Drugi tom kolekcji komiksowych adaptacji książek amerykańskiego pisarza Edgara Rice’a Burroughsa (1875–1950), którego dzieła weszły do kanonu powieści przygodowo-fantastycznych. Album zbiorczy historii o Pellucidarze zawiera obie części wydania francuskiego.
1917 rok. Dwaj Amerykanie, genialny naukowiec Abner i młody awanturnik David, testują możliwości maszyny do przemieszczania się głęboko pod ziemią. Niespodziewanie docierają do krainy pełnej niezwykłej roślinności, olbrzymich zwierząt, latających potworów, humanoidów z epoki kamienia i demonicznych władców żywiących się ludzkim mięsem… Dokąd trafili śmiałkowie i czy będą w stanie przetrwać w świecie, gdzie czyhają same niebezpieczeństwa? Przed nimi ciąg szaleńczych walk na śmierć i życie, zanim dostaną szansę powrotu do domu.
Scenariusz komiksu napisał Jean-David Morvan, francuski autor doskonale znany polskiemu czytelnikowi z serii fantastycznych „Armada”, „Navis”, „Książęta demony” czy „Pożoga”. Rysunki są dziełem argentyńskiego grafika Rafaela Ortiza, współtwórcy wielu one-shotów społecznych, historycznych i reportażowych (m.in. „L’envers des nuages”, „L’hôtel de Brienne”, „Magnum Générations”).
12.08.2026
I
Kolor
Twarda
210x297 mm
120
89,99 zł
9788328190252

Na wstępie omówienia komiksowej wersji pozwolę sobie na mały truizm - nie każde dzieło popkultury ma za zadanie stawiać fundamentalne pytania i prowokować nas do górnolotnych przemyśleń. Czasem bowiem wystarczy, że wrzuci czytelnika w sam środek przygody i przez kolejne sto stron zwyczajnie nie pozwoli mu się nudzić.
Doskonale wiedział o tym Edgar Rice Burroughs, jeden z tych autorów, którzy sami mieli świadomość ograniczeń własnej twórczości, a mimo to pozostawili po sobie trwały ślad w historii literatury rozrywkowej. To przecież jego wyobraźni zawdzięczamy Tarzana czy Johna Cartera, a także własną wersję teorii o wydrążonej Ziemi, która przez lata rozpalała ludzką wyobraźnię. Choć przeszło pół wieku wcześniej podobny pomysł wykorzystał Juliusz Verne, Burroughs podszedł do niego po swojemu: mniej interesowały go nauka i wiarygodność, a bardziej to, w czym czuł się najlepiej – szalona, momentami chaotyczna i pozbawiona większej logiki, ale przy tym niezwykle atrakcyjna przygoda.
Na tym właśnie fundamencie Jean-David Morvan i Rafael Ortiz budują komiksowe „We wnętrzu Ziemi”. Jego bohaterami są naukowiec Abner Perry oraz młody David Innes, którzy przy pomocy maszyny zdolnej przewiercić się przez ziemską skorupę, trafiają do Pellucidaru – ukrytego we wnętrzu naszej planety świata zamieszkanego przez prehistoryczne bestie, prymitywne plemiona ludzi i sprawujących nad nimi władzę inteligentnych, gadzich Maharów. Powrót do domu szybko schodzi na dalszy plan, gdy bohaterowie zostają wciągnięci w konflikt miejscowych mieszkańców i walkę o przetrwanie.
Już sam opis fabuły to całkiem spora dawka nonsensu – na tyle, by zorientować się, że naukowe analizowanie tego wszystkiego byłoby całkowicie bezcelowym. A jest przecież nawet lepiej: Pellucidar oświetla znajdująca się w jego wnętrzu gwiazda, antagoniuści potrafią hipnotyzować ludzi dzięki wysyłaniu myśli do czwartego wymiaru, na usługach mają gigantyczne goryle, a przedstawiciele prymitywnych plemion bez większego problemu porozumiewają się z przybyszami płynną angielszczyzną. Historia Abnera i Davida wręcz obnosi się z całym radosnym strumieniem świadomości i nie próbuje nawet udawać, że obowiązują ją prawa logiki czy fizyki.
Morvan nie tylko zachowuje bowiem pulpowy charakter prozy Burroughsa, ale wręcz celowo go uwypukla. W efekcie „We wnętrzu Ziemi” przypomina trochę komiksowy odpowiednik współczesnego kina superbohaterskiego spod bandery Marvela, czy akcyjniaków Michaela Baya. Realizm zostaje wyrzucony za burtę, jego miejsce zajmują nieustanna akcja, odrobina romansu, humorystyczne oczka puszczane do czytelnika, niemal niezniszczalni bohaterowie i efektowna oprawa. Trzeba przyjąć to z całym dobrodziejstwem inwentarza, bo próba traktowania tej historii zbyt poważnie może skończyć się wyłącznie bólem głowy.
Jeśli jednak zaakceptować jej pulpowy rodowód i odpowiednio ustawić oczekiwania, zabawa okazuje się naprawdę przednia. Abner i David wzbudzają sympatię, a przy tym kontrastują ze sobą na tyle mocno, by ich relacja regularnie dodawała wydarzeniom komediowej lekkości. Kiedy trzeba, komiks potrafi być też również zaskakująco brutalny, ale przede wszystkim imponuje tempem. Właściwie od pierwszych stron zostajemy wrzuceni tu w wir wydarzeń, a później scenariusz wrzuca jeszcze wyższy bieg i niemal już z niego nie schodzi. Kolejne pościgi, pojedynki, ucieczki i coraz bardziej fantastyczne pomysły pojawiają się tak szybko, że czasami ledwo zdążymy przetrawić jeden absurd, zanim twórcy zaserwują następny.
Temu szaleństwu znakomicie dotrzymuje kroku Rafael Ortiz. Rysownik świetnie odnajduje się w kontrolowanym chaosie scenariusza, przeplatając detaliczne zbliżenia monumentalnymi panoramami Pellucidaru i pozwalając swojej wyobraźni poszaleć przy projektowaniu jego mieszkańców. Największe wrażenie robi przy tym jednak sposób, w jaki plansze oddają nieustanny ruch. Kolejne kadry mają w sobie energię, dzięki której niemal fizycznie czuć pęd wydarzeń i narastającą adrenalinę. Przy tak skondensowanej opowieści łatwo byłoby stworzyć wizualny bałagan, tymczasem Ortiz sprawia, że nawet najbardziej dynamiczne sekwencje pozostają czytelne.
„We wnętrzu Ziemi” nie udaje więc czegoś, czym nigdy nie zamierzało być i właśnie ta samoświadomość jest jedną z jego największych zalet. Nie znajdziemy tutaj wiarygodnego świata ani fabuły odpornej na zadawanie niewygodnych pytań. Dostajemy za to czystą, nieskrępowaną logiką przygodę, która doskonale pamięta o swoich pulpowych korzeniach i potrafi przekuć ich największe niedorzeczności w zaletę. Innymi słowy zatem robi dokładnie to, co zadecydowało o popularności materiału źródłowego przez mijające dekady.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.