To jeden z albumów specjalnych o legendarnym kowboju, których autorami są uznani europejscy komiksiarze.
Lucky Luke ma poważny problem, bo Jolly Jumper się na niego obraził i nic nie mówi. Bohater zastanawia się, jak sprawić, aby przyjaciel znów był wesoły i wygłaszał śmieszne komentarze. Tymczasem Samotny Kowboj dostaje od prokuratora nietypowe zadanie: musi się dowiedzieć, dlaczego jeden z braci Daltonów prowadzi w więzieniu głodówkę. Lucky Luke nawet nie podejrzewa, że podejmując się tej misji, pakuje się w śmiertelnie niebezpieczne kłopoty… Czy w trakcie nowej przygody zdoła też odkryć, z jakiego powodu Jolly przestał się do niego odzywać?
Cykl o Lucky Luke’u był przez wiele lat tworzony przez mistrzów komiksu Morrisa i Goscinnego, a po ich śmierci jest kontynuowany przez uznanych artystów. Co pewien czas pojawiają się także albumy specjalne, w których przedstawiane są autorskie wizje przygód Samotnego Kowboja. Twórcą „Jolly Jumper się nie odzywa” jest bardzo doświadczony francuski rysownik i scenarzysta Guillaume Bouzard, znany przede wszystkim z historii humorystycznych takich jak „The autobiography of me too”, „Le Club des Quatre”, „Football Football”, „Les poilus” czy komiksu erotycznego „La bibite à bon Dieu”. Został uhonorowany kilkoma nagrodami branżowymi, w tym dwukrotnie Nagrodą im. Charliego Schlinga przyznawaną podczas Festiwalu Komiksowego w Angoulême.
14.10.2026
I
Kolor
Miękka
216x285 mm
46
39,99 zł
9788328178724
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Kiedy wierny wierzchowiec nagle odmawia dialogu, najszybszy rewolwerowiec Dzikiego Zachodu traci grunt pod nogami. Guillaume Bouzard w albumie Jolly Jumper się nie odzywa przewrotnie rozprawia się z legendą Lucky Luke’a. W tej recenzji komiksu sprawdzam, czy bezczelna parodia klasycznego westernu dorównuje oryginałowi Morrisa.
Guillaume Bouzard podchodzi do jednej z najważniejszych serii europejskiego komiksu z bezczelnością, która nadaje albumowi wyjątkowo przewrotny charakter. Punktem wyjścia jest pomysł, któremu trudno odmówić komediowego potencjału: Jolly Jumper, wierny towarzysz Lucky Luke’a, nagle przestaje się do niego odzywać. Koń konsekwentnie ignoruje właściciela, rezygnuje z charakterystycznych komentarzy i nie reaguje na próby nawiązania kontaktu. Równolegle pojawia się sprawa Jacka Daltona, który podczas pobytu w więzieniu rozpoczyna strajk głodowy i chce rozmawiać wyłącznie z Lukiem. Zamiast epickiej przygody Bouzard proponuje więc czystą parodię, w której dobrze znane motywy serii zostają postawione na głowie.
Zestawienie obu problemów okazuje się znakomitym źródłem komizmu. Kowboj, który zwykle bez trudu radzi sobie z przestępcami, nagle nie potrafi porozumieć się z własnym koniem. Próbuje zmienić wygląd i zachowanie, by odzyskać jego sympatię, co prowadzi do serii zabawnych pomyłek. Bouzard świetnie wykorzystuje bezradność bohatera, podważając wizerunek nieomylnego rewolwerowca.
Największym atutem scenariusza jest swoboda w wykorzystywaniu charakterystycznych elementów uniwersum Morrisa. Autor nie ogranicza się do odtwarzania sprawdzonych schematów, lecz chętnie bawi się przyzwyczajeniami postaci i oczekiwaniami czytelników. Najlepiej wypada w pojedynczych scenach komediowych, w których absurd i autoironia idą w parze z dobrą znajomością serii.
Nie wszystko jednak działa równie dobrze. Największym problemem pozostaje konstrukcja opowieści, która momentami sprawia wrażenie podporządkowanej kolejnym pomysłom na żarty. Poszczególne epizody przypominają luźno powiązane skecze, a wątek Jolly Jumpera nie otrzymuje tak konsekwentnego rozwinięcia, jakiego można byłoby oczekiwać. Szkoda również, że przyczyna zachowania konia pozostaje bez jednoznacznego wyjaśnienia. Odniosłem wrażenie, że Bouzard nie wykorzystał w pełni potencjału własnego pomysłu.
