Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Xavier & Matz — uwielbiam ten duet. Nawet – a może przede wszystkim – za to, że nie usiłuje konwencyjnie wyważać otwartych na oścież drzwi, ale ze swadą potrafi zagrać na sentymencie do opowieści sensacyjnych rodem z lat 70.
Tak przecież było w ocierającym się nieustannie o pastisz w swojej fabularnej niemożliwości i skrajnie cudownym przerysowaniu w kolejnych tomach „Tango”. Tak było w nieco klasyczniejszym, ale grającym na wręcz żelaznych kliszach amerykańskiej opowieści sensacyjnej w duchu Waltera Hilla („Kierowca”, „48 godzin”) „Wężu i Kojocie”. Tak jest i w „Skarbie widmo”.
Historia z tego albumu zdaje się prosta, wręcz banalna. Opiera się na przestępcy, który wychodzi z więzienia, by w końcu sięgnąć po ukryty tuż przed aresztowaniem, spory łup. Towarzyszy mu oczywiście piękna kobieta, istna femme fatale, która stała się wpierw przyczynkiem do aresztowania, a teraz ma być towarzyszką do czerpania korzyści z zasłużonej i wyczekanej finansowej nagrody. Ale, jak to z takimi blond femme fatale bywa, zwłaszcza w tego typu opowieściach, dziewczyna nie jest tylko idealnie kusząca i ponętna, ale również bezwzględna, wyrachowana… i ma swoje plany. A w świecie, w jakim żyje, aby takie plany miały szansę realizacji, zawsze potrzebny jest jakiś facet. Na tyle silny i sprawny, by podołać przeciwnościom (z których wiele ma broń i potrafi jej użyć), ale też wystarczająco naiwnych, by – typowo po męsku – dać się omamić najsilniejszym narzędziem w posiadaniu dziewczyny. Jej ciałem.
Schemat jest więc prosty, jest dwójka ludzi, o niekoniecznie wspólnym celu, jest duża suma pieniędzy, do której miejsca ukrycia tylko trzeba dotrzeć, i są oczywiście inni, którzy być może o niespodziewanej nagrodzie wiedzą i są skorzy wyciągnąć po nią lepkie rączki…
Owszem, pojawia się w opowieści jeszcze większy, tytułowy „skarb widmo”, który być może jest o wiele bardziej realny, niż się któremukolwiek z bohaterów wydaje. Ale droga do zdobycia go nie jest prosta i łatwa, ale za to gęsto poznaczona trupami tych, którzy przecenili swoje możliwości… i teraz ich kości będą bieleć w słońcu pustyni.
Fabuła serwowana przez Matza to klasyk opowieści sensacyjnej. Mocno w estetyce, w jakiej odnajdywał się wspomniany wcześniej filmowiec, Walter Hill. Z ciekawostek, Hill, oprócz kręcenia filmów i pisania scenariuszy pokusił się – w duecie z Matzem właśnie – o napisanie kilku scenariuszy komiksowych. Jeden z nich, „Ciało i dusza” został nawet wydany u nas przez Scream Comics. Być może więc ta korelacja estetyczna pomiędzy twórczością obydwu panów nie jest tak całkiem przypadkowa, a praca z Hillem niejako ukierunkowała Matza, ustabilizowała jego sposób patrzenia na historię sensacyjną? Dość powiedzieć, że autor scenariusza i tym razem, ponownie, gra niby wytartymi schematami, które mimo swojej przewidywalności, nadal potrafią złapać czytelnika za gardło w odpowiedniej chwili. Czekamy, wiedząc, co ma się wydarzyć, ale nadal, ten dreszcz emocji towarzyszy nam, kiedy już się dzieje. Może to zwyczajnie gra na sentymencie, może tęsknota za pewną estetykę, ciut stonowaną, leniwą, nacechowaną zupełnie inną dynamiką, niż kino współczesne? Bo takich filmów, jak te Hilla, już nikt nie kręci, współczesne obrazy sensacyjne przypominają bardziej teledyski. Ale pozostały nam komiksy, choćby spod znaku duetu Xavier / Matz właśnie. Idealne, na schyłek amerykańskiego westernu, kiedy jeszcze nielicznie żywi kowboje, przesiedli się z koni do mechanicznych Mustangów, ale amerykańskie bezdrożna pozostały te same. I nadal tak samo kryją tajemnice, w ich bezbrzeżnej pustce tak samo niesłyszalne roznosi się echo wystrzału, bo nie ma w pobliżu nikogo, kto mógłby usłyszeć…
Wizualnie to nadal uczta, do jakiej Xavier przyzwyczaił nas już wcześniej, choćby we wspomnianym albumie „Wąż i kojot”. Już okładka zwiastuje, czego możemy się spodziewać. A wewnątrz jest klasyczny frankofon, rozmiłowany w detalach twarzy i postaci, lubujący się w kolejnych kadrach w zbliżeniach i w nieustannie przypominanej estetyce świata przedstawionego, wypełnionego skałami i piachem, z dala od czegokolwiek. I to gra, to wyniesienie opowieści poza cywilizację, na amerykańskie bezdroża, do przydrożnych barów i hoteli, w których czas jakby się zatrzymał i które trwają niezmienne, mimo zmienności czasów. Xavier idealnie wpasowuje się swoim graficznym stylem w opowieść serwowaną przez Matza i miłośników starej sensacji zadowoli to z całą pewnością.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.