Ylvie niedawno odebrano dziecko. Sparaliżowana bólem dostrzega wszędzie znaki i koneksje. Liczby. Imiona. Sytuacje. Będąc w kruchym stanie psychicznym, zaczyna łączyć własne życie z biografią Astrid Lindgren. Czuje duchową więź z kobietą, którą – podobnie jak ją – rozdzielono z synem.
Aby zbliżyć się do Astrid, zapisuje się na oprowadzanie po dawnym mieszkaniu pisarki. Powoli, lecz nieubłaganie, granice normalności zaczynają się przesuwać.
Kocham Astrid Lindgren autorstwa Elin Lucassi to oryginalna i poruszająca powieść graficzna o niezwykłej sile ekspresji.
Elin Lucassi (ur. 1977) jest autorką komiksów i rysowniczką satyryczną. Opublikowała kilka powieści graficznych i regularnie tworzy autobiograficzny humorystyczny pasek komiksowy Rit-Lucassi (Rys-Lucassi). W 2021 roku nakładem wydawnictwa Galago ukazał się głośny Pamiętnik z kwarantanny. Kocham Astrid Lindgren jest jej piątą powieścią graficzną.
Publikacja ukazała się dzięki wsparciu finansowemu Kulturrådet / Swedish Arts Council.
Publikacja ukazała się przy wsparciu Instytutu Książki w ramach programu wydawniczego Inne Tradycje. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dzie-dzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej Nr 3/DF-VII/2026.
11.05.2026
I
Czerń / Biel
Miękka ze skrzydełkami
140x190 mm
152
69,00 zł
9788383790466

Mateusz Czechowicz:
W dzieciństwie przeczytałem sporo książek autorstwa Astrid Lindgren. Zaczęło się od “Dzieci z Bullerbyn”, które były lekturą, a potem doszły przygody Pippi Långstrump i kolejne historie. Z takim bagażem podchodziłem do “Kocham Astrid Lindgren” (wyd. Los Kraba) Elin Lucassi,w tłumaczeniu Katarzyny Syty. Jak się jednak okazało, trzeba było owy bagaż porzucić i podejść do tego komiksu ze świeżą głową. I warto to zrobić, bo oczekiwania mogą zepsuć lekturę, a jest to pozycja bardzo ciekawa i momentami bardzo mocna.
Tak naprawdę najlepiej jakbyście w tym momencie przestali czytać i sięgnęli po ten tytuł. Moim zdaniem dużo daje nieświadomość czytelnika o czym jest ta historia. A jednocześnie nie da się o tym komiksie opowiadać bez zahaczenia o poszczególne elementy tej opowieści, dlatego ostrzegam.
Opis na tyle okładki jest bardzo celny i całkiem nieźle streszcza historię. Tylko pomija on dosyć ważne detale. Owszem, Ylvie odebrano dziecko, próbuje ukoić ból i odnaleźć siebie, odnosząc swoje przeżycie do życia ukochanej autorki. Przed lekturą zastanowiałem się z jakiego powodu jej owe dziecko odebrano. Czy była patologiczną matką? Czy to dziecko potrzebowało leczenia? Jednak jak się okazało, powód jest zupełnie inny. Ylvie była surogatką dla swojej siostry i jej męża. Zatem to odebranie dziecka to coś czego się spodziewała. Ale jak się okazało, nie była na to gotowa.
Strata dziecka dla naszej bohaterki jest bardzo bolesna. Nie wie co ze sobą zrobić i coraz bardziej popada w obłęd. Na początku jest to tylko żałoba i próba pogodzenia się z rzeczywistością. Jednak z każdą wizytą w domu szweckiej pisarki, Ylvie coraz mocniej oddala się od otaczającej ją rzeczywistości. Przechodzimy od zauważenia podobieństw doświadczeń z Lindgren do mocno odrealnionych wizji syna bohaterki. Jest coraz dziwniej, coraz mniej wiemy co rzeczywiście się dzieje. Podoba mi się zarówno pomysł, że strata dziecka w taki sposób doprowadza bohaterkę do szaleństwa, jak i tempo wprowadzania tego w życie. Na moment nie mamy zawahania, ani zbyt mocnego przyspieszenia, tylko wszystko eskaluje równym tempem.
