„Walka” nigdy nie jest skazana na przegraną – wywiad z Agatą Kwiatkowską

Data publikacji

8.05.2026 06:00

Z Agatą Kwiatkowską, autorką Nory, która otrzymała nagrodę za najlepszy komiks w pierwszej edycji Podziemnych Kocurów,  rozmawiamy m.in. o tym właśnie komiksie, o opisywanej w nim grupie Wilczyce, o tym, czy z aktywizmu się wyrasta i czy łamanie prawa jest czasem potrzebne. 

Kiedy kończy się aktywizm, a zaczyna… może nie terroryzm, ale zakłócanie porządku publicznego?

Spodziewałam się tego pytania, ale nie zanim komiks zostanie wydany na szeroką skalę. Nie jestem ekspertką od terminologii, ale powiem to, co wiedzą lub mogą po sprawdzeniu w Internecie wszyscy: aktywizm, to działanie na rzecz ważnej dla nas sprawy, terroryzm jest celowym i zaplanowanym użyciem przemocy by kogoś zastraszyć, a zakłócanie porządku publicznego to zakłócanie ciszy nocnej i spokoju poprzez np. pokazywanie gorszących treści. Wiem, że przez medialną nagonkę pojęcie aktywizmu nabrało negatywnych konotacji, więc osobiście skłaniam się, by zacząć używać terminu – działanie. I to działanie uprawiamy wszyscy. Wtedy, gdy zwracamy komuś uwagę, by posprzątał po psie. Kiedy rysujemy klasy na chodniku dla dzieci czy udostępniamy post z ważną informacją. Kiedy sprawiamy, że świat jest chociaż odrobinę bardziej znośny lub idziemy w tym kierunku. A jest to potrzebne, bo najbogatsi wciąż rządzą światem i nie płacą podatków, hihi.

Zaczynamy prowokacyjnie, ale twój komiks – Nora – w samej fabularnej podwalinie sięga po temat, który sam w sobie budził kontrowersje. Skąd pomysł, by opisać tamte zdarzenia?

O Wilczycach wiem od dawna, sama chciałam być jedną z nich, ale nie starczyło mi odwagi, by rzucić wszystko i uciec w Bieszczady. One to zrobiły i oddały prawie dwa lata swojego życia na ratowanie przepięknego terenu Puszczy Karpackiej. Założyły tam queerowo-feministyczno-ekologiczną okupację, czyli trzy słowa, których świat boi się najbardziej! Brzmiało jak idealna historia na reportaż i pierwszy dłuższy komiks w życiu. Im więcej rozmawiałam z osobami, tym częściej myślałam – nikt mi w to wszystko nie uwierzy. W te popielice odkręcające słoiki, w te kostkę do kibla w dzikim strumieniu, w przemoc i kłamstwa. Ale ludzie uwierzyli mediom, kiedy opowiadały o tym jak Wilczyce rujnują naturalny stan rzeczy lasu, o czym same mówiły – że nie chcą tam być, ale muszą, bo bez nich ten naturalny stan stałby się po prostu cmentarzyskiem pni. A tak dały temu miejscu dodatkowe półtora roku istnienia. Jeśli szukamy kontrowersji, to polecam książkę „Polska Rzeczpospolita Leśna” Marka Józefiaka.

Brałaś w nich udział bezpośredni? Jesteś jedną z bohaterek komiksu?

Nie brałam udziału w wydarzeniach w Norze. W tym samym czasie działałam aktywistycznie i moi znajomi pojechali do Wilczyc w zimę by wesprzeć je śpiworami i narzędziami, ale sama nigdy się tam nie zapuściłam, czego strasznie żałuję. Ale w komiksie pojawiam się momentami, ponieważ ta historia dotyczy również mnie. A raczej emocje, problemy, szczególnie jeden – wypalenia i bardzo polskiego poczucia beznadziei i braku sprawczości.

Co wspominasz z całej historii najlepiej? Co było najtrudniejsze? Najbardziej bolesne?

Uwielbiałam spotykać się z Wilczycami! Zawsze byłam bardzo nabuzowana jadąc do nich, by móc posłuchać tych wszystkich anegdot i wybryków, tej frustracji, którą wydawało mi się, że rozumiem. Nic bardziej mylnego. Chyba to było dla mnie najbardziej bolesne. Czułam ich ból, ale przez brak doświadczenia byłam jak mała dziewczynka. Wiele razy porzucałam projekt, bo uznawałam, że się do tego nie nadaję, że to one powinny to napisać, narysować, że na pewno zrobią to dużo lepiej. Bolała mnie moja własna niekompetencja, to, że rysuję las ze zdjęć, a nie jestem tam z laptopem i tabletem. Ale w tamtym momencie tego wydzielenia już nie było. No i plecy. Plecy bolały jak diabli od siedzenia przy biurku.

