PORYWAJĄCY FINAŁ UZNANEJ PRZEZ KRYTYKÓW, OBSYPANEJ NAGRODAMI TRYLOGII POŻERACZE NOCY!
Co się stanie, gdy ty i twój bliźniak, próbując obronić rodzinę przed złowrogim czarnoksiężnikiem, przypadkowo wywołacie apokalipsę? Milly i Billy mają się o tym przekonać.
Los Angeles legło w gruzach za sprawą rozerwania tkanki wszechświata przez rodzeństwo Tingów. Ale wyrwa we wszechświecie to nie wszystko… Wszędzie zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Od dawna rozdzielone rzeczywistości ziemska i magiczna zderzają się ze sobą, wywołując katastrofę. Milly i Billy desperacko próbują wszystko naprawić, lecz Keon i Ipo wiedzą, że niektóre procesy są nieodwracalne. Trwa ostateczna wojna o los świata.
W Niech przyjdzie ich królestwo duet z list bestsellerów „New York Timesa”, Marjorie Liu i Sana Takeda, powraca, by domknąć epicką opowieść o magii i potworach, demonach i półbogach oraz kapryśnej, nieuchronnej mocy szczęścia.
22.10.2025
I
Kolor
Miękka
170x260 mm
320
99,90 zł
9788382309331

Trzeci tom “Pożeraczy nocy” zamyka jedną z najciekawszych serii komiksowych ostatnich lat. Horror, czarny humor i podkręcane emocje sprawiły, że to właśnie ten projekt autorstwa Marjorie Liu i Sany Takedy zrobił na mnie większe wrażenie niż ich drugie wspólne i cenione dzieło, czyli “Monstressa”.
Zarówno “Monstressa” i “Pożeracze Nocy” mają wiele wspólnych składowych, na czele z panteonem bóstw, który wydaje się być przetworzoną i uwspółcześnioną wersją mitologii lovecraftowskiej. Nadnaturalny wymiar w niniejszej serii jest też nieco trudny do ogarnięcia - o tych aspektach świata przedstawionego bohaterowie mówią czasem jak o czymś najnormalniejszych w świecie (Wagi, Kręgi, Panteon) bo po prostu do tej części świata rodzice Milly i Billy’ego należą. Coś co dla nas może brzmieć zawile i dziwacznie - te różne frakcje i zależności między nimi, to przecież ich naturalny niegdyś świat, dla nas trudny do wyobrażenia. Twórczynie komiksu trochę nam w tym pomagają pokazując w ‘Niech przyjdzie ich królestwo” fragmenty kosmogonii, ale niekiedy ciężko wyłapać co jest tu alegorią, a co traktować dosłownie. I dobrze, chciałoby się powiedzieć, bo przecież tak powinna wyglądać zależność między człowiekiem a istotą z nadnaturalnego świata - nie do końca określona, umykający schematom. Ten element jest z pewnością jednym z wyróżników serii.
Drugi to zwyczajność dwójki młodych bohaterów w tej całej niezwyczajności, która dzieje się wokół nich. Owszem, Milly i Billy okazują się mieć naturę demonów, ale tak jak ich ojciec, w codziennym życiu zachowują się jak zwykli ludzie. Trochę inaczej wygląda sprawa z Ipo, ich matką, która mimo że prowadzi rodzinne życie, to jest w nim outsiderką - jakby nie do końca akceptowała swoją ludzką postać, jakby podkreślała swoją odrębność. Ale to przecież nic dziwnego - jej bliscy to demony, a ona jest przecież pożeraczką demonów. Musi się różnić, musi być inna.
Te wszystkie zależności schodzą jednak na drugi plan, kiedy przychodzi czas, by na poważnie walczyć o rodzinę, a dopiero w drugiej kolejności o obraz świata. Świat bowiem, za sprawą działań Minga ulega zmianom, apokalipsa zapukała do bram, a to dopiero początek. W perspektywie jest nowy wspaniały świat, jeśli tylko Mingowi uda się zrealizować wszystkie cele. Co jak się okazuje nie będzie proste, bo za chęcią przeprowadzenia totalnych zmian kryją się typowo ludzkie pobudki i emocje. I to takie, dzięki którym trochę inaczej spojrzymy na głównego złola w tej serii.
W tej kwestii autorki bardzo zaskakują, bo finał albumu wcale nie jest żadnym ostatecznym rozstrzygnięciem, tylko jakby etapem przejściowym, co odróżnia go od innych dzieł o tematyce apokaliptycznej. Cała intryga, która prowadzi do wielkich wydarzeń w ostatnim tomie jest tutaj po coś, służy do tego, by pokazać ewolucję poszczególnych bohaterów. A szczególnie młodej dwójki, która na początku przeszła inicjację, potem dostąpiła nauki, by w ostatnim tomie przeżyć konfrontację i samoakceptację. Konfrontacja przynosi zmianę. bo w komiksie Liu i Takedy jest trochę jak w Tarocie - trzeba szukać głębiej i wnikliwiej odczytywać charakterystyczne i wydawałoby się jednoznaczne znaki. Bo przecież tak karta Śmierci z Tarota nie oznacza wcale definitywnego końca tylko zmianę i przejście w inny stan. I świat wykreowany przez obie autorki taką transformację przechodzi.
