Przyszliśmy na świat pod brudnym niebem, na błotnistej ziemi Świętego Cesarstwa, i nic nie wskazywało na to, że kiedyś to miejsce opuścimy.
Muzyka przyszła do nas niczym cud. Poniosła nas ku innym widnokręgom i złożyła nas w ręce piękna i okrucieństwa tego świata.
Była zarazem darem i przekleństwem, a stała się naszym zbawieniem, naszą dyscypliną i dumą.
Nagrody:
BD Fnac France Inter – 2026
Prix des Libraires Canal BD – 2026
Quai des Bulles – Prix Coup de Cœur – 2025
BDstagram – 2025
Hans i Helma przyszli na świat pod brudnym niebem Świętego Cesarstwa i ich przeznaczeniem było życie w nędzy, wypełnione ciężką pracą. Talent i miłość do muzyki stają się dla nich światełkiem nadziei w mrocznej, szarej codzienności. Po śmierci rodziny Hansa i Helmy przygarnia ich pustelnik – muzyk, który odsłania przed nimi bogactwo dźwięków natury.
Gdy trafiają do zakonnego przytułku, uczą się tam czytać, poznają też podstawy solfeżu, a dzięki temu stają się dla nich dostępne partytury najpiękniejszych utworów muzycznych tamtych czasów. Gdy bierze ich do siebie margrabia, znany z wojennych zwycięstw, odkrywają z kolei, jak piękne mogą być instrumenty muzyczne. Świadkami ich sukcesów – i okrutnych rozczarowań – staną się pałace w wielu europejskich miastach.
Autorzy Soli Deo Gloria wykorzystują strukturę i tropy bildungsroman – powieści formacyjnej, by stworzyć poruszającą historię, w której na bohaterów czeka wiele trudnych chwil, przetykanych jednak nadzieją.
W tym przepięknym komiksie talent pisarski Jean-Christophe’a Deveneya po raz pierwszy łączy się z precyzyjną, elegancką kreską Édouarda Coura (Herakles).
Dla fanów: Wypadek na polowaniu (David L. Carlson, Landis Blair), W poszukiwaniu straconego czasu (Marcel Proust).
22.09.2026
I
Czerń / Biel
Twarda
215x290 mm
280
140
9788368346923
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Jean-Christophe Deveney wpadł na bardzo ciekawy pomysł pokazania historii o trudnym dorastaniu przez pryzmat muzyki. Autor operuje tu strukturą klasycznej powieści formacyjnej z niezwykłą swobodą, nie popadając przy tym w nużący schematyzm.
Dwójka bohaterów Soli Deo Gloria, Hans i Helma przychodzą na świat w biedzie, a ich przyszłość początkowo wydaje się ograniczona do ciężkiej pracy i życia, które nie przyniesie nic dobrego. Początkowe rozdziały mogą sprawiać wrażenie znajomego baśniowego motywu o osieroconych dzieciach, doświadczających kolejnych krzywd, jednak szybko uświadamiamy sobie, że wkraczamy na terytorium o wiele mroczniejsze i mocno zaskakujące.
Odkrycie przez nich muzyki otwiera bowiem przed nimi zupełnie nowe możliwości. Nie oznacza to jednak, że świat nagle staje się lepszy. Wraz z kolejnymi etapami ich rozwoju pojawiają się nowe wyzwania, rozczarowania i doświadczenia, które zmuszają ich do konfrontacji z rzeczywistością i brutalnością XVIII-wiecznego Świętego Cesarstwa. Wojna, głód, wszechobecne epidemie i przemoc stanowią codzienność, z którą rodzeństwo musi się mierzyć, wykorzystując jedynie swój muzyczny dar.