Co istotne widzimy też poród, a potem ciąże i poczęcie. W tej kolejności. Choć nie zawsze decyzja w opowiadaniu wydarzeń w odwrotnej do chronologii kolejności, tak tu to działa świetnie. Nie dość, że pozwala to nam powoli odkrywać kontekst późniejszych, to widzimy jakie wątpliwości miała Ylvie od samego początku i jak to w pewnym sensie ją odczłowiecza. Jednocześnie z raz podjętej decyzji nie umie się ona wycofać.
Obie te linie historii każą nam się zastanowić jak surogacja może wpłynąć na kobietę. Co istotne autorka komiksu w żadnym momencie nie przedstawia nam jasnej oceny tego typu działania. Zamiast tego daje czytelnikowi możliwość wyciągnięcia własnych wniosków. Można się zastanowić czy surogacja w ogóle jest dobra. Albo czy przed podjęciem takiej decyzji nie powinno się przejść badań psychologicznych. Ja nie będę tutaj narzucał swoich wniosków na ten temat. Nigdy mnie taka sytuacja nie dotknie, bo w końcu jestem facetem. Ale jako facet mogę i doceniam zarówno pomysł, jak i wykonanie tego komiksu.
Raczej to dość oczywiste na tym etapie, ale polecam przynajmniej się zastanowić nad lekturą “Kocham Astrid Lindgren”. Mi zostanie w głowie przynajmniej na jakiś czas. Jest to pozycja na pewno ciekawa, zmuszająca do przemyśleń, ale nie narzucająca własnych wniosków. Jest to też pozycja dla fanów lekkiej, ale nie przesadnej dziwności. Nie jest to jednak lektura na zabicie czasu czy luźne posiedzenie przy kawie. Ale to siła tego tytułu, bo jest jakiś, co zawsze jest w moich oczach zaletą.
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Michał Szczebak:
(...) Dodam też kilka zdań od siebie świeżo po lekturze. Bardzo podoba mi się w jak empatyczny, a zarazem stosunkowo lekki sposób autorka opowiada tu o tak ciężkim temacie, jakim jest kryzys zdrowia psychicznego. Postępująca dysocjacja, zapadanie się bohaterki w wir własnych, podszytych rozpaczą, obsesji z jednej strony śledzi się z niepokojem, z drugiej jednak z racji na prostotę formalną odbiera się błyskawicznie (komiks można ukończyć w niecałe 20 minut). Prostota w tym wypadku jak najbardziej służy narracji. Estetyczny minimalizm łączy się tu z również dość prostymi zabiegami narracyjnymi (czerń powoli infekująca kadry, zaburzenia perspektywy) i metaforami (wizualną i tekstowa metafora pęknięcia), a one składają się na jednowątkową, stosunkowo krótką, ale za to naprawdę nietypową i potrafiącą uderzyć historię o bólu po utracie dziecka.
Postać Lindgren i jej twórczość, jak trafnie zauważa Mati, nie jest tu wcale centralnym elementem narracji (tak jak chociażby miało to miejsce w THE TALE OF ONE BAD RAT Bryana Talbota, gdzie sposób prowadzenia narracji i atmosfera komiksu nasiąkała postacią autorki Beatrix Potter i sposobem w jaki pisała swoje książki dla dzieci), a raczej tylko punktem odniesienia/zaczepienia dla bohaterki, tą jedyną ostatnią boją dla jej zatapiającej się w rozpaczy psychiki. Choć narracja pełna jest cytatów i miejsc związanych z Lindgren, atmosfera jej książek w żaden sposób nie przekłada się na atmosferę komiksu - Lucassi idzie w swoim kierunku chcąc uniknąć potencjalnego niebezpieczeństwa romantyzowania przeżyć bohaterki, gdyby opowiedzieć je w stylu Lindgren. Warto to mieć na uwadze, jeśli pamięta się książki Lindgren z dzieciństwa i po komiksie oczekuje się wariacji na temat jej twórczości. Nie mniej jednak, również polecam się zainteresować komiksem Lucassi. Kolejna pozycja od Los Kraba warta uwagi.
(Pełen tekst: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1002416822547014&set=pb.100083361151617.-2207520000&type=3)