Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
“Redcoat” to trzeci z tytułów, który możemy przeczytać w ramach uniwersum Bezimiennych, które stworzył Geoff Johns. Jak wypada opowieść o brytyjskim żołnierzu, który w czasie Wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych zyskał nieśmiertelność?
Simon Pure po raz pierwszy pojawił się w krótkiej historii w specjalnym numerze “Geigera”. Ten zeszyt liczący 80 stron miał nam narobić smaku na uniwersum, którego pierwszą historia był właśnie “Geiger”. I pamiętam, że mnie narobił - ciekawiło mnie, jak scenarzysta połączy tych wszystkich bohaterów i wątki z przeróżnych czasów. Na razie jest tak, że idzie to dość powoli - czesci Bezimiennych (którzy notabene jak najbardziej mają imiona) jeszcze nie poznaliśmy z widzenia, nie wiemy co wywołało Nieznaną Wojnę i póki co dostajemy jedynie wyrywki dużo większej historii, którą Johns na naszych oczach układa. I muszę przyznać, że im dalej w las, tym robi się ciekawiej, zarówno w przypadku kontynuowanego w trzecim tomie “Geigera” jak i drugiego tomu “Redcoata”, robi się coraz bardziej ciekawie.
Pierwszy tom przedstawiał nam długą historię, wraz z originem tytułowego bohatera , w której Pure, przy pomocy nastoletniego Alberta Einsteina (karkołomny pomysł Johnsa, który nie do końca działał fabularnie) ścierał się z innym nieśmiertelnym ze swoich czasów i krzyżował swoje losy z samym Georgem Washingtonem. Dostaliśmy awanturniczą powieść, pełną pogoni, rozrób i ucieczek, w której gdzieś za rozrywkowa warstwą krył się dramat nieustannie powracającego do życia bohatera.. Redcoat nie zamierzał się zmieniać, nie chciał wchodzić w żadne związki, bo musiałby patrzeć na odchodzenie swoich bliskich. Dlatego też prowadzi życie lekkoducha, od rozróby do rozróby, wiecznie będąc spłukanym i wiecznie wikłającym sie w jakies przerastające go sprawy. Po prostu słodki drań, w ten sposób portretowany przez Bryana Hitcha, że nie sposób go nie lubić.
Johns pożenił w tej opowieści motywy znane z “Niesmiertelnego” z typowo sowizdrzalską fabułą - Redcoat jest trochę jak Reynevan z husyckiej sagi Sapkowskiego, a komiksowo bardzo mu blisko wyglądem i zachowaniem do Jasia Fasoli z “Baśni (czy też “Jacka z Baśni” z jego indywidualnej serii), choć w porównując go z tym ostatnim, to na pewno Pure ma większe pokłady autorefleksji i nie uważa się za nie wiadomo kogo. Niemniej żyje (bo nie może umrzeć) od przygody do przygody i taki właśnie zestaw przygód z różnych punktów na linii życia Simona dostajemy w drugiej części komiksu.
Krótsze historie przedstawione nam w nowym tomie sprawdzają się lepiej niż ta rozciągnięta w pierwszej odsłonie serii, w której fabuła była momentami nieco nużąca. Tym razem nie ma miejsca na takie odczucia, Johns wyraźnie złapał wiatr w żagle i śmiało sobie poczyna łącząc historyczne postacie z fikcyjnymi wątkami. Albo inaczej - tworząc fikcyjną wersję rzeczywistej postaci, jak to ma miejsce w historii o przyjaźni Simona z Johnym Appleseedem, który to amerykański misjonarz znany z wprowadzenia jabłoni do USA zyskuje w niniejszej fabule magiczne właściwości.
Inną historią jest ta z Annie Oakley, słynną amerykańska strzelczynią wyborową, do której Simon czuje wyraźną miętę. Jest wybuchowo, emocjonalnie wiarygodnie, między tą dwójką po prostu iskrzy - w efekcie ta znajomość wydobywa z Simona kogoś więcej, niż tylko beztroskiego sowizdrzała. Takie właśnie fabuły bardzo dobrze rozbudowują postać głównego bohatera. No i dobrze, bohater bohaterem, a my chcielibyśmy też postępującej rozbudowy uniwersum Bezimiennych, prawda?