Podoba mi się takie podejście do scenariusza, bo pozwala spojrzeć zarówno na świat przedstawiony jak i na istotną tutaj sztukę nie jak na magiczne rozwiązanie wszystkich problemów, lecz jako siłę, która może nadać życiu kierunek, nie odbierając mu trudności. Zachwyciło mnie tu doskonałe wyczucie proporcji między intymnym dramatem jednostki a panoramicznym rozmachem historycznej freski. Bohaterowie przemieszczają się od ubogich wiosek po rozświetlone blaskiem świec pałace, a każda napotkana postać i każde nowe miejsce, wnoszą do opowieści nową jakość. Taki układ daje scenariuszowi naturalną przestrzeń do pokazania różnicy między marzeniami a rzeczywistością. Jednocześnie nie jest to konstrukcja szczególnie zaskakująca. Motyw utalentowanych ludzi, którzy dzięki ciężkiej pracy próbują zmienić swój los, należy do dobrze znanych, a historia nie zawsze musi wykraczać poza wyznaczone przez niego ramy.
Nie oznacza to jednak, że opowieść jest pozbawiona ambicji. Muzyka staje się w niej sposobem poznawania świata, ale także pretekstem do postawienia pytań o sens tworzenia i cenę artystycznego spełnienia. Zainteresowanie budzi szczególnie różnica między drogą kompozytora a drogą wykonawcy. To dwa odmienne sposoby obcowania ze sztuką, a ich zestawienie pozwala spojrzeć na twórczość z więcej niż jednej perspektywy. Dzięki temu fabuła nie ogranicza się do kolejnych etapów zdobywania umiejętności i awansu społecznego.
Tempo historii bywa jednak nieco nierówne. Miejscami czuć lekkie przeciążenie środkowego segmentu, gdzie natłok wydarzeń i kolejnych stacji drogi bohaterów potrafi wywołać u odbiorcy chwilowe uczucie znużenia, jednak całość nadrabia to spójnością motywu przewodniego.
Hans i Helma są osią całej opowieści, a ich relacja pozwala nadać muzycznemu tematowi osobisty wymiar. Nie chodzi wyłącznie o dwoje utalentowanych młodych ludzi, którym udało się znaleźć dziedzinę pozwalającą przekroczyć ograniczenia własnego pochodzenia. Ciekawsze jest to, że wspólna pasja nie prowadzi ich dokładnie w tym samym kierunku. Hans odnajduje się w komponowaniu, Helma zaś w interpretacji i ekspresji. To rozróżnienie daje scenariuszowi możliwość pokazania, że nawet podobne zdolności nie muszą oznaczać identycznego sposobu myślenia o sztuce.
Lubię takie zestawienie, ponieważ pozwala uniknąć łatwego założenia, że talent jest czymś jednorodnym. Tworzenie utworu i nadawanie mu życia poprzez wykonanie wymagają odmiennych umiejętności, a ich wzajemna zależność może być równie interesująca jak rywalizacja. W przypadku Hansa i Helmy muzyka stanowi wspólny język, ale zarazem ujawnia różnice, które z czasem nabierają znaczenia. Najmocniejszy potencjał tej relacji tkwi w napięciu między bliskością rodzeństwa a indywidualną drogą każdego z bohaterów.
Na korzyść tej konstrukcji działa również otoczenie, w którym Hans i Helma zdobywają kolejne doświadczenia. Spotykają ludzi reprezentujących różne środowiska, a ich pozycja zmienia się wraz z rozwojem umiejętności. Nie są więc bohaterami funkcjonującymi w próżni. To, czego się uczą, oraz możliwości, które otrzymują, zależą również od warunków narzucanych im przez innych. Taka perspektywa wzmacnia społeczny wymiar opowieści i przypomina, że indywidualny talent nie rozwija się niezależnie od okoliczności.
Mam jednak poczucie, że tak interesująca para postaci mogłaby udźwignąć jeszcze odważniej poprowadzoną historię. Różnica między tworzeniem a wykonaniem otwiera wiele możliwości, podobnie jak pytanie o wpływ ambicji na więź łączącą rodzeństwo. Twórca nie decyduje się jednak jeszcze mocniej rozwinąć tej tematyki i w kilku momentach działa moim zdaniem trochę zbyt zachowawczo.
Świat przedstawiony w Soli Deo Gloria, to gęsta, duszna i bezkompromisowa wizja osiemnastowiecznej Europy, w której brud prowincji miesza się z przepychem pałacowych salonów. Twórca modyfikuje tu jednak nazwy geograficzne i personalia historyczne w taki sposób, by odbiorca czuł powiew autentyczności, a jednocześnie miał świadomość obcowania z uniwersalną, niemal baśniową przypowieścią.
Klimat albumu wyróżnia się połączeniem mroku z momentami piękna. Świat nie jest tu jednolicie ponury, ale rzadkie chwile rozjaśnienia mają znaczenie właśnie dlatego, że nie dominują nad całością. Muzyka pozwala na moment spojrzeć na rzeczywistość inaczej, choć nie unieważnia wcześniejszego cierpienia. Ten kontrast dobrze współpracuje z tematem dojrzewania, bo pokazuje, że poznawanie świata oznacza również odkrywanie jego sprzeczności.
Nie wszystkie elementy tej konwencji muszą jednak zaskakiwać. Baśniowe tropy i opowieść o awansie ludzi obdarzonych talentem są czytelne, a część odbiorców może uznać je za zbyt tradycyjne. Mnie bardziej przekonuje konsekwencja, z jaką świat przedstawiony wspiera główny temat, niż sama oryginalność fabularnych rozwiązań.
Zdecydowano się tu na niemal całkowicie czarno-białą paletę, przywodzącą na myśl tradycje dawnych drzeworytów oraz ryciny mistrzów pokroju Gustave’a Doré czy Albrechta Dürera.
Grube, gęste kreski, precyzyjne cieniowanie i misternie budowane tekstury sprawiają, że poszczególne plansze wyglądają jak małe dzieła sztuki. Zastosowane cyfrowo tramy i zabiegi z oświetleniem budują zaś niesamowity kontrast między głęboką ciemnością a pojedynczymi wiązkami światła przebijającymi się przez okna zrujnowanych budynków.
Postacie na wielu kadrach celowo ukazane są jako miniaturowe sylwetki zagubione w monumentalnych, przytłaczających dekoracjach, co doskonale wizualizuje ich bezbronność wobec bezdusznego mechanizmu historii.
Mimo moich zachwytów tym tytułem, dostrzegam w nim również pewne niedoskonałości. Najważniejszym zarzutem, jaki można wysunąć pod adresem albumu, jest pewna przewidywalność samej osi fabularnej. Mimo oryginalnego i bogatego otoczenia, ogólna ścieżka rozwoju dwójki sierot porusza się po dość mocno wydeptanych szlakach literatury awanturniczo-inicjacyjnej. Niektóre zwroty akcji da się przewidzieć ze sporą dozą pewności już w połowie tomu, co nieco osłabia element zaskoczenia, na którym scenarzysta tak bardzo buduje napięcie. Ponadto, w środkowej fazie opowieści daje się odczuć lekkie rozciągnięcie materiału. Album liczy blisko trzysta stron i momentami odnosi się wrażenie, że niektóre fragmenty mogłyby zostać bez szkody dla fabuły skrócone lub nawet wycięte, co nadałoby całości pożądanego dynamizmu.
Pewien niedosyt budzi również poziom odwagi twórczej w traktowaniu niektórych wątków obyczajowych. Mając do dyspozycji tak potężny, mroczny i surowy fundament uniwersum, scenarzysta chwilami decyduje się na bezpieczne rozwiązania narracyjne, powstrzymując się przed głębszą, bardziej bezwzględną transgresją w relacjach międzyludzkich. Otrzymujemy opowieść niezwykle satysfakcjonującą, ale w pewnych momentach ma się nieodparte wrażenie, że autor mógłby pójść jeszcze dalej.
Soli Deo Gloria to album, w którym największe wrażenie robi sposób, w jaki muzyka zostaje przełożona na język komiksu. Édouard Cour tworzy oprawę mocną, pełną kontrastów i podporządkowaną tematowi, a historia Hansa i Helmy pozwala przyjrzeć się sztuce jako szansie na zmianę własnego losu. Mimo drobnych potknięć narracyjnych i momentów fabularnego spowolnienia, jest to komiks kompletny, poruszający i zdecydowanie wart uwagi każdego.