Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Paweł Gierczak wskrzesza kultowego Tajfuna, fundując mu przygody tak niedorzeczne, że momentami trudno uwierzyć, iż ktokolwiek był w stanie je wymyślić. Ale wiecie co? W tym szaleństwie zdecydowanie jest metoda.
Wskrzeszanie kultowych serii komiksowych z czasów PRL-u to, jak zauważa Paweł Gierczak w przedmowie swojego albumu, tego rodzaju przedsięwzięcie, które można odbierać na różne sposoby. Tym bardziej, że podobne reaktywacje kierowane są zazwyczaj do stosunkowo wąskiego grona odbiorców, pamiętających jeszcze oryginalne historie, podczas gdy młodsi czytelnicy niekoniecznie będą mieli pojęcie, z czym właściwie mają do czynienia. I choć stworzony przez Tadeusza Raczkiewicza Tajfun od dekad cieszy się w polskim fandomie statusem postaci niemal kultowej, trudno oczekiwać, by jego nowe przygody automatycznie zainteresowały szerszą publiczność. Mam jednak graniczące z pewnością przekonanie, że Gierczakowi udało się stworzyć komiks, który może przypaść do gustu zarówno wiernym fanom pierwowzoru, jak i tym, którzy dopiero teraz poznają agenta NINO.
Żeby tak się stało, warunek jest właściwie tylko jeden. Trzeba od początku zaakceptować, że fabularnie będziemy mieli tu do czynienia nie tyle z całkowitym odpięciem wrotek, ile z wystrzeleniem noszącego je delikwenta na orbitę Saturna, a następnie ściągnięciem go z powrotem za pomocą plazmowych laserów. To właśnie mniej więcej ten rodzaj pulpowego nonsensu, z jakim przyjdzie nam obcować przez kolejne strony. Gdy bowiem Gierczak uruchamia swoją wyobraźnię, nie zamierza już odpuszczać aż do samego końca.
Cała zabawa rozpoczyna się od rozbicia przez Tajfuna jego kosmicznego buldożera na planecie Pneumonia. Jak wkrótce dowie się od Sato, innego agenta NINO uwięzionego tam od dekady, władzę nad planetą przejęła Liga Kobiet, zorganizowana przez zielonoskóre mutantki Takenki, programowo nienawidzące mężczyzn. Aby wydostać się z tej matni, nasz bohater będzie musiał wziąć udział w turnieju Mortalkombat (tak, takim pisanym łącznie). A to dopiero przedsmak atrakcji, które przygotował dla niego autor. Zresztą nie tylko dla niego, bo kolejne historie składające się na album pozwalają nam również poznać przygody innych agentów, w tym wspomnianego Sato oraz dwóch superkobiet, Kriss i Maar.
Próba dalszego streszczania fabuły nie ma większego sensu i to niekoniecznie dlatego, że szkoda zdradzać kolejne niespodzianki, ale raczej przez to, że dzieje się tutaj tyle, iż zebranie wszystkiego w jakąkolwiek koherentną całość graniczyłoby z cudem. Dość powiedzieć, że czeka nas nieustannie pędząca na szóstym biegu mieszanka pojedynków w stylu kung-fu, pościgów i zwrotów akcji, które w żadnym logicznie poukładanym uniwersum nie miałyby racji bytu.
Jak się zapewne domyślacie, również pod względem naukowym mamy tu kompletne mambo-dżambo, jako że w uniwersum agenta NINO praw fizyki próżno szukać. „Muszę opadać hydrostatycznie” czy „skafandry cyber-wolframowe” to zaledwie przedbiegi całego festiwalu pseudonaukowych osobliwości, które trzeba przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza. Gierczak nawet nie próbuje przekonywać nas, że przedstawiane wydarzenia mają jakiekolwiek racjonalne uzasadnienie, a zamiast tego ze swobodą dorzuca kolejne pomysły, najwyraźniej bawiąc się przy ich wymyślaniu równie dobrze, jak my podczas lektury.
Jakby tego było mało, „Nowe przygody” są również prawdziwą kopalnią popkulturowych nawiązań, przy czym określenie ich mianem subtelnych mrugnięć okiem do odbiorcy byłoby chyba sporym nadużyciem. Gierczak znacznie chętniej wali bowiem czytelnika prosto w czerep nostalgicznym obuchem. Już samo przymusowe lądowanie Tajfuna na Pneumonii, po którym bohater w adamowym stroju podnosi się niczym T-800 po przybyciu z przyszłości, jasno pokazuje, czego możemy się spodziewać. Dalej będzie jeszcze wrak Sokoła Millennium, Nostromo, Predator (to znaczy Frank - nie pytajcie), Ripley (a właściwie Replay), czy nawet David Hasselhoff z rzecz jasna, deską surfingową u boku. Trudno nie reagować na te wszystkie mniejsze i większe cameo szczerym uśmiechem, zwłaszcza że autor nie ogranicza się do prostego kopiowania estetyki pierwowzoru, ale ochoczo wykorzystuje cały dorobek popkultury z przełomu lat 80. i 90., żeby jeszcze mocniej podkręcić absurdalny charakter swojej opowieści.
Równie dobrze wypada oprawa graficzna, której charakterystyczna, celowo niedbała kreska aż kipi od ejtisowego klimatu. Plansze pełne są szczegółów, a dynamiczne kadrowanie sprawia, że nawet najbardziej niedorzeczne pomysły nabierają odpowiedniego rozmachu. Dość napisać, że rysunki doskonale współgrają ze zwariowanym charakterem scenariusza, podbijając fabularne szaleństwo o kolejny poziom. Trudno mi zresztą wyobrazić sobie tę historię opowiedzianą w jakiejkolwiek innej stylistyce.
„Tajfun. Nowe przygody” okazuje się pandemonium z tych wielce przyjemnych. Takim, które pozwala po ciężkim dniu wyłączyć umysł i zwyczajnie napawać się niczym nieskrępowaną wyobraźnią autora, mając przy tym pełną świadomość, że obcujemy z czułym, choć kompletnie zwariowanym hołdem dla popkultury minionej epoki. Czy Gierczakowi uda się z czasem wypracować dla swojej wersji Tajfuna równie mocną pozycję, jaką cieszy się pierwowzór Raczkiewicza? Cóż, to pokażą dopiero kolejne lata. Ja w każdym razie życzę mu jak najlepiej, bo takiej bezpretensjonalnej, szczerze radosnej komiksowej rozrywki nigdy za wiele.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.