Przelanie tego na papier, nadanie komiksowej formy było formą upamiętnienia? Sposobem oddania sprawiedliwości tym, którzy brali w nich udział?

Trochę upamiętnienie, ale też umożliwienie osobom spoza bańki na odkrycie świata Wilczyc. Ale zaczęłam bardziej z ciekawości i chęci zmierzenia się z reportażem. Często powtarzam, że życie pisze najlepsze scenariusze, ale nam uciekają i nikną w gąszczu innych historii. Mam nadzieję, że mój komiks jest takim momentum, chociaż nie zdołałam zawrzeć w nim wszystkich opowieści. Gdzieś w środku chciałabym, by Nora wybrzmiała w czytających. Czy to gniewem, rozczarowaniem, współczuciem, czy śmiechem. Każda emocja sprawi, że coś zostanie w pamięci na dłużej.

Aktywizm społeczny, nawet taki naruszający granice prawa, jest potrzebny? Stanowi bezpiecznik, dla działania władz? Wymuszony społeczny komentarz?

Istnieje coś takiego jak nieposłuszeństwo obywatelskie, które wykorzystuje wiele grup, kolektywów, jednostek, by wprowadzać zmiany społeczne i punktować niesprawiedliwości. Jest to pokojowe i świadome łamanie przepisów. Działania na rzecz dobra wspólnego są jednym z naszych obywatelskich obowiązków! Nic się nie zmieni, jeśli nie będziemy wywierać presji, organizować się. Pokazała to historia niejednej rewolucji, niejednego przewrotu. Oddajemy decyzyjność innym, bo jest nam tak wygodnie, usypiamy na chwilę, a potem budzimy się po kilku godzinach w dziwnej części YouTube’a. Bo nie umiem inaczej nazwać obecnej sytuacji na świecie.

Nora 1

Warto? Być aktywistą? Walczyć, nawet kiedy walka z góry jest skazana na przegraną? Dla samej idei słusznego protestu?

„Walka” nigdy nie jest skazana na przegraną. Zawsze czegoś się dowiadujesz. O przeciwniku, o zasadach gry, o sobie. O tym, że można przełamać czwartą ścianę i grać kooperacyjnie przeciwko twórcy gry. A czy warto? To trochę głupie pytanie, ponieważ nie byłoby nas tutaj teraz, gdyby ludzie nie podejmowali działania na rzecz poprawy swojej sytuacji. Nasi przodkowie stworzyli naszą teraźniejszość, a my teraz tworzymy przyszłość.

A czy z aktywizmu, z ideowości się wyrasta? Zwykle działają ideowo ludzie młodzi. Im starsi, tym rzadziej angażują się w społeczne protesty i szeroko rozumiany aktywizm.

Jesteśmy narodem, który chyba przez lęk przed represjami przyjmuje sytuację taką jaka jest. Boimy się działać, boimy się skutków działania mówiąc, że – cenzuralnie – źle, ale stabilnie. No nie bardzo. Bo wszystko zaczyna nam się trząść w posadach. I powoli zaczynamy odczuwać katastrofę. Pytanie kiedy będzie za późno. Młodzi działają, bo nie mają innej opcji. Bo odczuwają falę sejsmiczną najdotkliwiej. Wiele z moich znajomych osób nie jest w stanie zaplanować przyszłości z powodu jej niepewnego charakteru. Są na mocnych lekach antydepresyjnych, żeby móc w ogóle funkcjonować. Nie stać nas na wynajmy, co dopiero na kupno mieszkania. Dzieci to luksus. Jak mamy NIE działać? Im starsza jest osoba tym coraz szybciej ucieka czas i zaangażowanie jest często wytrąceniem z rutyny, na które nie mamy ochoty. Ale w pracy spotykam się cudownymi osobowościami, które działają na rzecz wspólnoty i to przywraca mi wiarę, że wybudzamy się z tego letargu i odzyskujemy sprawczość. Nie ważne, czy masz 5 czy 95 lat.

Mam wrażenie – po lekturze – że to też, oprócz warstwy społeczno-aktywistycznej, także opowieść o tym, że przeciwności zbliżają ludzi. Jednoczą. Nawet ludzi mocno od siebie różnych.

Wspólny cel na pewno zbliża ludzi, a queerowe osoby potrafią stworzyć niesamowicie otwarte i przyjazne, a przy tym autonomiczne przestrzenie. I trochę tu jest o tym jednoczeniu pomimo konfliktu. Ale też o przestrzeni, którą trzeba sobie stworzyć, by uporać się z demonami. O działaniu w grupie, kolektywie. O wychodzeniu i wracaniu do siebie i do innych. O uczeniu się na błędach i czułości do siebie. Co jest Ci teraz potrzebne, to bierzesz.

I jeszcze o bezradności. Bo czy bohaterowie, od początku, nie mogli nie przegrać?