Okazuje się, że o tej kwestii Geoff Johns jak najbardziej pamięta i dzięki temu poznajemy wreszcie jednego z dotąd nieobecnych (a tylko gdzieś wymienionych), bohaterów uniwersum. Oto przed nami czarnoskóry Człowiek z Północy, który dostaje tutaj wspólną historię z Red Coatem. Nie chcę zdradzać nic więcej, powiem tylko, że jej istotnym składnikiem są zawirowania i podróże w czasie, a enigmatyczne wypowiedzi nowego bohatera rodzą w głowie czytelnika nowe pytania tyczące uniwersum Bezimiennych. Wypadkową tej historii jest końcowa opowieść, chyba najlepsza w całym zbiorze, w której podczas pożaru Białego Domu, Simon razem z Dooley Madison, żoną prezydenta Jamesa Madisona usiłują uratować z pożaru w Białym Domu wielki obraz przedstawiający George’a Washingtona. To naprawdę fajna fabuła, stawiająca Redcoata w położeniu, w którym raczej siebie by nie widział. A jej konkluzja osadzona w odległej przyszłości jest nad wyraz ważna dla całego uniwersum i z pewnością rozbudza czytelniczy apetyt.
Powiem szczerze, że ten majowy zestaw od Nagle Comics, czyli drug tom “Redcoata” i trzeci “Geigera” to udane rozrywkowe combo, dwie niegłupie fabuły, które pokazują, jak bardzo ich twórcom zależy, by coraz mocniej zaciekawiać czytelnika rozwojem uniwersum. Owszem, to ostatnie akurat dzieje się niespiesznie w przeciwieństwie do dynamicznych fabuł, ale wolę konsekwentną budowę krok po kroku, niż kiedy wszystko jest nam dane od razu na tacy. I dlatego będę wyczekiwał kolejnych komiksów spod marki Ghost Machine.
3 oceny Show votes.
3 oceny Show votes.
3 oceny Show votes.
Redcoat Tom 2.
Pierwszy tom Redcoata kupił mnie swoim przygodowo-historyczno-magicznym klimatem. To była szalona, pełna pomysłów historia, która bawiła mnie od pierwszej do ostatniej strony. Dlatego drugi tom trochę mnie zaskoczył, bo zamiast kontynuować sprawdzoną formułę, idzie w zupełnie innym kierunku.
Tym razem dostajemy zbiór opowiadań przypominający nieco Wiedźmina. Każda historia stanowi osobną przygodę, ale gdzieś w tle cały czas przewija się większa fabuła. Poszczególne wydarzenia ewidentnie coś zapowiadają. Magia nadal jest obecna, choć tym razem została mocno ograniczona i schodzi na dalszy plan.
Mimo że osobiście wolę jedną, ciągłą historię, to przy tych opowiadaniach bawiłem się naprawdę świetnie. Komiks regularnie potrafi zaskoczyć ciekawym pomysłem, a Simon Pure pozostaje jednym z największych atutów serii. Ten nieśmiertelny awanturnik jest po prostu niesamowicie sympatyczny i z przyjemnością śledziłem jego każdą kolejną, często kompletnie szaloną przygodę.
Nie brakuje tu akcji, przekornych dialogów i podróży w czasie, które wreszcie mocniej łączą Redcoata z uniwersum Bezimiennych. Wszystko to czyta się lekko i bardzo przyjemnie.
Na pochwałę zasługuje również warstwa wizualna. Ilustracje prezentują wysoki poziom, postacie są duże, wyraziste i świetnie narysowane, a cały komiks ma klimat, którego naprawdę trudno szukać gdzie indziej.
Choć pierwszy tom nadal pozostaje moim faworytem, drugi również trzyma bardzo wysoki poziom i dostarcza masę dobrej zabawy. Zdecydowanie warto wskoczyć w ten wir przygody.
Komiks ten i setki innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek