Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Serialowa adaptacja „Chłopaków” od Amazona nieubłaganie zmierza ku finałowi, domykając historię, która przez lata przyciągała widzów swoją bezczelną dekonstrukcją mitu superbohatera. Choćby tylko dlatego wydaje się, że mamy zatem całkiem niezgroszy moment, by wrócić do źródła i sprawdzić, jak ta opowieść wygląda w cokolwiek bardziej bezkompromisowej i znacznie mniej oglądającej się na granice dobrego smaku formie komiksowej. Czwarty tom „Chłopaków”, zatytułowany „Na nas już czas”, doskonale wpisuje się w ten powrót, oferując historię, która z jednej strony rozwija znane wątki, a z drugiej coraz wyraźniej pokazuje, jak bardzo świat wykreowany przez Ennisa jest zepsuty u samych fundamentów.
Tym razem Rzeźnik i jego ekipa biorą na celownik G-Ludzi, grupę superbohaterów, którzy może nie należą do najpotężniejszych, ale za to są prawdziwą żyłą złota dla korporacji Aewro American (innymi słowy, serialowego Vought). To wyraźna, momentami wręcz bezczelna parodia X-Menów, która szybko odsłania swoje drugie, znacznie mroczniejsze oblicze. Oś fabularna tomu koncentruje się na rozpracowaniu tej grupy oraz jej lidera, Johna Godolkina, pełniącego rolę mentora i zarazem dyrektora instytucji, w której szkoli się młodych „supków”. W planach korporacji wszystko to ma swoje konkretne miejsce i jest elementem większej strategii biznesowej, gdzie jak zawsze, ideologia i heroizm schodzą na dalszy plan.
Kluczową rolę odgrywa tu Hughie, który infiltruje szeregi G-Ludzi. To właśnie jego perspektywa wprowadza do historii pewien dysonans, jako że z czasem zaczyna on odczuwać wobec członków grupy rosnącą sympatię, dostrzegając w nich coś więcej niż tylko trybiki w korporacyjnej machinie. Ten emocjonalny konflikt staje się jednym z ciekawszych elementów tomu, bo podważa czarno-biały podział na „nas” i „ich”, który dotąd wydawał się w serii oczywisty.
W tle jednak, oczywiście toczy się gra wielkich pieniędzy. Korporacje traktują superbohaterów wyłącznie jako produkty, a całe przedsięwzięcie jako kolejną maszynkę do pomnażania zysków. Ennis nie pozostawia złudzeń i po raz kolejny przedstawia nam świat, w którym moralność została dawno sprzedana, a każda decyzja ma swoją cenę. Jednocześnie scenarzysta rozwija wątki osobiste: relacja Hughiego i Annie zyskuje więcej miejsca, poznajemy też kolejne fragmenty przeszłości Cycusia Glancusia, a gdzieś na horyzoncie zarysowują się fundamenty pod bardziej rozbudowaną historię Niewiasty.
Nie byłby to jednak Ennis, gdyby zabrakło jego charakterystycznego, obrazoburczego humoru. „Na nas już czas” nie stroni od scen skrajnych, balansujących na granicy dobrego smaku i łączy brutalność z groteską i szokującymi gagami, które mają zarówno bawić, jak i wywoływać dyskomfort. Przemoc jest tu przedstawiona z pełną dosadnością, a absurdalne, często obrzydliwe zachowania bohaterów tylko podkreślają degrengoladę tego świata. To nie jest komiks dla każdego i trudno uznać go za lekturę „przyjemną”, ale właśnie w tej przesadzie kryje się jego siła.
Czwarty tom „Chłopaków” to opowieść, która może nie oferuje rewolucji fabularnej, ale konsekwentnie pogłębia uniwersum i relacje między postaciami. Największe wrażenie robi tu jednak sposób, w jaki Ennis obnaża mechanizmy stojące za światem superbohaterów, sprowadzając je do poziomu cynicznego biznesu i ludzkich słabości. Jeśli ktoś zna tylko serial, ten tom może być momentami szokiem. Jeśli jednak szuka historii ostrzejszej i mniej wygładzonej, „Na nas już czas” okazuje się lekturą zdecydowanie wartą uwagi.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.