Ja nie wiem czy osoby bohaterskie przegrały. Po części ich cele nie zostały zrealizowane, tak. Ale ta okupacja była ewenementem, który zdarzał się raczej u naszych zachodnich sąsiadów. Wilczyce przełamały jakąś naszą barierę psychiczną w myśleniu, że się nie da. Otóż da. I poradziły sobie tam naprawdę świetnie – pomimo wszystko. Ale o tym powinny wypowiedzieć się właśnie one.

Bardzo znaczącym elementem w twojej „Norze” jest natura. Czy to pojawiająca się na wielu kadrach fauna, czy dominująca praktycznie w całości plansz flora. To świadoma manifestacja, w kontekście protestu – o co w ogóle chodziło? Czy naturalne tło dla samej opowieści?

Akcja dzieje się w jednym z najpiękniejszych i najstarszych lasów Europy – to jedna z osób bohaterskich tego komiksu! Ta najbardziej poszkodowana, bezbronna i piękna. Nie ma opowieści o Wilczycach bez puszczy i o puszczy bez Wilczyc lub innych grup aktywistycznych tam działających. Rysując komiks podobały mi się zdjęcia, gdzie natura była zestawiona z okupacyjnymi elementami i to starałam się też pokazać.

Nora 2

Pojawiają się w Norze wątki nieheteronormatywności. To był ważny akcent? To pokazanie ich obecności, zaangażowania, udziału w aktywistycznej grupie? Trochę symboliczna rola, zważywszy na czasy?

W komiksie jest to wytłumaczone – osoby odłączyły się od innej grupy, by stworzyć Norę jako miejsce okupacji medialnego wtedy wydzielenia, ale i móc swobodnie solidaryzować się z innymi grupami i ich działaniami. Myślę, że dla wielu osób nieheteronormatywnych Nora była jedynym miejscem, gdzie mogły być naprawdę sobą wśród innych ludzi. Pisanie o queerach to nie używanie symbolu, ale po prostu pisanie o ludziach takich jak ty czy ja.

Komiks jest wg ciebie najlepszą formą wyrazu?

Jeśli chodzi o tę historię to nie wiem. Myślę, że chciałabym obejrzeć o tym serial, może nawet animowany. Zdecydowanie liczę na to, że Wilczyce kiedyś napiszą/narysują swoją własną wersję tej historii.    Może cała antologia z różnych opowieści! A jeśli rozmawiamy bardziej meta, to myślę, że komiks jest najlepszą formą wyrazu, ale zależy jaka historia jest przez kogo rysowana.

Czy prawdziwi uczestnicy protestu czytali twój komiks?

Tak! Nie mogłabym ze sobą żyć, gdyby osoby bohaterskie nie czytały swojej opowieści. Na początku wysłałam im szkice, potem historię, dostały kopię magisterką i od razu wróciły do mnie z rzeczami do naprawy. Mam nadzieję, że ostateczna wersja wydana w Kulturze będzie dla nich zadowalająca.

I co sądzą?

Chyba najlepszym komentarzem jaki dostałam była sytuacja na jakimś eventcie. Jedna z postaci pokazywała innej osobie scenę z komiksu, gdzie Endżi idzie przez zaśnieżony las, a pnie są oznaczone kropkami. Osoba wskazywała tę scenę i usłyszałam tylko: „Widzisz? To jest narysowane dokładnie tak, jak tam to wyglądało. I autorka nawet nie była w tym miejscu na żywo!”. Mogę umierać szczęśliwa, haha! Zależało mi na tym, by mogły i chciały dzielić się tym komiksem dalej i mam ich wsparcie w każdym momencie, tak jak one moje.

A zwycięstwo w Podziemnych Kocurach cię zaskoczyło? Wierzyłaś, że masz szansę? To daje kopa do dalszej pracy?

Tak jak już wspominałam kilka razy w różnych miejscach – zupełne zaskoczenie, że zdobyłam nagrodę w kategorii „Komiks”, stając w szranki z takimi wyjadaczami i wyjadaczkami. Po tym jak debiut zdobył ktoś inny pisałam do znajomych, że wracam z niczym, ale jest okej. Wygrana na pewno mnie podbudowała, bo nie widziałam siebie jako komiksiary, ale zaczynam się oswajać z myślą, że może nie będzie to ostatni komiks, który narysuję. Jestem bardzo robotna, ale potrzebuję do tego dużo przestrzeni, szczególnie w czasie. Pogodzenie się z tym, że nie mam siły siąść do komiksu po pracy jest najgorszym z możliwych uczuć, ale też leczącym mój perfekcjonizm i ambicję.

Skąd w ogóle pomysł, aby zacząć tworzyć komiksy?

