaterowie mimo wszystko ocalą świat przed zagrożeniem z niebios?
Oto fantasy przez duże F – scenarzysta Tom Taylor („DCeased”, „Injustice”) i rysowniczka Yasmine Putri snują klasyczną opowieść o walce dobra ze złem. Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach „Dark Knights Of Steel” #1–12 i „Dark Knights of Steel: Tales From The Three Kingdoms” #1.
29.10.2025
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
384
139,99 zł
9788328173132
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

“Mroczni Rycerze ze Stali” to kolejny elsword w ramach Uniwersum DC - różnica jest taka, że twórcy osadzili fabułę w czasach średniowiecza. I to się sprawdza, ale też stanowi rodzaj symptomu, który nie wróży dobrze superbohaterskim opowieściom z DC.
W chwili gdy piszę te słowa, za oceanem wciąż trwa triumfalny pochód innego, rozbudowanego elseworldu z DC, pod szyldem Absolute. Widać, że tego rodzaju opowieści wypatrują czytelnicy - takich, w których bohaterowie grają jeśli nie krańcowo odmienne, to z pewnością różne role od tych, które pełnią w głównej linii uniwersum DC. Elseworldy mają w sobie pierwiastek nieprzewidywalności i zagospodarowane dla twórców miejsce, w którym mogą sobie scenariuszowo poszaleć. Choć całkowite wysadzenie superbohaterów z ich ról pełnionych w głównej linii, nie zdarza się wcale tak często - jakieś ogólne status quo musi być zachowane.
W niniejszym komiksie z gatunku fantasy (magia i miecz też pasuje), z zaciekawieniem podglądamy jak pewne motywy zmieniają się i ewoluują w innych okolicznościach (np. w tym przypadku na Ziemi w kapsule ląduje dwójka rodziców Supermana) i jak sobie radzą twórcy komplikując swoim bohaterom życie. Wszystko w komiksie ze scenariuszem Toma Taylora (znanego z innych elseworldów - “Injustice” i “DCeased”) zaczyna się od przepowiedni młodego maga, Johna Constantine'a.
Wedle jego wizji, Królestwo Burzy (jedno z trzech tytułowych) czeka ogromna próba - na świecie pojawią się demony z innego świata, którzy przyniosą wszystkim zagładę. Rzecz w tym, że za takie demony uważa się rodzinę młodego Kal-Ela, która zaczyna panować w królestwie do pewnego czasu rządzonym przez dynastię Waynów, rodziców Bruce’a, który występuje w komiksie w swojej tradycyjnej (choć nie do końca) roli Batmana. Zresztą w samym tytule mamy misz masz, który łączy przymioty Batmana i Supermana, a dalej w fabule takich połączeń mamy więcej.
Często opiera się to na zgadywankach - kim na przykład enigmatyczny Zielony Człowiek, który steruje wydarzeniami i zaognia spór między tytułowymi królestwami? Albo jeszcze inaczej - najchętniej czekamy na zaskoczenia, których w ogóle się nie spodziewamy, a doświadczony Tom Taylor odpowiada na te oczekiwania i daje nam na przykład fajną woltę w przypadku postaci obecnego w fabule Alfreda. Tego rodzaju niespodzianki scenarzysta wyciąga niczym królika z kapelusza, a jest ich więcej, często związanych z żeńskimi bohaterkami. Ciekawie wypada tu Zala - siostra Supermana, czy przewrotna Harley Quinn, która w komiksie pełni rolę błazna na królewskim dworze. Mamy też Wonder Woman - bo tym trzecim królestwem uwikłanym w wojnę jest domena Amazonek z Temiskiry, a chyba najbardziej interesującą postacią w fabule i tak jest Lara, matka Kal-Ela, która jest tu ciekawiej wykreowana niż Batman i Superman razem wzięci.
Z każdym zeszytem konflikt coraz bardziej się zaognia, a Tom Taylor raz za razem wyciąga nowe fabularne asy z rękawa. Aż w końcu człowiekowi przychodzi na myśl, że jest w tym coś automatycznego, jakby scenarzysta odhaczał kolejną rzecz wrzuconą do fabuły i czekał na poklask. I mimo, że naprawdę jest fajnie, rysunki mają w sobie urok i ich estetyka świadomie ucieka od współczesnej warstwy graficznej w DC, to w jakimś momencie pojawia się przeświadczenie, że nie tak to powinno wyglądać, nie tak to powinno wybrzmiewać. Jakby zarówno w DC i w Marvelu twórcy tworząc elsworldy nieustannie tasowali karty, proponowali coraz to nowe rozdania, ale rzecz w tym , że karty są wciąż te same, mimo że tworzą między sobą różne układy. I w końcu nadchodzi ten moment, że mamy dość tej gry i zaczynamy szukać innej.
Każdy, kto czyta spore ilości komiksów superbohaterskich ma ów moment przesytu, rozczarowania, wrażenia że twórcy proponują nam odgrzewane kotlety. W przypadku “Mrocznych Rycerzy ze Stali” nie zmienia tego wrażenia nawet zestaw pobocznych historii dodanych do komiksu po głównej fabule, które poszerzają świat przedstawiony - więcej jest tu kombinowania i tasowania, niż włożonego w historię serca. I niby wszystko jest ok, całą historię czyta się dobrze, niektóre rozwiązania się podobają, ale zostajemy po lekturze z przemyśleniami, że to była jednak sztuka dla sztuki. Ta opowieść nic nie zmieniła w moim postrzeganiu opowieści superbohaterskich. I oczywiście przeczytam następne, choć z tyłu głowy pęcznieje myśl, że w zasadzie można by ów czas wykorzystać lepiej.