Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Tytuł Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong brzmi jak żart – brakuje tam tylko Avengersów i obcych😉 Ale gdy tylko zobaczyłem okładkę, pomyślałem: hej, takie crossovery nie zdarzają się codziennie, więc wchodzę w to bez wahania.
No bo jak tu nie brać komiksu, w którym Superman i Godzilla grzeją do siebie laserami, a wielkie mechy okładają się z Kongiem? No no no, to jest dokładnie ten poziom absurdu, którego czasem człowiek potrzebuje.
Jasne, fabuła jest raczej prosta, ale napisana w stylu ostatnich historii Toma Taylora dla DC, więc ma w sobie coś, co wciąga i sprawia, że chce się czytać dalej. Co ważne, przy tak ogromnej liczbie postaci udało się uniknąć totalnego chaosu, a to już samo w sobie zasługuje na brawa.
A co poza tym? Czyste komiksowe szaleństwo. Widowiskowe walki, efektowne sceny i kilka naprawdę fajnych zwrotów akcji. I właśnie za to też kocham komiksy: za dostarczanie czystego funu, bez udawania czegoś więcej. Dzięki temu z łatwością można przymknąć oko na drobne fabularne niedociągnięcia.
Wizualnie jest efektownie, ale jednocześnie spójnie, bez przesadnego chaosu na planszach. To komiks idealnie skrojony „na raz” – nie za krótki, nie za długi. A przy tym na tyle widowiskowy, że spokojnie można do niego wracać, sięgając raz na jakiś czas z półeczki tylko po to, żeby jeszcze raz popatrzeć, jak ogromne bestie dają sobie po mordach, a maleńcy superbohaterowie plączą im się pod nogami.
Jeśli ktoś szuka ambitnego superhero, to nie tutaj. Ale jeśli chce się po prostu dobrze bawić i poczuć dziecięcą radość z totalnego crossoverowego chaosu, to ten komiks dowozi dokładnie to, co obiecuje.