Nazywam się Dan Darnell. Jestem konfederackim porucznikiem i z rozkazu Matki mam polecieć na Alpharda IV na rutynowe sprawdzenie korytarza HPQ 27. Ale nagle pojawia się problem… W kwadrancie 743 wykryta zostaje niestandardowa aktywność…
Mam na imię Falka, jestem Amazonką z Górnych Krain. Wraz z moimi towarzyszkami przemierzamy pustynne pejzaże rodzinnej planety na wierzchowcach dingo. Spotykamy wiele niebezpieczeństw, a od pustynnych robali groźniejsi i gorsi są tylko ludzie, zwłaszcza opętani żądzami mężczyźni, którym na nasz widok aż ślinka cieknie. Wpadamy w nieliche kłopoty, kiedy natrafiamy na samotnego, wąsatego wędrowca…
W jaki sposób splotą się losy Dana i Falki, kiedy Juan Zanotto postanowi użyć znajdującego się w fazie eksperymentalnej przenośnego modułu konwertera molekularnego materii organicznej?
Komiks Zaginione horyzonty zabierze was w podróż od space opery, przez opowieść z cyklu „walka o przetrwanie”, po historię pewnej przepowiedni. Cierpiący na braki wody Alphard IV łudząco będzie przypominać pewną znaną nam planetę, a rozterki płciowe nie ograniczą się do męskiego punktu widzenia, gdyż horyzonty autora okażą się bardzo szerokie.
Uwaga, komiks tylko dla dorosłych.
Dla fanów: Świat Sarvan, Barbara, Barbarella, Czarna seria, Torpedo 1936, Druuna, Cicca Dum-Dum, Wielki kant, Iguana.
27.07.2026
I
Kolor
Twarda
215x290 mm
320
150,00 zł
9788368346770
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Zaginione horyzonty zaczynają się jak klasyczna space opera, ale bardzo szybko pokazują, że Juan Zanotto ma wobec swojego czytelnika znacznie bardziej osobliwe plany. Pustynna planeta, wojna, kosmiczne imperia i walka o przetrwanie zostają połączone z historią przemiany, erotyką oraz motywem przepowiedni. Czy z takiego zestawu może powstać naprawdę dobra opowieść? Odpowiedź jest znacznie bardziej skomplikowana, niż sugerowałaby efektowna okładka.
Kiedy bierze się do ręki album stworzony przez Juana Zanotto, trzeba od razu zrewidować swoje współczesne oczekiwania wobec komiksu. Scenariusz Zaginionych horyzontów swoją strukturą sięga bowiem do lat 70/80 (sam komiks powstał na początku lat 90). Album łamie więc wszelkie zasady obecnego budowania dramatyzmu i często nagina lub przekracza granicę współczesnej poprawności. Nie oznacza to jednak, że komiks nie ma swoich zalet.
Na pewno najmocniej uwagę czytelnika przyciąga tu sam pomysł wyjściowy. Juan Zanotto nie potrzebuje wielu stron, żeby wrzucić odbiorcę w sam środek wydarzeń. Mamy odległą planetę, konflikt pomiędzy potężnymi stronami, zwiad, niebezpieczne terytorium i bohaterów, którzy bardzo szybko przekonują się, że ich wiedza o Alphard IV jest zdecydowanie niewystarczająca. Do tego wszystkiego dochodzi konwerter zamieniający bohatera w bohaterkę, co wcale nie jest wyłącznie sztuczką scenariuszową aby przyciągnąć uwagę czytelnika. Twórca wykorzystuje ten motyw do odejścia od typowego schematu opowieści o dzielnym żołnierzu ratującym planetę.
To właśnie ta zmiana perspektywy jest dla mnie najciekawszym elementem scenariusza. Falka nie zaczyna swojej historii jako gotowa wojowniczka, która doskonale wie, czego chce i potrafi poradzić sobie w każdej sytuacji. Jej pozycja jest wynikiem okoliczności. Musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości, wśród ludzi, których wcześniej nie znała, i w świecie, którego zasad nie rozumie. Dzięki temu pierwsza część opowieści ma odpowiednią dawkę niepewności. Czytelnik razem z bohaterką odkrywa Alphard IV, jego mieszkańców oraz kolejne zależności pomiędzy poszczególnymi grupami. Falka jest przy tym wyrazista, ale nie jest postacią napisaną w sposób szczególnie głęboki. Jej największym atutem pozostaje sytuacja, w której się znalazła. Sama bohaterka jest interesująca dlatego, że historia stawia ją przed nietypowymi problemami, a nie dlatego, że Zanotto stworzył bardzo rozbudowany portret psychologiczny. Czytając kolejne strony, znacznie bardziej interesowało mnie to, co stanie się z Falką i w jaki sposób poradzi sobie w konkretnych sytuacjach, niż samo analizowanie jej wewnętrznych przeżyć. To typ bohaterki charakterystycznej dla pulpowego science fiction.
Pod względem konstrukcji świata, komiks wypada również ciekawie. Alphard IV od początku sprawia wrażenie miejsca, w którym naprawdę trudno przeżyć. Pustynny krajobraz, brak wody, lokalne społeczności, niebezpieczne stworzenia oraz obecność większych sił politycznych tworzą interesujące tło dla wydarzeń. Zanotto nie ogranicza się do pokazania pustyni jako efektownej dekoracji. W jego historii środowisko wpływa na życie mieszkańców i na sposób funkcjonowania całej planety. To ważne, ponieważ dzięki temu świat nie wydaje się całkowicie oderwany od fabuły. Jednocześnie autor nie próbuje przesadnie komplikować swojej wizji. Nie dostajemy wielostronicowych wyjaśnień dotyczących historii planety czy zasad działania jej społeczeństwa. Informacje pojawiają się przede wszystkim w trakcie wydarzeń, co dobrze współgra z przygodowym charakterem komiksu.
