Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Komiksy o solowych przygodach Moon Knighta pojawiają się na naszym rynku sporadycznie, choć on sam od czasu do czasu pojawia się w albumach poświęconych innym superbohaterom. Jednak to właśnie solowe perypetie tego specyficznego herosa wypadają najciekawiej.
Nowy run “Moon Knighta” został wydany w ramach Marvel Fresh. Nieco wcześniej w ramach serii o Avengers mieliśmy event pod tytułem “Era Khonshu”, w którym egipski bóg próbował zawładnąć światem przy pomocy swojego sługi, wyznawcy i wojownika w jednym. Tym ostatnim jest oczywiście Moon Knight, który po tych wydarzeniach musi w jakiś sposób odpokutować i zakłada w Nowym Jorku misję. Pełni w niej rolę swoistego, miejskiego kapłana, który pomaga pobliskim mieszkańcom w problematycznych sprawach o charakterze nadprzyrodzonym. I wychodzi na to, że całkiem dobrze czuje się w tej roli.
Dobrze odbiera również ów komiks czytelnik. Prawda jest taka, że Marvelowi fajnie wychodzą albumy o superbohaterach prowadzących swą działalność na uboczu, w lokalnej skali, z dala od wielkich eventów (najlepszy przykład to wydany przez Egmont cykl o Hawkeye’u). A że jeszcze mamy specyficznego bohatera - bo Marc Spector i jego pozostałe osobowości potrafią zarówno przykuć uwagę, jak i uwikłać się w najdziwniejsze sprawy. Kto czytał krótki run Warrena Ellisa o tym superbohaterze powinien pamiętać intrygujące scenariusze. Tym razem scenarzysta Jad MacKay stąpa bardziej po ziemi, ale są momenty, są zeszyty, w których czuć weirdowski vibe (i pomysły rodem z głowy Granta Morrisona), bardzo pasujący do przygód Moon Knighta.
Nowy “Moon Knight” to dwanaście zeszytów plus jeden rodzynek w postaci opowieści z eventu “Diabelskie rządy”, który to komiks Egmont wydał w tym samym miesiącu co opowieść o Księżycowym Rycerzu. Ów rodzynek opowiada o pobycie superbohatera w więzieniu podczas zatargu Wilsona Fiska z superbohaterami i jest całkiem zaskakujący oraz konsekwentny w portretowaniu nieobliczalnego herosa. Na tej jego cesze często bazują zebrane w albumie historie, co znacząco wpływa na atrakcyjność fabuły.
Teoretycznie mamy tutaj pojedyncze historie, ale w każdej z nich jest element, który buduje bardziej złożoną, większą fabułę, z której po pewnym czasie wyłania się główny antagonista serii - inny niż z początku myślimy. MacKay lubi mylić tropy i wyraźnie widać, że nie śpieszy się ze swoją opowieścią - każdy nowy bohater na drodze Moon Knighta ma znaczenie w fabule i jest konsekwentnie prowadzony. Najciekawsza jest tu Reese, ofiara wampira z otwierającej album historii, która zostaje asystentką Marka Spectora i jednocześnie próbuje radzić sobie ze swoją nową, nadprzyrodzoną naturą. Pojawia się też sam Khonshu oraz jego inny wyznawca/wojownik, który w ciekawy sposób namiesza w fabule. No i równie ważne są tu różne, przyziemne sprawy i potrzeby pobocznych bohaterów, jak i spektakularne potyczki Monn Knighta z jego przeciwnikami. Czasem tylko, szczególnie podczas scen akcji odczuwałem potrzebę zmiany stylistyki graficznej na bardziej nie tyle wyrafinowaną, co szaleńczo ekspresyjną, ale być może właśnie celowa przyziemność niektórych wydarzeń wymagała tak nakreślonego przez Allesandro Cappuccio świata - bez fajerwerków, ze stonowaną kolorystyką, w której tak bardzo wyróżnia się biel kostiumu głównego bohatera.
Ciekawym motywem przewodnim komiksu są sesje terapeutyczne, które Moon Knight odbywa pod okiem doktor Sterman. Dzięki temu może się bardziej otworzyć (także przed czytelnikami) i jednocześnie analizować swoje postępowanie związane z założeniem misji. Dlatego na początku opowieść jest pokawałkowana, nie jest łatwo wpaść w ten zaburzony rytm przygód superbohatera i niektórzy odbiorcy mogą ocenić to jako wadę scenariusza. MacKay, łącząc udziwnienie z przyziemnością stworzył rodzaj sinusoidy, w którą trzeba się wpasować i dać się ponieść nietypowej narracji. I tak jest do końca albumu, który swoim cliffhangerem otwiera przed opowieścią nowe możliwości, choć ów chwyt sam w sobie w Marvelu i samych opowieściach o Księżycowym Rycerzu nie jest niczym nowym. Z ciekawością przeczytam dalszy ciąg.