Paradoksalnie, Milly i Billy po tym jak dowiadują się o swojej demonicznej naturze, pozostają sobą. Są uroczy w swojej dezynwolturze i życiowej nieporadności, ale też to właśnie oni - dlatego że są jacy są - potrafili zmienić podejście do życia swoich demonicznych rodziców, a w szczególności wydawałoby się odporną na uczucia Ipo. Konflikt pokoleniowy, który był wyznacznikiem pierwszych tomów, w “Niech przyjdzie ich królestwo” zostaje złagodzony, jakby w obliczu apokalipsy nie był już istotny, bo istotniejsze są bardziej przyziemne, bardziej proste sprawy. I może o to chodziło w komiksie Marjorie Liu i Sany Takedy.
4 oceny Show votes.
4 oceny Show votes.
4 oceny Show votes.
Trzeci tom Pożeraczy Nocy to nie jest lektura dla kogoś, kto szuka prostego, szybkiego komiksu na jedno posiedzenie. To zdecydowanie inna historia niż dwie poprzednie części — cięższa i bardziej refleksyjna. Jeśli ktoś tylko przeleci wzrokiem po kadrach, może odebrać to jako dziwną opowieść o apokalipsie z bluzgami w tle. Ale gdy poświęci się chwilę, żeby naprawdę wejść w ten świat, okaże się, że pod powierzchnią dzieje się tu coś znacznie ciekawszego.
Rodzeństwo, które znamy z wcześniejszych tomów, nieumyślnie sprowadziło na Ziemię koniec świata i teraz musi się z tym zmierzyć. Ale nie chodzi tu tylko o przetrwanie apokalipsy. Komiks ukazuje ludzi jako puste naczynia wpatrzone w telefon, gotowe do napełnienia demonami. Czy rolę rodziców, którzy niczym nieśmiertelni mentorzy przekazują swoim dzieciom psychiczną siłę. Albo naturę, która w ciszy odbudowuje to, co zniszczyliśmy.
To wszystko brzmi górnolotnie, ale właśnie w tym tkwi siła tego tomu. Nie da się go zaliczyć między kolejnymi pozycjami z półki, trzeba go przetrawić, chwilę z nim pobyć. A gdy już to zrobimy, nagle okazuje się, że to dzieło naprawdę unikatowe. Zresztą sam epilog autorki tylko potwierdza, że Pożeracze Nocy to coś więcej niż zwykła historia o końcu świata.
Wizualnie – bajka. Styl jest egzotyczny, momentami wręcz hipnotyzujący.
Całość przypomina mi trochę gry JRPG – nie tylko przez klimat, ale też przez te małe, nieoczywiste dziwactwa, które nadają całości charakteru.
To bardzo specyficzny komiks, może nawet nie dla każdego. Ma swoje wady, ale mnie absolutnie trafił. Zostawił z poczuciem, że właśnie przeczytałem coś naprawdę oryginalnego. Tak wymaga skupienia, ale wynagradza to w stu procentach. Trzeba tylko zajrzeć w niego głębiej.
Los Angeles legło w gruzach za sprawą rozerwania tkanki wszechświata przez rodzeństwo Tingów. Ale wyrwa we wszechświecie to nie wszystko.. Wszędzie zaczynają dziać się dziwne rzeczy..
Jako, że jest to finał trylogii jestem bardzo zachwycona końcem. Chociaż dosłownie ostatnia strona daje dużo do myślenia i przypuszczenia co jeszcze tam się mogło wydarzyć.
Osobiście jestem zachwycona całą tą serią. Początkowo nie mogłam się do niej przyzwyczaić. Była taka inna od tego co czytałam wcześniej. Ale to? To dla mistrozstwo!
Bardzo czekałam na to zakończenie. Myślałam co tam może się zdarzyć jako finał i się nie pomyliłam. Autorki dały z siebie wszystko!
W tym tomie spotykamy się z apokalipsą! Nie jest ona lekka ani przyjemna. Jest ciężka i bardzo refleksyjna względem wydarzeń, które się w niej znajdują. Spotykamy się nawet z poświęceniem najbliższych osób w imię czegoś więcej. Bliźniaki muszą odnaleźć siebie po przypadkowym sprowadzeniu na Ziemię końcu świata. Na początku jedno z rodzeństwa jest w śpiączce, a drugie jest wolontariuszem i nie akceptuje faktu co się stało.
Akcja jest dynamiczna, więc nie jest to tom na jedno szybkie czytanie. Warto poświęcić jej więcej czasu i uwagi. Cała historia, jej klimat, pokazane mity, cały świat - mnie zachwycił. Do tego grafika - miód malina.