Guillaume Bouzard ciekawie podchodzi do bohaterów stworzonych przez Morrisa, pokazując ich z nieco innej strony. Lucky Luke nie jest tutaj wyłącznie opanowanym i pewnym siebie rewolwerowcem, lecz człowiekiem, który zupełnie nie radzi sobie z kryzysem w relacji z własnym koniem. Jego zagubienie i kolejne próby odzyskania sympatii Jolly Jumpera dostarczają wielu zabawnych sytuacji, a jednocześnie pozwalają spojrzeć na tę postać z większym dystansem.
Szczególnie interesująco wypada sam Jolly Jumper, który tym razem rezygnuje ze swojej roli błyskotliwego komentatora. Jego milczenie staje się głównym źródłem nieporozumień i napędza relację z Lukiem. Nie brakuje również charakterystycznego dla serii humoru z udziałem Daltonów. Bouzard potrafi jednak zaskoczyć nawet w przypadku dobrze znanych bohaterów.
Na drugim planie pojawiają się także Ma Dalton i Phil Defer. Ich obecność pozwala autorowi nawiązywać do komiksowej tradycji, ale przede wszystkim stwarza okazję do kolejnych absurdalnych sytuacji. Bohaterowie zachowują przy tym swoje rozpoznawalne cechy, dzięki czemu nawet najbardziej przerysowane pomysły nie odbierają im charakteru. Bouzard dobrze rozumie, co stanowi o ich wyjątkowości, i potrafi wykorzystać to do zabawy konwencją bez całkowitego zatracenia ducha serii.
Świat przedstawiony w albumie Bouzarda nie próbuje wiernie odtwarzać realiów Dzikiego Zachodu. To raczej umowna, mocno przerysowana sceneria, zbudowana z dobrze znanych westernowych motywów, która doskonale pasuje do parodystycznego charakteru opowieści. Miasto, lokalny urząd, więzienie czy zakurzone drogi pełnią przede wszystkim funkcję tła dla kolejnych wydarzeń. Autor nie poświęca wiele miejsca na rozbudowywanie otoczenia, ponieważ znacznie bardziej interesuje go wykorzystanie go do komediowych sytuacji.
Dominuje tu lekki, absurdalny humor i wyraźny dystans do mitologii Dzikiego Zachodu. Bouzard traktuje przedstawiony świat jak scenę, na której może swobodnie rozgrywać kolejne gagi. Niektóre kadry ograniczają tło do minimum, co dodatkowo podkreśla umowność całej konwencji. Moim zdaniem ten zabieg dobrze współgra z charakterem historii i pomaga zaakceptować jej specyficzny, momentami wręcz teatralny klimat.
Warstwa graficzna albumu wyraźnie odbiega od tego, do czego przyzwyczaiły nas klasyczne przygody Lucky Luke’a. Guillaume Bouzard posługuje się uproszczonym, miejscami wręcz szkicowym stylem, w którym dominują przerysowane proporcje postaci, charakterystyczne nosy i mocno wyeksponowane rysy twarzy. Nie próbuje naśladować Morrisa ani Achdé, lecz konsekwentnie stawia na własną estetykę. Niestety, nie jest to styl, który przypadł mi do gustu.
Rozumiem, że taka forma ma współgrać z absurdalnym humorem i podkreślać karykaturalny charakter opowieści. Ekspresyjne twarze, wyraziste kolory i oszczędne tła pomagają skupić uwagę na bohaterach oraz komediowych sytuacjach. Mimo to rysunki Bouzarda są dla mnie zbyt chaotyczne i mało atrakcyjne wizualnie. Brakuje mi w nich lekkości i charakterystycznej elegancji, które kojarzę z klasycznym wizerunkiem Lucky Luke’a. Oczywiście jest to kwestia indywidualnych preferencji, ale oprawa graficzna okazała się dla mnie jednym z najsłabszych elementów albumu i nie potrafiłem się do niej przekonać nawet po dłuższej lekturze.
Największym ograniczeniem albumu jest brak odpowiednio mocnego połączenia poszczególnych pomysłów. Bouzard ma wyraźne wyczucie komizmu, ale nie zawsze potrafi nadać swoim żartom odpowiednią wagę w ramach całej historii. Niektóre rozwiązania wydają się istnieć przede wszystkim po to, żeby wywołać chwilowe rozbawienie, bez większego znaczenia dla dalszego przebiegu wydarzeń.
Dodatkowo niedopowiedzenie dotyczące Jolly Jumpera pozostawia pewien niedosyt. Nie każda zagadka wymaga dosłownego rozwiązania, jednak tutaj wyjściowy pomysł aż prosi się o bardziej satysfakcjonujące domknięcie.