Kontynuacja widowiskowego albumu „Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong”!
Po wydarzeniach z pierwszego tomu Oddział Specjalny X wprowadza w życie ambitny plan stworzenia hybryd, które Amanda Waller chce wykorzystać do obrony Ziemi przed kolejnymi atakami potwornych Tytanów z Monsterverse. Aby ich powstrzymać, Liga Sprawiedliwości wyrusza do sąsiedniego wymiaru, a ten… rządzi się swoimi prawami.
Bohaterowie stawią czoło niebezpieczeństwom Pustej Ziemi oraz Kongowi i Godzilli, królowi potworów!
Scenarzysta Brian Buccellato („Injustice”) i rysownik Christian Duce („Batman/Fortnite: Punkt zerowy”) przedstawiają zderzenie Uniwersum DC i Monsterverse.
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach „Justice League vs. Godzilla vs. Kong” 2 #1–7.
12.11.2026
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
216
99,99 zł
9788328173705
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Tytuł Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong brzmi jak żart – brakuje tam tylko Avengersów i obcych😉 Ale gdy tylko zobaczyłem okładkę, pomyślałem: hej, takie crossovery nie zdarzają się codziennie, więc wchodzę w to bez wahania.
No bo jak tu nie brać komiksu, w którym Superman i Godzilla grzeją do siebie laserami, a wielkie mechy okładają się z Kongiem? No no no, to jest dokładnie ten poziom absurdu, którego czasem człowiek potrzebuje.
Jasne, fabuła jest raczej prosta, ale napisana w stylu ostatnich historii Toma Taylora dla DC, więc ma w sobie coś, co wciąga i sprawia, że chce się czytać dalej. Co ważne, przy tak ogromnej liczbie postaci udało się uniknąć totalnego chaosu, a to już samo w sobie zasługuje na brawa.
A co poza tym? Czyste komiksowe szaleństwo. Widowiskowe walki, efektowne sceny i kilka naprawdę fajnych zwrotów akcji. I właśnie za to też kocham komiksy: za dostarczanie czystego funu, bez udawania czegoś więcej. Dzięki temu z łatwością można przymknąć oko na drobne fabularne niedociągnięcia.
Wizualnie jest efektownie, ale jednocześnie spójnie, bez przesadnego chaosu na planszach. To komiks idealnie skrojony „na raz” – nie za krótki, nie za długi. A przy tym na tyle widowiskowy, że spokojnie można do niego wracać, sięgając raz na jakiś czas z półeczki tylko po to, żeby jeszcze raz popatrzeć, jak ogromne bestie dają sobie po mordach, a maleńcy superbohaterowie plączą im się pod nogami.
Jeśli ktoś szuka ambitnego superhero, to nie tutaj. Ale jeśli chce się po prostu dobrze bawić i poczuć dziecięcą radość z totalnego crossoverowego chaosu, to ten komiks dowozi dokładnie to, co obiecuje.