Interesująco wypada także konflikt pomiędzy większymi siłami obecnymi w tle. Nie jest on może przedstawiony z taką szczegółowością, jakiej można byłoby oczekiwać, ale daje historii poczucie większej skali. Los Falka nie rozgrywa się w próżni. Jej problemy są częścią większego układu, w którym ścierają się interesy różnych grup.
Warstwa graficzna jest bardzo mocną stroną albumu Zaginione horyzonty. Najlepiej wypadają projekty świata przedstawionego. Zanotto ma wyraźną słabość do wszelkiego rodzaju maszyn, pojazdów, statków i uzbrojenia. Każdy z tych elementów ma własną formę i odpowiednią skalę. Kosmiczne technologie są wystarczająco fantastyczne, aby pasować do gatunku, ale jednocześnie mają ciężar i konstrukcję, dzięki którym nie wyglądają jak całkowicie abstrakcyjne dekoracje. To szczególnie dobrze działa w większych kadrach, gdzie można docenić rozmach wizji Zanotto.
Duże wrażenie robi również sposób przedstawienia samej Alphard IV. Pustynia mogłaby bardzo łatwo stać się monotonna. Autor potrafi jednak różnicować przestrzeń i wykorzystuje ją zarówno do budowania atmosfery, jak i do organizowania scen akcji. Rozległe krajobrazy dobrze kontrastują z ciasnymi wnętrzami oraz bardziej dynamicznymi fragmentami. Dzięki temu świat nie wydaje się płaski. Ma głębię i odpowiednią różnorodność.
Zanotto dobrze radzi sobie także z ruchem. Sceny akcji są czytelne, a kolejne kadry pozwalają bez większego problemu zorientować się, co dzieje się z bohaterami. To istotne w komiksie, w którym wydarzenia często następują szybko. Autor nie musi zasypywać strony ogromną liczbą efektów, aby pokazać dynamikę. Odpowiednie ustawienie postaci i wykorzystanie przestrzeni często wystarczają.
Twórca ma ponadto bardzo charakterystyczny sposób przedstawiania postaci kobiecych. Autor wyraźnie idealizuje ich wygląd. Sylwetki są mocno podkreślone, stroje często eksponują ciało, a atrakcyjność bohaterek staje się częścią ich wizualnego przedstawienia.
Największym problemem Zaginionych horyzontów jest brak odpowiednich proporcji. Juan Zanotto ma pomysł na świat, ma ciekawą główną bohaterkę, ma interesujący punkt wyjścia i ma odpowiednią dawkę przygody. Nie zawsze potrafi jednak zdecydować, które z tych elementów powinny znajdować się na pierwszym planie. W efekcie komiks bywa jednocześnie przeładowany i zaskakująco płytki. Dużo się tutaj dzieje, ale nie wszystko ma taką wagę, jaką sugerowałby sposób prowadzenia historii.
Najbardziej odczuwalne jest to w scenariuszu. Początkowy pomysł jest mocny, ale później fabuła zaczyna korzystać z coraz większej liczby rozwiązań typowych dla pulpowej fantastyki. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby wszystkie te elementy zostały równie dobrze ze sobą połączone. Tak się jednak nie dzieje. Niektóre wątki są interesujące, inne szybko tracą znaczenie, a część sprawia wrażenie dodanych tylko po to, aby utrzymać odpowiedni poziom widowiskowości.
Problemem jest również tempo. Komiks nie jest nudny w klasycznym znaczeniu tego słowa. Nie ma tutaj długich odcinków, w których absolutnie nic się nie dzieje. Wręcz przeciwnie. Wydarzeń jest dużo. Tyle że ich natężenie nie zawsze przekłada się na napięcie. Czasem autor przyspiesza w momencie, w którym przydałoby się trochę zwolnić i pozwolić bohaterom oraz czytelnikowi przetrawić sytuację. Innym razem poświęca miejsce elementowi, który nie ma wystarczającej siły, aby uzasadnić swoją obecność.
Przeszkadza mi również niewystarczające pogłębienie bohaterów. Falka jest ciekawa przede wszystkim dzięki swojej sytuacji, ale trudno powiedzieć, że otrzymujemy szczególnie rozbudowany portret jej psychiki. To samo dotyczy większości postaci drugoplanowych. W opowieści o tak nietypowej przemianie aż prosiło się o większe zainteresowanie emocjami bohaterki, jej relacjami z ludźmi oraz konsekwencjami decyzji podjętej na początku. Zanotto wybiera jednak akcję. Rozumiem ten wybór, ale nie mogę udawać, że nie ogranicza on potencjału całej historii.
Zaginione horyzonty to komiks wyjątkowo specyficzny, pod pewnymi względami ciekawy ale jednocześnie wyraźnie niedopracowany. Juan Zanotto stworzył mieszaninę science fiction, fantasy, przygodowej pulp fiction i erotyki, w której znalazło się kilka naprawdę dobrych pomysłów, które nie zostały jednak odpowiednio wykorzystane. Ostatecznie jest to dzieło zapewniające chwilę poprawnej rozrywki ale również taki o którym bardzo szybko się zapomina.