Na razie stworzyłam jeden! Ale od liceum na co dzień rysuję jednostronicowe komiksy w formie pamiętnika. Czasem o tym zapominam, a potem muszę nadrobić wszystkie przypałowe sytuacje z tygodnia lub miesiąca. Głównie jest to po to, by pamiętać. Mam nadzieję nigdy nie zapomnieć o Wilczycach, to na pewno. Na pewno duży impakt wywołała u mnie Pracownia Projektowania Gier i Komiksów na uczelni, bo w końcu miałam okazję dostać konstruktywny feedback od ludzi, którzy znają się na komiksach. To pchnęło mnie w dłuższe formy, ale tylko kilka zostało przelanych na papier. Reszta siedzi w głowie. Najbardziej ceniłam sobie szybkie zadania z komiksu na zadany temat – praca pod presją i z dziwną historią jest zawsze rozwijająca.

Nora 3

A najważniejsza komiksowa inspiracja? Taki twórca – idol?

Nie mam takiej twórczej osoby ani konkretnej inspiracji. Pochłaniam komiksy i czasem zagrzewają u mnie miejsca na dłużej, ale nie mam tak, że muszę mieć wszystko autorstwa XYZ. Najwięcej inspiracji czerpię od swoich przyjaciółek, które robią komiksy. Uwielbiam co-workować z nimi i dzielić się pomysłami i rozwiązaniami. Kiedy pokazujemy sobie nad czym pracujemy na paszczy komiksowej, albo skończone prace. Jeśli mam mieć idolki, to niech będą to dziewczyny w komiksie polskim, bo są takie dzielne!

Jest ktoś wśród polskich współczesnych twórców komiksu, z kim chciałabyś wspólnie zrobić komiks? Czy jednak wolisz pracę solo?

Z powodu braku czasu poza pracą na etat spotykanie się z przyjaciółkami jest już problemem, a co dopiero współpraca z kimś przy komiksie. To jak umawianie się na RPGa, ale bardziej stresująco. Za mało w tym siedzę i sama też jestem za mała, żeby się wypowiedzieć. Myślę, zrobienie reportażu z żyjącymi osobami to jest ta współpraca, którą lubię i w którą z przyjemnością weszłabym jeszcze raz. Ale każdemu potrzeba jeszcze osoby, która sprawdzi komiks i powie: może jeszcze pomyśl skarbie.

Co czytujesz? Komiksy, książki. Jacy są twoi ulubieni twórcy/ twórczynie? Niekoniecznie z Polski, niekoniecznie współcześni.

Jeśli chodzi o komiksy to bardzo lubię Lee Lai i mam swój soft spot do Mawila. Moim ulubionym komiksem jest „Beautiful Darkness”, ale nie umiem powiedzieć dlaczego, haha. Może przez poziom chaosu w nim, dziecinnego roztargnienia i wszechogarniającej makabry. Tego, że nie wiesz co się wydarzy na następnym kadrze. Aktualnie staram się nadrobić klasyki komiksowe wyłowione na Vinted, a jeśli chodzi o książki, to czytam wszystko co wpadnie mi w ręce, chociaż ostatnio brakuje mi czasu i energii. Można robić tyle fajnych rzeczy, ciężko skupić się na jednej.

A nad czym obecnie pracujesz? Możesz coś zdradzić?

Nad zleceniami, które akurat dostałam, a jeśli chodzi o komiks, to mam dużo pomysłów, a jeden zaczęłam już powoli egzekwować. Nie będę się jednak powtarzać, tylko odsyłam do wywiadu „Subiektywnie o Komiksach”. Może kiedyś go skończę i będzie można przeczytać, ale nic nie obiecuję. Nie wiem, co będę jadła jutro na obiad, a co dopiero czy skończę drugi długi komiks. Z przyjemnością będę czytać dzieła innych!

Nora

NORA to reportaż o grupie ekologiczno-queerowo-feministyczno-aktywistycznej – Wilczyce, która przez półtora roku okupowała wydzielenie 219A w puszczy Karpackiej, o którym Olga Tokarczuk mówiła, że jest “małym rajem na ziemi”, by nie dopuścić do jego wycinki przez Lasy Państwowe. Jest to opowieść o rodzinie, którą się wybiera, o przemocy policyjnej, o wspólnocie i jej rozłamie. O wypaleniu, próbie powrotu do siebie i świata. Komiks został stworzony na podstawie rozmów z kilkoma osobami z kolektywu, zdjęć i relacji osób postronnych. To książka dla osób, które mają doświadczenie aktywistyczne w jakiejkolwiek postaci i dla tych, które są go ciekawe.

Pochodzenie

Komiks polski

Wydawca Polski

Niezależne

Data Wydania

19.11.2025

Wydanie

I

Druk

Kolor

Oprawa

Miękka

Format

148×210 mm

Liczba Stron

190

Cena Okładkowa

80,00 zł

Zobacz