Ostatni tom serii „Batman” autorstwa Chipa Zdarsky’ego („Batman”, „Daredevil”) i Jorge Jiméneza („Liga Sprawiedliwości”, „Super Sons”). W następstwie wydarzeń z eventu „Władza absolutna” Batman wkracza w nową erę uniwersum DC, otwierając pierwszy rozdział linii wydawniczej DC All In.
Po długiej i pełnej trudnych wyzwań nieobecności Batman wraca do Gotham z impetem! Czy nowe publiczne inicjatywy Bruce’a Wayne’a w końcu sprawią, że miasto stanie się bezpiecznym miejscem? I czy Riddler naprawdę przeszedł na stronę prawa, zakładając legalnie działającą firmę, czy też jego działalność jest częścią jakiegoś większego planu?
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach „Batman” #150, 153–157.
15.07.2026
I
Kolor
Miękka ze skrzydełkami
170x260 mm
180
79,99 zł
9788328173552

“Batman. Umierające Miasto” kończy pracę Chipa Zdarsky’ego nad główną serią o Człowieku-Nietoperzu. Czy to godne zakończenie?
Ten ostatni tom ukazał się już w ramach “DC All In”, choć nie czuć w nim wcale posmaku nowości, ani tym bardziej pokłosia wydarzeń z “Władzy absolutnej”. A jednak jest w nim coś istotnego, poczucie końca pewnych rzeczy, choć może nie w tak dramatycznym wymiarze jak sam tytuł tego wydania zbiorczego. Gotham przeciez za sprawą decyzji Bruce’a Wayne’a się odbudowuje, rewitalizuje itd., ale przecież prawdy o mieście nie sposób wymazać. Bo Gotham to miejsce - o czym peroruje w pewnym momencie jeden ze złoczyńców przedstawionych w tym tomie - którym w innych rejonach świata straszy się dzieci.
Właśnie fakt, że pewnych rzeczy nie da się powstrzymać, że zawsze trzeba walczyć ze zbrodnią, o lepsze jutro, że czasy wcale się nie zmieniają, a wręcz robią się gorsze przebija ze scenariusza Zdarsky’ego, który przemyca do opowieści echa z naszego rzeczywistego świata pokazując, jak działa na ludzi polaryzacja i propaganda. Nie jest to jednak głównym tematem “Umierającego miasta”.
W tym tomie przeciwnikiem Batmana, czy raczej w większym stopniu Bruce’a Wayne’a są Edward Nygma oraz Trybunał Sów pod nowym dowództwem. Można zatem rzec, że znowu mamy mielenie ogranych motywów, ale w tej kwestii Zdarsky zaskoczył - Nygma stał się nagle milionerem i prowadzi inny sposób walki - na pieniądze i na inwestycje. Natomiast przewodzący Trybunałem Sów wymyśla intrygę również bazującą pośrednio na ekonomii, bo majacą pozbawić Bruce’a znacznej części aktywów. Obie intrygi są ze sobą powiązane i mają rzecz jasna drugie dno, związane choćby z zamieszkami w mieście, które prowokuje nowy bohater - ktoś wyglądający jak podróba marvelowskiego Kapitana Amryki. Co ciekawe, to wciąż nie jest główne danie “Umierającego miasta”.
Ten tom, to przede wszystkim opowieść o dwójce przyjaciół - Batmanie i obecnie pracującym w charakterze prywatnego detektywa, Jimie Gordonie. Ten drugi zostaje oskarżony o morderstwo - wszystkie dowody świadczą przeciw niemu (czyje to morderstwo dowiadujemy się w końcówce pierwszego zeszytu w tomie). Bardziej niż akcja i śledztwo, ciekawsze jest tutaj obserwowanie stanów psychicznych Gordona i Batmana. Były policjant, zmęczony życiem, chciał wnieść do niego trochę radości i cieszyć się takimi chwilami, ale został brutalnie sprowadzony na ziemię. Natomiast Batman jest wręcz rozbity sytuacją, w której znalazł się Gordon - jakby zachwiała się ostatnia stała rzecz w Gotham. Dlatego też, superbohater robi wszystko, by znaleźć dowody na niewinność byłego komendanta (aktualnym jest robiący im obu pod górkę Vandal Savage).
A zatem główny trzon tej opowieści opiera się na nadszarpniętej relacji między Batmanem a Jimem Gordonem. Po tym, jak stracił Alfreda, obrońca Gotham nie jest gotów stracić drugiego ze swoich starszych towarzyszy - jest to dla niego większym zagrożeniem niż cała chmara czających się w mroku złoczyńców. I za to wyeksponowanie pierwiastka ludzkiego należą się Zdarsky’emu słowa uznania. Nawet jeśli w finałowej rozgrywce Batman robi pokazówkę w swoim stylu, sprowadzając na ulicę Gotham zmierzający ku katastrofie samolot.
Słowa uznania należą się także rysownikom tego tomu zbiorczego. Nie ma tu miejsca na eksperymenty - dostajemy czytelną kreskę Jorge Jimeneza oraz Tony’ego S. Daniela - obaj są świetnymi rysownikami, obaj pokazują czytelnikom wysokiej jakości plansze w realistycznym stylu - bardzo dobrze to się ogląda. Jednak ów ludzki pierwiastek najlepiej działa, kiedy do akcji wchodzi Jorge Fornes ze swoimi rysunkami w stylu retro - wtedy naprawdę mamy wrażenie, że ta opowieść oparta jest na prawdziwych emocjach. To dobre zakończenie runu, który miał swoje lepsze i gorsze momenty. Nie ma tu fajerwerków, tak jak w kończącym tom zeszycie z numerem 150, z nieco wcześniejszą historią o podrzędnym przestępcy, który zna sekret tożsamości Batmana. By opowieść była mocna i zapadała w pamięć nie potrzeba fajerwerków rodem z superbohaterskich eventów - wystarczy brutalna codzienność Gotham.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.